blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-07-23

Małpi Król powrócił! 大圣归来

Z pewnym dystansem podchodzę do filmów, które podobają się Chińczykom. Jeśli któryś mi poleca jakiś film (zwłaszcza nowy), zazwyczaj okazuje się, że ziewam do zwichnięcia szczęki. Oczywiście, są wyjątki. Oczywiście i tak próbuję - ja po prostu lubię oglądać filmy, czasem bawiąc się świetnie nawet na tych kiepskich. Jest to zresztą jedno z nielicznych hobby, których nie dzielę z ZB - on ziewa nawet na porywającym Batmanie, dawno więc zrezygnowałam z prób przekonania go, że X Muza ma mu cokolwiek do zaoferowania.
Poszłam więc do kina sama. Poszłam zaś do kina, bo po pierwsze 3D nadaje się tylko na duży ekran, po drugie nie będę sobie przecież odmawiać przyjemności pójścia do kina tylko dlatego, że Najlepszy z Mężów akurat nie lubi. Po trzecie, może i nie najważniejsze, ale znaczące, pracuję raczej popołudniami i wieczorami, a poranki w kinach są dwa razy tańsze. Dobrze się składa, prawda? Po czwarte zaś - film poleciła mi nie tylko banda Chińczyków, ale i Piekielna Fantazja. Trzeba było pójść.
Okulary 3D, wielki ekran, w całej sali dokładnie osiem osób. Idealne warunki.
Nie czekałam na historię z niecierpliwością - Małpi Król jest w chińskiej i japońskiej tradycji postacią tak oklepaną, a jego przygody były ekranizowane tak wiele razy, że niby co nowego można było wymyślić?
No i tu mnie właśnie zaskoczyli.
Nie porwała mnie animacja - widziałam lepsze (choć smok jest ucieleśnieniem idei chińskiego smoka w mojej głowie). Nie porwało mnie poczucie humoru - duża część żartów była niespecjalnie wysokich lotów. Nie porwała mnie nawet sama historia - dziecko, bohater, misja, oczywiście zakończona sukcesem - żadna nowość. Zachwycił mnie za to główny bohater, który z szachraja i szaławiły zmienił się w...
Nie będę Wam psuć przyjemności. Zobaczcie nowego Sun Wukonga, śmiejcie się i płaczcie we właściwych momentach, kompletnie innych niż zauważane przez Wasze dzieci. Bawcie się dobrze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.