blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-07-03

konferansjer czy świnia?

Nienawidzę tego. Lubię śpiewać, parzyć herbatę, nawet z uczeniem angielskiego już się pogodziłam tak mniej więcej. Ale nie znoszę "prowadzić imprez". A często muszę...
No dobra. Niby nie muszę. Mogę odmawiać. Zazwyczaj odmawianie nie przynosi żadnego rezultatu, zwłaszcza w Chinach. Czasem skutkuje niespodziewanymi oświadczynami, a zazwyczaj paroma ładnymi zdjęciami. Od czasu, gdy prowadziłam Chiński Nowy Rok w Wieliczce i utraciłam wszystkie swoje yunnańskie stroje ludowe, mam uraz.
A przecież gdy Wysoki Brat zadzwonił, czy bym nie mogła, bo otwierają szkołę, bo jestem taka wspaniała itd. - zgodziłam się bez długich namów. Zawsze to okazja, żeby poznać nowych ludzi, spędzić czas inaczej niż zazwyczaj, potrenować prezencję sceniczną itd.
W sumie się nie stresowałam. Partner był ok, z poczuciem humoru, ratowaliśmy się nawzajem z opresji. Publika zagraniczno-chińska, wyluzowana, śmiali się głośno. Prowadziliśmy występy dwujęzycznie, tłumacząc na żywo żarciki itp. Może ta prezencja sceniczna to trochę nie teges, ale reszta - ok.
Ze dwa razy "coś mi się pomyliło" i musiałam z tego sama wybrnąć. Spociłam się jak mysz. Nikt na mnie nie czekał z pistoletem, ale ja i tak się zdenerwowałam.
Po wszystkim ZB na mnie patrzy z nieukrywanym podziwem i mówi: wiesz, to, że na scenie, że mikrofon, że dużo tekstu, że ludzie - to wszystko pikuś. Ale że prowadziłaś tę konferansjerkę w dwóch językach i w dodatku oba są dla Ciebie obce - to szacun. Bo ja to bym chyba zwariował :D
A potem zaczął mnie przezywać. Znów chińskie homofony ze mną wygrały. Konferansjer to 主持人 zhǔ​chí​rén, a ZB na mnie mówi teraz bardzo podobnie, tylko z innymi tonami: 猪吃人 zhūchī​rén czyli "świnia je człowieka"...

4 komentarze:

  1. ważne podejmowac wyzwania i brac byka za rogi. Zawsze to dodatkowe doswiadczenie i jak mowisz mozliwosc poznania ludzi. Swietnie ze sobie poradzilas bez problemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, problemy były, byk z rogami chyba też ;) Ale znowu pokonałam swoje demony, więc jestem z siebie dumna :)

      Usuń
  2. Podpisuję się pod słowami Kasi i podziwiam, mnie zjadłaby trema. Żadne ze mnie sceniczne zwierzę a co dopiero świnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zawsze zjada :) Ale po wszystkim chodzę dumna jak paw :D

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.