blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-05-17

Kulisi

Znów Sieroszewski; tym razem mało, bo i opowiadanie króciutkie.

Już w roku zeszłym zbiór pszenicy był marny. Troska zajrzała nawet do zasobnych gospodarstw i niewielu wieśniaków miało pewność, że do przednówka starczy im własnego chleba.
Ja mam przekonanie graniczące z pewnością, że na Wyżynie Lessowej chleba to w żadnym domu nie było ;)
*
Ja akurat jestem noga z tkanin, włóczek i innych haftów, ale przyznajcie się: ilu z Was wiedziało o istnieniu tkaniny zwanej nankinem?
*
[...] nade wszystko wystrzegajcie się rudych diabłów zamorskich. Nie są to ludzie, lecz owoc występnego związku małpy z gęsią, czego ślady zachowali w swych długich nosach i włosach rosnących na twarzy. Są to barbarzyńcy nie uznający Niebios, odrzucający rodzinę i przodków, co zrozumiałym jest ze względu na haniebne ich pochodzenie. [...] celują przede wszystkim w wyrobie narzędzi służących do wszelkiego rodzaju zabójstwa. Łatwo zrozumiecie przyczynę tego, gdy powiem wam, że tajemnie żywią się ludzkim mózgiem i krwią pomordowanych. [...] byli tacy, co z bliska znali rudych cudzoziemców. Wszyscy powiadali zgodnie, że biali są grubianie, brzydko pachną, że mają oczy złe, przenikliwe, drapieżne... że nie znają się wcale na grzeczności i nie umieją obcować z ludźmi.
Jak to dobrze, że sąd ów dotyczy jeno rudych. Inaczej musiałabym się oburzyć :D
/Wacław Sieroszewski - Kulisi/

Dawno nie czytałam tak przygnębiającej prozy. Chociaż bohaterowie są Chińczykami, można by ich przenieść w dowolną część świata. Biednemu zawsze wiatr w oczy wieje, obojętnie, gdzie się uda. Nie zawsze dobre chęci i takiż charakter wystarczają. Czasem potrzebny jest jeszcze łut szczęścia...

6 komentarzy:

  1. Anonimowy17/5/15 15:38

    O Nankinie akurat nie slyszalam ale interesuje sie troche moda historyczna i gdy czytam orginalne opisy tkanin i krojow czesto spotykam sie z nazwami materialow i ich rodzajow z ktorymi dzis trudno sie spotkac. Mam wrazenie, ze wspolczesnie zubozylismy bardzo nasze slownictwo w tym wzgledzie.

    Biorac nawet pod uwage nowe syntetyczne i mieszane wlokna nazywamy wszystko jak leci albo i nie nazywamy wcale inaczej niz ogolna nazwa nie wdajac sie w szczegoly. Zastawiajac sie dlaczego tak jest byla bym sklonna "obwinic" industrializacje przemyslu wlokienniczego. Dzis malo kto kupuje material i szyje z niego odziez czy posciel, tapicerke czy firany. Stad nie znamy roznic na ktore kiedys bardzo zwracano uwage chcac znalezc odpowiednia jakosc materialu przeznaczonego na dany wyrob. Dzis kupujemy przewaznie wyroby gotowe i jedyna informacja nas interesujaca jest w ilu stopniach prac :-) i jak prasowac. Dzis malo kto zna roznice miedzy Bawelna a Bawelna egipska co kiedys bylo wyznacznikiem jakosci tejze. Tak jak i roznice miedzy Perkalikiem czy Batystem Dupion-. a Tussah- jedwabiem czy Duschess- a Atlasem jako takim.

    Pozdrawiam serdecznie
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam wrażenie, że język ubożeje. Ale - to chyba tylko wrażenie. Sądzę po prostu, że poszliśmy w stronę wąskich specjalizacji i rozumiemy bardzo niewiele z dziedzin, które nie są przedmiotem naszych codziennych badań/życia. Parędziesiąt lat temu "być człowiekiem wszechstronnym" było czymś kompletnie innym niż teraz. Ja trochę się znam na muzyce, więc nie jest mi obca nomenklatura muzyczna; wiem trochę o Chinach, więc i okołoazjatycka terminologia nie jest mi całkiem obca. Z drugiej strony, choć mogłabym się zmusić do przeczytania książki o materiałach, wiele bym z tego nie zrozumiała, tak samo jak zresztą z książek ekonomicznych czy mykologicznych. Wymagałoby to ode mnie opanowanie słownictwa bazowego zbyt różnego od tego, czym się interesuję. Oczywiście, mając okazję poznać coś nowego, chętnie korzystam :) Ale jednocześnie nie szukam takiej okazji codziennie, jeśli tematyka nie jest zbieżna z którymś z moich licznych hobby :)

      Usuń
  2. Nankin kojarzy mi się jedynie z miastem w Chinach i masakrą wojsk japońskich na ludności chińskiej. Mało przyjemne skojarzenie...
    Sieroszewskiego troszkę znam z jego prac odnośnie Japonii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Nankinie nawet byłam, ale materiału i tak nie znałam :)

      Usuń
  3. Anonimowy17/5/15 19:25

    Byc moze. Jednakowoz ja widze tu aspekt nie tyle tak zwanego "oczytania". Przynajmniej nie w pierwszej kolejnosci. Jak to sie mowi potrzeba jest matka wynalazkow ale nie tylko :-). Po prostu uczac sie, poznajac cos dla samej ciekawosci wiedzy rozwijamy nasz horyzont i poglebiamy wiedze ale jesli dana wiedza nie bedzie nam do niczego potrzebna to trzeba byc albo zapalencem albo sie nudzic by ja poglebiac :-). Wiec jak to sie mowi nie kazdemu jest dany zapal i wola oraz motywacja zdobywac wiedze z kazdej dziedziny. Dzis trzeba wiedziec jak prowadzic auto czy obsluzyc smartfona :-). Dzis zostaje nam wiele rzeczy podanych pod nos: pocietych, uszytych, umytych i wypolerowanych :-) Idzie sie do sklepu i kupuje. Mozna marudzic na fason i cene :-)

    Kiedys natomiast kazda dzierlatka na Pensji i kazda szanujaca sie a rozsadna pani domu musiala znac tajniki gospodarstwa domowego w tym gospodarnosci. Musiala wiedziec jak zrobic swiece i wywabiac plamy, jaki material kupic i jak powinien byc utkany by odziez mogla byc noszona (nawet jesli w miedzyczasie przerabiana) dziesiec lat a moze i dwadziescia a nie dziesiec miesiecy. Mogla kupic produkty ale rzadziej polprodukty. Zywa kure na rosol a nie rosol w puszce, material na suknie a nie kiecke z wieszaka, wosk i loj a nie gotowa swiece, zielona kawe a nie palona (jesli chciala zaoszczedzic) sode i mydlo a nie proszek do prania. Czesto tez mydlo wyrabiano samemu szczegolnie na tak zwanej "wsi". Tym bardziej ze Panstwowe Kontrole Jakosci nie dzialaly na takiej zasadzie jak dzis. Pewno o Chinach czy Planetach albo polityce swioatowej wiedziala niewiele pozostawiajac "takie sprawy" glowie domu. No wlasnie dlaczego? Bo nie bylo jej to w zyciu potrzebne.
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ właśnie o tym mówię! Parędziesiąt lat temu bym takie rzeczy też wiedziała. Dziś specjalizuję się w innych rzeczach i stąd mam bogate słownictwo - ale w innych niż modowe kwestiach :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.