blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-03-26

Amy Tan o herbacie

Ponieważ poczytuję sobie Żonę kuchennego boga, dziś wyjątek okołoherbaciany właśnie stamtąd.

Kiedy czekamy na Phila i dziewczynki, matka mimo moich protestów podsuwa mi filiżankę herbaty.
- Już zaparzyłam. Jeśli nie wypijesz, to będę musiała wylać.
Upijam kilka łyków.
- To naprawdę dobre - mówię.
Rzeczywiście, nigdy jeszcze nie kosztowałam takiej herbaty. Jest gładka, mocna i natychmiast uzależnia.
- Mam ją od ciotecznej babki Du - wyjaśnia matka. - Kupiła ją sobie kilka lat temu. Sto dolarów za funt.
- Żartujesz.
Upijam następny łyk. Smakuje jeszcze lepiej.
- Powiedziała mi: „Jeżeli kupię sobie tanią herbatę, to znaczy, że moje życie niewiele było warte". Postanowiła kupić najlepszą, żeby pić i czuć się w środku jak milionerka.
Śmieję się.
- Ale potem pomyślała - ciągnie matka, zachęcona widać moim śmiechem - że jeśli kupi tylko trochę, to będzie znaczyło, że jej życie dobiega końca. Kupiła więc tyle, że wystarczyłoby na następne wcielenie. Trzy funty, wyobrażasz sobie?
- Ależ to trzysta dolarów! - wołam.
Cioteczna babka Du była jedną z najoszczędniejszych osób, jakie znam.
[...]
- Więc zostawiła ci tę herbatę w spadku?
- Dała mi ją już kilka miesięcy temu. Przeczuwała, że niedługo umrze. Nie mówiła o tym, ale zaczęła rozdawać różne rzeczy, i to dobrej jakości, nie jakieś śmiecie. Raz poszłam do niej z wizytą. „Jaka dobra herbata!", powiedziałam jak zwykle. Tym razem ciotka poszła do kuchni i przyniosła mi całą paczkę. „Syau ning, weź teraz tę herbatę", mówi do mnie. Tak mnie nazywała w czasach, kiedy się poznałyśmy; syau ning, czyli mała osóbka. Ja na to: „ależ nie, wcale nie miałam tego na myśli", ale ona dalej: „Syau ning, weź to teraz, żebym mogła patrzeć, jak się cieszysz, póki jeszcze żyję. Z niektórymi rzeczami nie można czekać aż do śmierci". Jak mogłabym odmówić? Oczywiście przy każdej następnej wizycie przynosiłam jej trochę.
/Amy Tan, Żona kuchennego boga/

O, tak. Od dziś, kiedy ZB będzie mi wyrzucał zbyt obfite i zbyt drogie zakupy herbaciane (co z tego, że mam z dziesięć kilo herbaty? TAKIEJ jeszcze nie mam!...), będę mu mówić, że tanią herbatę kupują sobie ludzie, których życie nie jest nic warte :) A że moje życie nie dobiega jeszcze końca, nie mogę kupować tej herbaty tylko trochę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.