blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-02-13

surowy pu'er

Ze wszystkich prezentów na świecie najbardziej cieszą mnie prezenty herbaciane. Bardziej nawet niż okołokuchenne. Hmmm... No dobrze, książki cieszą mnie jeszcze bardziej. Ale chyba tylko książki.
Dlatego tak mnie ucieszył ten prezent:
Świeżutki pu'er, zeszłoroczny, więc jeszcze prawie całkiem zielony. Jak trochę poleżakuje, będzie się naturalnie zmieniał w pu'er dojrzały, ten, który ponoć "czuć starym butem". Ten świeży, jeśli jest nawet butem, to co najwyżej sandałem albo nawet i japonką. Świeżutki, pachnący, mocny jak cholera. Ale to jeszcze nic. Przecież pu'erów u nas w cholerę. Te jednak zostały wyprodukowane własnoręcznie przez moją ulubioną herbaciarkę, Małą Deng. To ona skłoniła rodzinę (posiadającą wzgórze herbaciane) do oddania jej części zbioru i przyjechawszy do Kunmingu, osobiście spreparowała parędziesiąt krążków pu'eru w zaprzyjaźnionym zakładzie herbacianym. U niej na wsi nie pije się bowiem pu'era i nikt nie wiedziałby, jak go przyrządzić, nie mają też odpowiednich po temu narzędzi. W Kunmingu zaś produkuje się pu'ery na skalę przemysłową, więc uprosiła jedno z pu'erowych miejsc, by jej pozwolili przygotować i odpowiednio ugnieść liście. Udało się - a efekt widzicie na zdjęciach powyżej. Część została podarowana właśnie mnie. A ja - będę się oczywiście nimi dzielić, bo sama nie przepiję w rozsądnym terminie takiej ilości, ale jeden krążek sobie zostawię. Za dziesięć lat go wyjmę i będę się cieszyła przepysznym, prawie-już-dojrzałym pu'erem.
To co, kto chce mnie odwiedzić i się napić? :)

9 komentarzy:

  1. Ja, ja, ja ! Tak, ja chcę Cię odwiedzić i pić z Wami herbatę,... każdą !
    Serdecznie pozdrawiamy. H&J

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcemy. Będziemy oszczędzać i za 10, albo nawet za 50 lat będzie akurat :D
    Jak się taki pu-er przechowuje? Musi być w suchym miejscu, co? Żeby dojrzewał, nie gnił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W suchym i bez żadnych obcych zapachów, bo nasiąknie. Hmmm... Taki pięćdziesięcioletni będzie super, ale może jednak przyjedziesz wcześniej? W tym wieku nie będę już pamiętała ani gdzie go wsadziłam, ani jak się go parzy :)

      Usuń
    2. Uśmiałam sie z tej "przyszłościowej" sklerozy :D

      Usuń
  3. Jakich wymiarów jest ta konstrukcja ugniecionych liści?
    Być właścicielem tylko jednego krążka, to chyba posiadanie fortuny w dziedzinie herbacianej.
    Pomarzyć warto, bo one nas trzymają przy równowadze psychicznej. No cóż na kolejny wyjazd do Chin nie będzie mnie stać, ale może znowu jakiś cud się zdarzy :-))))
    Ha, ha dosyć abstrakcyjne stwierdzenie dla Europejczyka. "U niej na wsi nie pije się bowiem pu'era i nikt nie wiedziałby, jak go przyrządzić, nie mają też odpowiednich po temu narzędzi.”.
    To jakie narzędzia są potrzebne inne od ceremonii normalnego parzenia herbaty?
    Życie jest piękne, tylko umieć w nim znajdować te miłe momenty.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Te moje akurat są dość małe - mieszczą się na otwartej dłoni. Zwyczajowo miały mieć 357 gramów. Mówiąc o przyrządzaniu pu'era miałam na myśli przyrządzanie samych liści i ich obróbkę, a nie przyrządzanie naparu. Sam napar przyrządza się przepisowo, w czajniczku lub gaiwanie; przy czym na yunnańskich wsiach często nawet takiego sprzętu herbacianego Chińczycy nie mają, więc nie tylko nie potrafią sporządzić samego krążka, ale i później naparu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądają jak małe chlebki :) Czy wcześniej niż za parę lat nie nadaja się do picia? Można jeden nabyć? :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, ze można pić świeży, ale jest trochę jak z winem - całkiem świeży nie jest aż taki smaczny jak ten dojrzały. Dobrze więc zawsze kupić przynajmniej dwa i jeden z nich zostawić na dużo, dużo później :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.