blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-01-27

Ulica na Zachód od Góry Yuantong 圆西路

Gdy przyjechałam do Kunmingu po raz pierwszy, byłam bogata. To znaczy: dostałam stypendium wysokości 300 euro miesięcznie. W przeliczeniu było to niemal 3000 yuanów, kwota wystarczająca, by wynająć sensowne mieszkanie w centrum (akademika mi nie przyznano), kupować książki, herbaty, chodzić do knajp... Nie żyłam specjalnie biednie, choć niespodziewane wydatki trochę mnie wówczas przerosły.
Wynajęłam z koleżanką i jej facetem mieszkanie przy ulicy na Zachód od Góry Yuantong - czyli przy króciusieńkiej uliczce naprzeciwko jednej z bram kampusu Uniwersytetu Yunnańskiego. Łącznie ma może ze czterysta metrów długości, a jeśli chodzi o żarcie - jest tu prawie wszystko. Są przekąski, yunnańskie i ogólnochińskie. Są napojownie - czyli herbata z mlekiem, kawa i soki, łącznie ze świeżo wyciskanymi. Są ogniowe kociołki, jest kuchnia dajska, są grillownie, a także restauracyjki z daniami obiadowymi typu "ryż z czymkolwiek". Jest nawet ciastkarnia z najprawdziwszym niesłodkim ciastem czekoladowym!
Podczas pierwszego tu pobytu pierwszych parę miesięcy odkrywałam, co tu można zjeść. Niestety, za głupia i za mało skunmińszczona jeszcze byłam, żeby odróżniać pyszności od badziewia. Nie wiedziałam, że choć z osiem knajpek przy tej ulicy sprzedaje kluski ryżowe, to że każda inne - jedne z "kwiatem tofu", jedne z marynowanym kurczakiem, jeszcze inne - w wersji syczuańskiej. Nie wiedziałam, że raciczki opiekane przez pana z Tengchongu są lepsze od tych drugich ani że kunmińskie kluski na parze różnią się od tych z północnych Chin i trzeba ich spróbować, chociaż są droższe.
Po paru latach tułaczki po różnych częściach Kunmingu wróciłam na stare śmieci. Mieszkam przy ulicy Północnej Bramy 北门街, dokładnie u wylotu ulicy na Zachód od Góry Yuantong. Choć mam własną (ogromną!*) kuchnię i uwielbiam gotować, od czasu do czasu "mam smaka" na przekąski z Mojej Ulicy. Idziemy wówczas w dół, wybrzydzając i nie mogąc się zdecydować; w końcu stajemy przy którymś straganie albo wchodzimy do któregoś lokalu i cieszymy się tutejszymi smakami.
Tym razem były szaszłyczki z koźliny:
Koza jest podwieszona przy straganie i na świeżo się urzyna kawałki mięsa i skóry. Kiedyś brzydziłby mnie widok koźlich żeber wywieszonych przy straganie; dziś traktuję to jak gwarancję tego, że mięso jest świeże a nie zamrażarkowe. Cała "restauracja" składa się ze straganu z palnikiem oraz ze stolika z krzesełkiem, całość obsługuje staruszek i dwóch braci. Jeden z braci obrzyna mięso i podrzuca je staruszkowi, który, siedząc przy stoliku, nawleka mięso na bambusowe patyczki. Te lądują na tackach przed straganem; ich cena różni się ze względu na typ mięsa - najdroższe są żeberka.
Za straganem stoi drugi z braci. Przed palnikiem ma tacki z przyprawami: sól, pieprz, mielony kumin, takież chilli i oczywiście tłuszcz do smarowania szaszłyczków. Opieka wybrane przez klientów szaszłyki, w odpowiednich momentach smarując tłuszczem i obsypując szczodrze przyprawami. Kupujemy najtańsze mięsne szaszłyczki "po złotemu"; dwadzieścia szaszłyczków dla dwojga to już wspaniała kolacja. Dzierżąc gorące patyczki wracamy powoli do domu, niby już mamy kolację w rękach, ale i tak ze ślinotokiem przyglądamy się innym straganom... Zobaczcie, jak wygląda ta ulica w obiektywie innego obżartucha. Ja ze swej strony obiecuję, że ulica będzie się regularnie pojawiać :)

*to znaczy: zmieścił mi się piekarnik i dwa składane krzesła, które rozkładamy, jeśli chcemy zjeść obiad w kuchni, a nie nosić talerze do salonu. Ma jakieś 6 metrów kwadratowych - ze dwa razy więcej niż moja poprzednia kuchnia :D

4 komentarze:

  1. Brzmi trochę straszno, a trochę smakowicie. Chociaż nie wiem, jak bym się czuła siedząc w lokalu obok martwej kozy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej "knajpie" uniknięto tego problemu: szaszłyczki są wyłącznie na wynos, nie ma miejsc siedzących ;)

      Usuń
    2. Nawet ze dwóch plastikowych stołków dla czekających? ;-)
      Mój żołądek mówi, że uliczka wygląda interesująco. Głowa podpowiada, że podobają jej się ceny podane na wejściu. ;)

      Usuń
    3. Nie ma stołków, trzeba stać :) Czasami trzeba nawet stać w kolejce! :) O, uliczka jest wspaniała :) Ceny zazwyczaj też :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.