blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-11-01

tofurnik

Jedną z moich wielkich kunmińskich bolączek jest to, że tutaj nie ma twarogu. Nie będę nawet narzekać na ceny sera żółtego czy pleśniowego - po prostu raz na pół roku jadę do Metro, kupuję trzy kilo mozarelli albo innej goudy i JEDEN trójkącik Brie - i się nacieszam, jak zatęsknię. Jeśli chodzi o ser biały, to Yunnan szczyci się swoim wspaniałym zaiste serem kozim. Jednak ser ten po pierwsze jest twardy - nadaje się do ugotowania czy usmażenia, a nawet prosto na kanapkę, jednak już awanturka z pomidorami nie wchodzi w grę - jest za twardy. Niedawno trafiłam na miękki kozi ser w Shaxi - był pyszny, ale niestety do Shaxi mam paręset kilometrów w jedną stronę i nie będę tam jeździć po biały ser. Jakiś czas robiłam ser sama, w mieszkaniu. Szybko zrezygnowałam - tutaj litr najtańszego mleka, które można postawić na zsiadłe kosztuje prawie 6 złotych. Z jednego litra można zrobić garsteczkę sera, której nawet się nie opłaca wstawiać do lodówki. Żeby zrobić pół kilo, wydałabym kwotę, za którą mogę iść z ZB do fajnej knajpy na kilkudaniową kolację. Już nie mówiąc o tym, że nawet nie mam naczyń, przy pomocy których mogłabym taki ser w większej ilości wykonać...
Tak, wiem, mam wspaniale zaopatrzone targi i dostęp do jedzenia, którego w Europie po prostu nie ma, mam nie narzekać. Zazwyczaj nie narzekam. Ale czasami dławi mnie tęsknota za jakimś smakiem dzieciństwa. Chleb sobie piekę sama, sporo gotuję, robię dżemy, gruszki w occie i ogórki kiszone. Jednak czasami mam po prostu ochotę na kawałek sernika. I wtedy zęby w ścianę.
Na blogach wegańskich pełno jednak przepisów na "serniki" z tofu. Próbowałam. Wprawdzie nie jestem weganką, ale chciałam się dowiedzieć, czy to w ogóle ma sens. Cóż... od biedy da się zjeść... Ale dla mnie lepiej zmienić przepis tak, żeby był niewegański. I pyszny! Bo wiecie, może i tutaj nie mam sera, ale za to tofu kosztuje 2,5 yuanów za kilogram.
Było kilka prób. Bo tofu nie takie - trzeba wybrać najmiększe i najdelikatniejsze. Bo proporcje z serem są jednak trochę inne niż z tofu. Bo smak był dziwaczny, bo to, bo tamto. W sumie wypróbowałam z pięć czy sześć przepisów, a w końcu... stworzyłam swój.

Składniki:
*pół kg miękkiego tofu
*pół szklanki cukru
*2 jajka - osobno żółtka i białka
*ewentualnie śmietanka
*cukier waniliowy
*ewentualnie jakiś zmieniacz smaku - sok z cytryny, kakao, etc.
*rodzynki/konfitury/kandyzowana skórka pomarańczy...
plus kruszonka:
*2 szklanki mąki
*5 kopiastych łyżek cukru
*pół kostki miękkiego masła

Wykonanie:
1)zmielić tofu. U mnie wystarczyło raz i to niedbale, bo nie mam maszynki do mięsa...
2)żółtka ubić z cukrem, dodać tofu, ewentualne dosmaczacze. Tofu ma smak bardzo delikatny; ja kocham połączenie tofu z czekoladą, więc dodaję do masy kopiastą łyżkę kakao.
3)ubić białka ze szczyptą soli i delikatnie łyżką domieszać do masy.
4)konsystencja powinna być podobna do budyniu; jeśli jest za twarde - dodać śmietanki. Ja nie musiałam.
5)W drugim naczyniu mąkę połączyć z cukrem i tłuszczem tak, by kruszonka przypominała konsystencją mokry piasek.
6)Połową kruszonki wyłożyć blachę, wlać masę i przykryć drugą połową kruszonki.
7)Piec w 180 stopniach do zezłocenia kruszonki - jakieś 50-60 minut.
8)Ja po wystudzeniu oblałam jeszcze całość polewą czekoladową, ale to tylko dla ZB, bo on UWIELBIA czekoladę.

!!Jajek powinno być w zasadzie więcej, nawet 3-4 - bo to one mają nam zapewnić rośnięcie i delikatność ciasta. Jednak do mojej największej foremki ciasto się mieści tylko kiedy składa się z maksymalnie 2 jajek.
!!Tofurnik urośnie i opadnie, ale powinien być wilgotny, łatwy do pokrojenia widelczykiem i możliwy do uchwycenia dłonią bez rozpadania się.

8 komentarzy:

  1. Dziwna jezdem, bo Ty o tofurniku, a moją uwagę przykuły ogórki kiszone ;) To tam u Was są odpowiednie ogórki? Za Chiny (ehem) nie mogłam dostać w Hongkongu ani kiszonych, ani świeżych do kiszenia, no chyba, że takie szklarniowe...

    Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobiłam po przyjeździe do Londka było kupienie sobie paki polskich ogórków i wtrząchnięcie całości, zagryzając bagietką. To był obiad! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdefiniuj "odpowiednie" ;) Nie ma gruntowych, niestety. Ale są zwykłe ogórki, tyle że miniaturowe - takie połowę chudsze od gruntowych i ze trzy razy mniejsze od szklarniowych. Smakują inaczej, ale akceptowalnie :)

      Usuń
  2. Dzisiaj na JADŁONOMII pojawił się przepis na tofurnik i prezentuje się bardzo obiecująco.Może Cię dodatkowo zainspiruje.Jestem stałą czytelniczką Twojego bloga .
    Dużo serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Na jadłonomię zaglądałam już kilka razy; inspiracja jest, ale wolę ten mój, niewegański ;)

      Usuń
  3. Anonimowy3/11/14 12:01

    Nie masz wyjscia, kup wlasna krowe :).
    Swoja droga czego wynika ten deficyt mleka u nich? Z nietolerancji laktozy genetycznie? Z problemow przechowywaniem, smakiem? Tak trudno tam hodowac mleczne krowy?
    Z tego co slyszalam Polska jest niezlym dostawca nabialu, mleka i wolowiny na Azje, glownie na Japonie.
    Generalnie z ciastami nie przepadam, wiec sernik mi obojetny. Ale juz zolty ser czy wlasnie plesniaki, to chyba tez bym dlugo nie wytrzymala. Chociaz dzisiaj latwo jest po prostu zamowic przez net i miec, ot chociazby oscypki...
    A dzisiejsze zolte sery sprzedawne w Polsce nie sa tymi, ktore jadlam jeszcze 20-25 lat temu, zupelnie inny smak, troche substytuty jakies.
    A znasz i probowalas robic ser smazony? Do niego duzo bialego nie potrzeba.
    Tak to jest, jak ma sie pod reka to sie nie zauwaza, mleko kupuje moze raz na miesiac, do kakao, do kawy, jak mam zgage. Serow nie powinnam, bo tucza, czasem skusze sie na Dziuge albo mozzarelle, a pewnie jakby mnie odcieli, to nagle bym musiala jest codziennie...
    Tak samo serek piatnicy, nie wyobrazam sobie nie moc go sobie kupic i zjesc na sniadanie z buleczka jak mnie najdzie ochota albo homogenizowanego, mniam.
    Takiego rarytasu jak swieza, gesta, wkaskowa smietana jak krem, ze swiezym jrupiacym chlebem, to pewnie nie uswiadczysz, a i moze w Polsce malo kto to pamimeta, bo juz tak nie ma warzywniakow sprzedajacych ja prosto z brytfanki czy kanki.
    Podziwiam cie za ten talent do gotowania, to trzeba lubic i miec taki zmysl, jak do pisania np. Wszystkim innym nie wyjdzie, jezeli nie czuja do tego tego czegos.
    Ja z kolei mam glowe pelna przpeisow, wiedzy o roznych daniach z rodziny, z domu, ze swiata, potrafie je pieknie komus opisac jak sie robi i jak smakuja, ale zeby juz tak samo zrobic, to rzadko kiedy :)
    Lingling twoje stronki sa poblokowane.
    Sirh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ tutaj mleka od cholery! Głównie słodzone, UHT o pięćdziesięcioletnim terminie przydatności do spożycia, albo robione z mleka w proszku i wody. Są też jogurty, w których pierwszym wymienionym składnikiem jest cukier. Podobno są tam też jakieś kultury bakterii, ale za to już bym sobie nie dała ręki uciąć. Tak, duża ilość Chińczyków, zwłaszcza starszych, nie spożywa mleka, ale młode pokolenie pije właśnie takie ohydztwa. Ja znalazłam ze dwie czy trzy marki mleka, które da się postawić na kwaśne i jak tęsknię za jogurtami, to radzę sobie w ten właśnie sposób. Problem nie w tym, że nie ma, tylko w tym, że nie istniała kultura jego przetwarzania. Dlatego masło czy nabiał są właściwie tylko w sklepach dla ekspatów albo w dziale "importowane" Carrefourów - australijskie, nowozelandzkie itd. Mój mąż jada ser (poza naszym, yunnańskim) tylko w dwóch postaciach: mozarellę/goudę na pizzy i twaróg w serniku. Jeśli jest podany inaczej, to "śmierdzi" i "dziwnie smakuje"...

      Usuń
  4. Ja też najbardziej ucieszyłam się widząc, że robisz ogórki!
    Tęskno mi za nimi... I za kapustą kiszoną... I za wieloma innymi polskimi przysmakami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że za tym się tęskni... Jak mam czas, a tęsknota mnie bardzo przypili, to nawet kapustę kiszoną robię :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.