blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-11-26

水八鲜 Osiem Wodnych Świeżości

Słyszeliście kiedyś o takim czymś?
Nie martwcie się, ja też nie. W końcu nie jestem z Nankinu - a przecież właśnie nankińskich ośmiu cudeniek rzecz dotyczy. Wiadomo, jesteśmy w Chinach, więc będzie chodzić o jedzenie - i wiadomo, że takie, które można znaleźć w wodzie. Pierwsze zaskoczenie: zbiorcza nazwa dotyczy wyłącznie flory - i to takiej, która służy do jedzenia przez ludzi (co akurat w Chinach niewiele znaczy, bo przecież Chińczycy jedzą prawie wszystko).
Ile "wodnych" produktów spożywczych jesteście w stanie podać tak z głowy, bez szukania w internetach? Ja mam kilka na podorędziu, bo już o nich wspominałam na blogu. Od nich więc zacznę: kłącze lotosu, kotewka orzech wodny, strzałka wodna, ostruda mandżurska, ponikło słodkie.
Przyznam jednak, że pozostałych nigdy jeszcze nie jadłam. Ba! Nigdy nawet o nich nie słyszałam... Mowa o rozłożni kolczastej, kropidle jawajskim i o płoczyńcu.
Z kropidła jada się łodygi i liście, zblanszowane i podane w sałatce z sojowo-octowo-sezamowym sosem.
Z płoczyńca spożywa się bodaj tylko młode liście, gotowane w zupie albo w kleiku.
Rozłożnia kusi owocami, bogatymi w skrobię. Można je jeść surowe bądź przegotowane; robi się z nich także mączkę (tak samo zresztą, jak z kłączy lotosu, z ponikła i z kotewki).
Skoro już wiem, czego mi brakuje, by poznać wszystkich osiem wodnych świeżości, biorę się za nadrabianie kulinarnych zaległości. Na targ marsz! Może właśnie dzisiaj uda mi się kupić liście płoczyńca albo owoce rozłożni?
A swoją drogą nigdy nie przestanie mnie fascynować, jak wielu słów własnego języka nie znam, dopóki nie dowiem się o ich istnieniu, przekładając coś z chińskiego. Miałam osiem roślin, z których tylko lotos i strzałka wodna jakoś mi się kojarzyły - przy czym dawniej nie wiedziałam, że to, co się w lotosie jada, to kłącza. Ostruda kojarzyła mi się tylko z Ostródą, kropidło ze Świętami Wielkanocnymi, a nazwy typu ponikło czy inne rozłożnie nie kojarzą mi się żywcem z niczym. Świetnie, że w ogóle istnieją polskie nazwy; cieszę się, że będąc w Chinach mogę uczyć się języka ojczystego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.