blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-10-11

杂酱面 makaron z sosem

Pytanie: po co się idzie na kampus Uniwersytetu Syczuańskiego?
Odpowiedź: żeby zjeść przepyszny makaron z sosem.
Serio. Przeżyłam szok stulecia. Nieliczne knajpki wokół Uniwerku Yunnańskiego to miejsca drogie i podające niespecjalnie smaczne żarcie. Wycelowane w bogatych białasów, którzy nie wiedzą co jest smaczne i w dodatku lubią przepłacać. Jakże to inne od makaroniarni kampusowej Chuandy!
Ponieważ był to mój pierwszy dzień w Chengdu, bałam się panicznie, że wszystko będzie dla mnie za pikantne - w końcu Syczuan słynie z solidnie przyprawionego jedzenia. Akurat jeśli chodzi o kluski, łatwo temu zaradzić: wystarczy zdjąć część sosu i przypraw i przełożyć je do miseczki ZB, który będzie tym faktem uszczęśliwiony, bo on lubi ostre. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, sos znajdował się na spodzie miseczki, pod makaronem, a nie na nim, więc misterny plan legł w gruzach. Całe szczęście okazało się, że po pobycie w Yunnanie, słynna ostrość syczuańskiej kuchni nie robi już na mnie najmniejszego wrażenia.
Nie tylko jednak sposób podania makaronu mnie zaskoczył; jeszcze dziwniejszy był system sprzedaży. W Yunnanie można kupić makaron na porcje, a raczej na miski: na przykład średnia miska za sześć julków, duża (wielkości przeciętnego cebrzyka) za osiem. W Chengdu za to makaron sprzedaje się na liangi! Można więc kupić porcję jedno-, dwu- lub trzyliangową. Fantastycznie! Zwłaszcza, że średnie yunnańskie porcje są dla mnie ze dwa razy za duże, a jednoliangowa porcja chengduńska jest akurat.
Makaron z sosem. Co widzicie przed oczyma duszy Waszych, drodzy czytelnicy? Oliwę, czosnek i dużo pomidorów? A może mielone z pomidorami, duszone na wolnym ogniu i dodane do spaghetti?
Cóż. Skoro zajiang mian tak naprawdę oznacza makaron wymieszany z sosem, to tak naprawdę możecie sobie wyobrazić wszystko. Jednak w każdym rejonie Chin... ba, w każdej nieomal knajpie, sos ten jest inny. Może bazować na mielonym mięsie z dodatkiem dużej ilości sosu chilli, a może być delikatny w smaku i pachnący zieloną cebulką. Kluski mogą być podane z samym, dość gęstym, sosem, albo dodatkowo zalane zupą. Ilość opcji zależy tylko od wyobraźni kucharza. Oto chengduńskie kluski z sosem, przed i po wymieszaniu:
Zakochałam się w chengduńskim zwyczaju posypywania wszystkiego obficie pokruszonymi fistaszkami. Też tak będę robić! Nieprawdopodobnie wzbogacają smak.
Najprostszy przepis?
Składniki:
*ugotowany makaron
*pasta z żółtych fasolek, chińska albo koreańska
*mielona wieprzowina
*cebulka drobno posiekana
*czosnek
*trochę chilli
*ewentualnie warzywka: ogórek i marchewka w paseczki
*pokruszone fistaszki! :)
Wykonanie:
1) Obsmażyć czosnek i chilli, jak zapachną, dodać pastę, wymieszać, dodać mięso i smażyć cały czas mieszając. Dorzucić warzywa.
2) Powstałym sosem zalać makaron, dodać fistaszki i cebulkę.
3) Wymieszać i wszamać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.