blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-06-06

打牙祭 Ofiara dla zębów

Słyszeliście kiedyś o takim zwyczaju? Ja trafiłam na niego dopiero niedawno. Z ust ZB dowiedziałam się, że "tak się tylko mówi, nie chodzi o żadne zęby ani żadną ofiarę, tylko o suty posiłek", ale oczywiście mi to nie wystarczyło i zaczęłam szukać, o co chodzi.
Dayaji 打牙祭 to sformułowanie, którego pierwotne znaczenie dawno już wyszło z użycia. Chodziło bowiem o dawny zwyczaj, by na początku i w środku danego miesiąca księżycowego przyrządzać posiłki z mięsem. Skąd się sam zwyczaj wziął, wyjaśnię za chwilę, ale tymczasem minutę milczenia oddajmy czasom, w którym mięso jadało się dwa razy w miesiącu...
Dziś, zgodnie z tym, co powiedział ZB, mówi się tak po prostu na obfitszy i różnorodniejszy niż zwykle posiłek, niekoniecznie powiązany z jakąkolwiek księżycową okazją. Pochodzenie powiedzenia jest jednak na tyle ciekawe, że pozwolę sobie je tutaj przedstawić.
Zacznijmy od ofiary 祭. Znak sam w sobie ciekawy - ręka kładąca kawał mięcha na ołtarzu. I też to właśnie czyniono - w przykładnych rodzinach dwa razy w miesiącu na ołtarzach ofiarowywano bogom bądź duchom przodków suty, mięsny posiłek. Chińczycy są wspaniali w swej racjonalności, dlatego podarowawszy komu trzeba "duszę" mięsa, odkrawali z niego kąseczki "na ząbek" 牙 i stąd też ząb i ofiara w naszym powiedzeniu. Jest też inna teoria na temat tego, skąd w powiedzeniu ząb. Ponoć jednym ze składników ofiary miał być kieł dzika względnie słonia. Szkopuł w tym, że jakoś mi się nie widzi, by Chińczycy namiętnie polowali dwa razy w miesiącu na dziki czy słonie. Za to w ofiarę "rodzinną" dwa razy w miesiącu łatwo można uwierzyć - wiadomo, że w bogatszych domach ofiara musiała się składać z trzech różnych zwierząt 三牲 - mogły to być zwierzęta duże, czyli krowa, świnia i owca, albo małe - czyli na przykład kura, kaczka i królik. I znowu - mało którą rodzinę w dawnych Chinach stać by było na tak bogatą ofiarę dwa razy w miesiącu, więc można ją było ograniczyć do jednego zwierzątka, a w wypadku skrajnych biedaków można było po prostu kupić kawałek mięsa. Pierwszego i piętnastego dnia każdego miesiąca księżycowego syciły się więc mięsem duchy, a dnia następnego następowała ofiara dla zębów - po dwóch tygodniach postnego żarcia zęby mogły się nacieszyć gryzieniem mięsa. Po wiekach zaś "ofiara dla zębów" zaczęły po prostu oznaczać mięsny posiłek. Nie był to w żadnym razie zwyczaj związany tylko ze wsią, jako z miejscem, gdzie można było ubić świnię czy krowę. Tak zwane posiłki dayaji występowały też powszechnie w miastach. Na przykład właściciel sklepu czy majster musiał dwa razy w miesiącu zapewnić swoim pracownikom/czeladnikom mięsny posiłek. Jeśli mu się nie udawało - cóż... Powszechnie mawiano, że jeśli nie ma forsy nawet na dayaji, to znaczy, że dane miejsce zaraz zbankrutuje (牙祭不打,生意要垮) - co zapewne było powodem wytężonego szukania innej pracy.
Dlaczego akurat pierwszy i piętnasty dzień miesiąca księżycowego były takie ważne? Niektórzy sądzą, że to dlatego, że nałożyły się tu dwie tradycje: konfucjańskie czczenie przodków i buddyjski post. W domach, w których przestrzegano w te dwa dni buddyjskich postów, tym ważniejsze było, by następnego dnia pojeść mięsa. Buddyjscy ekstremiści się oburzą, że przecież Budda w ogóle zakazywał spożywania mięsa zwierząt, które specjalnie w tym celu zostały zabite. Niby tak. Z drugiej strony, buddyzm zen, w którym oświecenie można osiągnąć nie tylko poprzez mozolną pracę nad sobą, ale i przez "nagłe oświecenie" słynie z powiedzenia "odłóż nóż, a staniesz się buddą". Praktyczni Chińczycy mawiają więc "酒肉穿肠,佛留心中" - wódka i mięso przechodzą przez jelita, a Budda pozostaje w sercu. Prawdziwym, a w każdym razie głównym powodem niejedzenia mięsa była bowiem nie religia, a... ceny. W przedwojennych Chinach za równowartość kilograma mięsa można było kupić 5 kilo ryżu, a i na ten nie wszystkich było stać. Po wojnie też bywało różnie; dopiero ostatnich trzydzieści lat to dla większości miastowych Chińczyków stale podnosząca się stopa życiowa i żarcie mięsa w dużych ilościach.
Dziś mało kto używa powiedzenia w pierwotnym kontekście. Teraz na przykład mawia się o filmowych czy książkowych yaji (电影牙祭/新书牙祭)- czyli o rogu obfitości w danej materii i o płynącym stąd ukontentowaniu. Ja akurat dobrze to rozumiem - bo cóż przyjemniejszego od obłożenia się świeżo kupionymi książkami? :)

2 komentarze:

  1. Obrazowe i obszerne wytłumaczenie idiomu, a także jego następstw, które wpływają na odbiór społecznych relacji. Dziękuję :-). Dużo to wyjaśnia.
    No to mamy wspólną cechę :-) – miłość do książek (z antykwariatu również bywają bardzo cenne).

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.