blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-06-30

mistrz 师傅

Nigdy byśmy nie wpadli na to, że podróż taksówką z obrzeży Kunmingu do centrum o godzinie 10 wieczorem, w deszczu, skończyć się może staniem w korku.
Stoimy. Czekamy. Kierowca zapalił papierosa. Zaczęłam kaszleć. Może i trochę zbyt ostentacyjnie, ale naprawdę nie było mi przyjemnie. Ku mojemu zdumieniu, kierowca zapytał, czy to przez papierosy i jak usłyszał, że tak - natychmiast zgasił. Już to nas dobrze doń nastawiło.
Nadal stoimy. W końcu kierowca się zdenerwował i zjechał na pas dla jednośladów, dojechał do najbliższego skrzyżowania, wywinął jakiegoś precla i wyjechał na prostą. Pełen podziwu ZB zaczął rozmowę: Mistrzu (u nas nie mówi się na kierowców taksówek czy autobusów siji 司机 czyli kierowca, tylko właśnie mistrz - shifu 师傅), ominąłeś ten korek we wspaniałym stylu! Gdybym to ja prowadził, tobym klął na czym świat stoi, a i tak spędził w korku następną godzinę! Pełen respekt!
Kierowca szybko dał się wciągnąć w rozmowę. Już po chwili opowiadał nam o szczerej niechęci do niekunmińczyków:
Jedne to te karowce, co to Kunming ledwie znajom, chociaż mieszkajom tu od tylu lat. Przyjedzie taki z Syczuanu i zaczyna robić za karowce, niech go dunder świśnie. Mie to by do gowy nie przyszło, coby pojechać okrenżnom trasom - widzi mie się, że lepi szybko dotrzeć do celu, co nie? Bo przeca i ja wtedy wiencej klientów obsłuża i wiencej zarobia. I sie denerwować nie musza, że sie kto do mnie przyczepi. No chyba, że klient też przyjezdny, niech ich prund popieści. Jedzie taki, rozmawia przez komórka, co trzecie słowo to przekleństwo, a jak ma płacić, to od razu mówi, że jak ja go wiozłem, że on zna stawki, czy ty wiesz, skąd ja jestem? Z Pekinu jestem i nie będzie mie yunnański pajac oszukiwał. Poza tymi z Pekinu, najgorsi są dongbejczycy*. Awanturujom się, jakby w ogóle mogło mi zależeć na tym, żeby mieć ich w aucie dużej niż to absolutnie konieczne do przewiezienia z punktu A do punktu B. Ech...
Chociaż sama za dongbejczykami nie przepadam, dziwnie się poczułam, słuchając, jacy to niedobrzy są ci wszyscy spoza Kunmingu. Kierowca zauważył chyba mój wyraz twarzy, bo zaraz dopowiedział:
Wiecie, kogo lubia wozić? Obcokrajowców. Zawsze grzecznie zapytajom, czy mogie jechać w to czy tamto miejsce, nie kłócom sie i dzienkujom, jak wysiadajom. Czysta przyjemność!
W sumie ucieszyłam się, że nie wsadza białasów do jednego worka z dongbejczykami i poczułam się mile połechtana. Godzina, która miała być straconym czasem w korku i nerwach, okazała się być bardzo ciekawym doświadczeniem. I wiecie? Naprawdę można poznać starych kunmińskich kierowców po sposobie, w jaki traktują swojego klienta - jak gościa, nie jak worek pieniędzy...

*Dongbei 東北, dosłownie północny wschód, obejmuje trzy chińskie prowincje: Liaoning 辽宁, Jilin 吉林 i Heilongjiang 黑龙江

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.