blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-05-02

używki

Wczoraj byłam w barze z moim ukochanym małżonkiem. Nie jest to bynajmniej zjawisko częste, bo oboje lubimy iść spać około 10 wieczorem czyli wtedy, kiedy zabawa w barach dopiero się zaczyna rozkręcać. Kolega ZB jest jednak właścicielem knajpy w rozrywkowej dzielnicy Kunmingu, Kundu. Bar nazywa się Bee Bar 野蜂吧 i jedyna fajna rzecz w tym barze to właściciel, który co wieczór przygrywa tam na gitarze - a jest świetny. Można tam sobie przyjść pośpiewać - są mikrofony, nuty i słowa piosenek, a właściciel akompaniuje na gitarze. Całe szczęście, jeśli do mikrofonu dorwie się ktoś z uchem nadepniętym przez słonia, właściciel szybko wygania go ze sceny.
Do rzeczy.
Poszliśmy do baru spotkać się ze znajomymi - taka tutejsza bohema, konferansjerzy, piosenkarze, ĄĘ artyści. ZB zawsze zabiera ze sobą saksofon - gra kilka piosenek z gitarą i idziemy do domu, kiedy tylko któreś z nas zacznie ziewać. Czyli zazwyczaj już po godzinie. Całe szczęście mieszkamy niedaleko :)
Siedzimy sobie, godzina dziewiąta czy coś koło tego, mało ludzi, impreza jeszcze nierozkręcona, koleś wyciąga papierosy z wyższej półki i zapala. Po wypaleniu odczekał pięć minut, wyciągnął skandynawskie cygara i zapalił. Gdy skończył, wytrzymał kolejne pięć minut, wyciągnął bibułkę i pachnący wiśniami tytoń, skręcił sobie papierosa i zapalił. Spojrzałam na niego na wariata i zapytałam, ile jeszcze tego przy sobie nosi. Nie wpadłabym na to, że zacznie wyciągać z torby kolejne opakowania... Zamurowało mnie jednak, gdy skończywszy skręta, wyciągnął lustereczko, biały proszek, żyletkę, lufeczkę, a potem podzielił biały proszek na dwie równe części i po rasowemu i z dużą wprawą wciągnął.
Szczęka mi opadła. Nie w ukryciu, gdzieś w obskurnej toalecie jakiejś mordowni, a w kulturalnym barze, o godzinie dziewiątej wieczorem, bez specjalnego skrępowania? Ja wiem, że mieszkam w Złotym Trójkącie. Ja wiem, że na targu bez problemu można dostać nasiona marihuany, a w większości barów różne narkotyki są w stałej ofercie, choć spod stołu a nie jawnie. Ale...?????!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.