blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-05-18

Nie ma drugiego takiego kraju X

Dzisiaj króciusieńki kawałek TFUrczości Pani Pastorowej. Krótki acz przerażający, przynajmniej w założeniu.

KARY

Chińczycy są bardzo cisi i spokojni; nic dziwnego, skoro się boją wielkiej bambusowej lagi.
Mandaryni (albo władcy miast) często skazują przestępców na położenie się na ziemi i zainkasowanie trzydziestu razów bambusem. Ale drewniany kołnierz* jest gorszy niż bambusowa laga. To wielki kawał drewna z dziurą, przez którą wkłada się głowę. Mężczyźni w drewnianych kołnierzach są wyciągani z więzień każdego ranka i mocowani łańcuchami do murów, gdzie może ich zobaczyć każdy przechodzień. Nie mogą się pożywić, ponieważ nie są w stanie podnieść rąk do ust; czasem jednak można ujrzeć jak syn karmi ojca przykutego do muru. Istnieją ludzie, których zawodem jest karmienie więźniów. Za większe przestępstwa grozi uduszenie albo dekapitacja.

Akurat ten akapit bardzo mnie rozczarował. Sądziłam, że pani Mortimer opowie dzieciom chociażby o karze tysiąca cięć albo o innych, równie wymyślnych, chińskich torturach...
* taka chińska wersja gąsiora?

4 komentarze:

  1. Chyba raczej wczesna wersja kołnierza weterynaryjnego zakładanego teraz pieskom, żeby się nie drapały niż nasze swojskie dyby/gąsior. Myślę, że pani pastorowa dobrała tortury adekwatnie do poziomu słuchaczy - na dzieci działają rzeczy namacalne - szlaban i rózga... A takie cięcie po kawałku czy inne biczowanie sznurem skowronków - to dla koneserów.
    Musisz przyznać - że gdy lagi zabrakło, to Chińczycy zrobili się straszliwie hałasliwi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tortury dla koneserów - brzmi prawie jak tytuł poradnika dla psychopaty :D Fakt, ta "cichość" Chińczyków bardzo mnie rozbawiła...

      Usuń
  2. Azjaci słyną z mamrotania pod nosem, tonem służalczo- pedalskim. Moi znajomi po angielsku popiskiwali jak przedszkolaczki, a puci puci... po czym jak przechodzili na swój własny język, to nagle nabierali męskości. Szczególnie duży kontrast był w wypadku Japończyka, który po angielsku seplenił rozkosznie i uroczo - a jak przechodził na japoński odzyskiwał wspaniały niski, głęboki głos pełen stanowczości.

    A chińska cichość... taaa, jak mają nad głową lagę lub perspektywę solidnego opeeru, to są cichuteńcy milusieńscy i bezwonni. A jak nie, to przez 4 godziny lotu wielce uprzejme towarzycho będzie darło japy "konwersując" z tymi siedzącymi 10 rzędów dalej :D Przeżyłam. Nie wiem, może jest to tak jak ze wszystkim - cisza standard UE i cisza made in China?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moich doświadczeń wynika, że jednak bardziej jest to braku ogólnie pojętej kultury. Nie wyobrażam sobie moich teściów, jak krzyczą w miejscu publicznym, albo jak przepychają się łokciami - ale też oni są ludźmi z tzw. dobrych domów, a nie prosto z obory...

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.