blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-04-13

Nie ma drugiego takiego kraju V

Przy niedzieli kolej na następne "kazanie" Pani Pastorowej. Tym razem tematem jest

CESARZ

Na całym świecie nie ma cesarza, który miałby tylu poddanych, ilu chiński cesarz: ma ich sześciokrotnie więcej, niż car Rosji.
Nie jest również możliwe, by jakikolwiek człowiek cieszył się większymi niż on zaszczytami; jest bowiem czczony przez swój lud jak bóg. Jest nazywany „Synem Nieba” i „Dziesięcioma Tysiącami Lat”, a przecież umiera jak każde inne dziecię ziemi. Jego znakiem jest smok, który jest namalowany na jego sztandarach, świetny znak dla kogoś, kto, jak Szatan, uważa się za boga.
Jest również cesarz tytułowany „Ojcem narodu” i by pokazać, że czuje się jak ojciec, gdy zdarzy się głód czy zaraza, zamyka się on w pałacu, by opłakiwać swój lud; dlatego poddani go kochają.
Raz do roku ten wspaniały cesarz próbuje zachęcić lud do ciężkiej pracy, orząc samodzielnie kawałek pola i siejąc odrobinę zboża; cesarzowa zaś daje przykład kobietom, raz do roku karmiąc jedwabniki i zwijając kulki jedwabiu.
Cesarz nosi żółte szaty, a wszyscy jego krewni – żółte pasy/gorsety.
Ale krewni cesarza nie są najbardziej szanowanymi ludźmi w kraju: najbardziej szanowani są uczeni. Każdy, kto chciałby być w Chinach wielkim panem, uczy się dniami i nocami. Jeden człowiek, by nie zasnąć nad książkami, przypiął swój długi warkocz do sufitu i, gdy jego głowa opadała, ciągnęły włosy, co go budziło.
Czegóż jednak się z takim trudem Chińczycy uczą?
Przede wszystkim ksiąg Konfucjusza i paru innych, w żadnej jednak nie ma wzmianki o Bogu; dlatego więc, przy całej swej mądrości, Chińczyk jest nadal głupi. Prawdą są biblijne słowa: „świat przez mądrość swoją nie poznał Boga”*. A przecież znać Boga jest lepiej niż znać wszystko inne.
Jest w każdym mieście wielka sala, w której raz do roku spotykają się wszyscy mężczyźni, chcący uchodzić za uczonych. Chcą oni pisać, a później pokazywać, co napisali. A ci, którzy napisali dobrze, bezbłędnie, otrzymują tytuł i mogą następnego roku znów pisać w kolejnej wielkiej sali. Koniec końców najbardziej uczeni zostają mandarynami.
Co to jest mandaryn? Rządzi on miastem i uznaje się go za wielkiego. Najbardziej uczeni spośród mandarynów zostają doradcami cesarza. Jest ich tylko trzech i są, zaraz po cesarzu, najznakomitszymi ludźmi w Chinach.
Jest wielu biednych ludzi, którzy się ciężko uczą w nadziei, że pewnego dnia staną się jednym z tych trzech. Jest to bowiem największy zaszczyt dla Chińczyka. Jednak chrześcijanin może otrzymać daleko większy zaszczyt: tron i berło, z którymi zasiądzie u boku Pana Naszego Jezusa Chrystusa gdy On nadejdzie.
Wszyscy mandaryni wyznają religię Konfucjusza i gardzą biedakami, którzy czczą Buddę.

Jak Wam się podoba metoda nauki "na mandaryna", z warkoczykiem u sufitu? :)

*wyjątek z pierwszego listu do Koryntian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.