blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-10-30

droga do domu 回家的路

Ostatnie dwa i pół tygodnia spędziłam z jaskiniowcami, czyli z uczestnikami wyprawy speleologicznej. Wspaniali ludzie, pełni pasji i poczucia humoru, z którymi się świetnie bawiłam. I choć nawet im się nie udało mnie namówić do poszerzenia kręgu zainteresowań jeszcze o cioranie się w błocku po grotach (oni chyba to najbardziej lubią; jeden z uczestników wyprawy codziennie jak mantrę powtarzał: brudne dziecko-szczęśliwe dziecko), to wydaje mi się, że się wszyscy i tak polubiliśmy :)
Bazą była wioska Skrzyżowanie 十字路; jeździliśmy (tak, ja też!) po okolicznych wsiach, szukając dziur w ziemi. Mam niewiele zdjęć - pogoda była ohydna, z wyjątkiem dwóch czy trzech dni. O ile jaskinie mnie nie kręcą, to krajobrazy nie do końca ucywilizowanego Hubei, dokładnie prefektury autonomicznej Enshi a jeszcze dokładniej okręgu Lichuan - są piękne. Uwielbiam góry, wiecie? Uwielbiam na nie patrzeć, uwielbiam po nich łazić, uwielbiam w nich się wyciszać i uspokajać.
Problem pojawił się, gdy zaczęłam wracać do domu. Niby droga do jest taka sama, jak droga z, ale w kierunku do byłam podekscytowana i zaciekawiona, a poza tym miałam pod ręką stado fajnych ludzi. Teraz wracam. I właśnie do mnie dociera, jak wygląda podróż.
Wczoraj w Skrzyżowaniu wsiadłam w wynajęty bus, żeby dojechać do Lichuanu. W bus, bo nie ma pksów ani żadnego innego transportu publicznego. Jedyną alternatywą byłoby złapanie stopa. Lichuan nie jest daleko - kilkadziesiąt kilometrów. Droga jest w takim stanie, że jedzie się minimum trzy godziny. Jeśli zaś na drodze zdarzy się jakiś wypadek, jest ona automatycznie zakorkowana na godzinę lub dwie, więc zawsze trzeba wyjeżdżać z duuużym zapasem czasu.
Dotarłam do Lichuanu, przenocowałam. Za chwilę idę na pociąg. Dobrze, że za poprzednim pobytem kupiłam już bilet na kuszetkę, bo wczoraj biletów leżących nie było już na tydzień naprzód.
Dlaczego kuszetka? Bo w drodze do najbliższego dużego miasta spędzę siedem godzin.
Wieczorem dojadę do Chongqingu, czyli już w Syczuanie. Przenocuję i wsiądę w samolot do Kunmingu.
Tak to droga do domu zajmie mi prawie trzy dni. Oczywiście, nie jest to aż tak straszne, jak na przykład droga na yunnańską wieś, której ostatniego etapu nie dało się przebyć autem, można było tylko konno albo motorem - jeśli nie padało, bo w deszcz to tylko na piechotę - ale... Tego typu wycieczka po prostu dobrze robi na ujrzenie skali Chin...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.