blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-05-02

starzeję się...

Poszłam na kolację z Małym Smokiem i jego kolegą z siatkówki, Koreańczykiem. Koreańczyk młodziutki, po licencjacie, przyjechał uczyć się chińskiego. Ma w Kunmingu wuja, który tu mieszka już 17 lat, prowadząc organizację kościelną, więc o mieście się nasłuchał. Przyjechał trzy miesiące temu. Ładniutki jest, więc nie zdziwiło mnie, że już sobie znalazł dziewczynę, Chinkę. Mówię, że za kilka lat to będzie po chińsku śmigał. Nie dodaję, że, zgodnie z teorią mojego Taty, najlepszym sposobem na opanowanie języka obcego są pillow talks. On mówi, że niestety już za rok musi wracać do Korei, więc nie wie, czy mu się uda uczyć chińskiego aż kilka lat.
No ale przecież masz dziewczynę Chinkę, mówię. Co zamierzacie zrobić za rok?
Koreańczyk patrzy na mnie z uśmiechem, nie wiem czy rozbawienia czy politowania.
Ja drążę temat: nie zamierzasz jej zabrać z sobą?
Koreańczyk, teraz już uchachany od ucha do ucha: co? Chinkę? Do Korei? Buahahaha!

Na końcu języka miałam "za moich czasów"... Ugryzłam się w język i zmieniłam temat.
Zastanawiam się, czy faktycznie teraz młodzież z pełną premedytacją związuje się na chwilę, mając stuprocentową pewność, że za chwilę się rozstanie?
Czuję się staro...

11 komentarzy:

  1. No w sumie, ja stara jestem, ale go rozumiem. Ale moze za dlugo w Azji siedze i zaczynam myslec po tutejszemu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie rozumiem. Może dlatego, że nie znam Chinek, które chcą mieć chłopaka tylko na chwilę i dla zabicia nudy. Mam poważne podejrzenia, że to nie jest umowa w stylu: bawimy się rok i ja spadam, tylko ona traktuje go poważnie, a on ją ma w zadku. Przeraża mnie to i tego nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ona go traktuje jako sposob na lepsze zycie w Korei, a on o tym wie. Za dawnych lat Polki byly tak traktowane przez swoich zachodnich czy bliskowschodnich amantow (z racji wlasnego podeszlego wieku, dobrze jeszcze pamietam te czasy). Teraz to Filipinki, Tajki, Wietnamki i Chinki. Nic w tym dziwnego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Być może masz rację. Ale całą sobą wzdragam się przed przyjęciem któregokolwiek ze scenariuszy: choć z niejednego pieca chleb jadłam i choć gimnazjum mam dawno za sobą, ja po prostu wierzę w miłość...

    OdpowiedzUsuń
  6. Oh, ja tez wierze w milosc, jak najbardziej. Ale tutaj to oczywiste, ze o zadnej milosci nie ma mowy. Podobnie jak w duzej wiekszosci takich zwiazkow, gdzie facet wykorzystuje swoje pochodzenie, a kobieta - swoje wdzieki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ohyda. Wiem, że to normalne i powinnam się przystosować. Ohyda. Bueee!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem do jakiego stopnia jest to widoczne w Chinach, ale tutaj na prowincji, to co drugi podstarzaly, zaplesnialy farmer ma mloda zone, a to z Chin, a to z Wietnamu, a to z Tajlandii. Filipinki leca na tych miastowych, dla wiesniakow pozostaja wiec panny z mniej wybrednych krajow. Wiec rozumiem podjescie tego Koreanczyka, bo wiem, ze w Korei jest podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. No dobra; ona nie jest ze wsi, ma zameldowanie miejskie, jest po studiach, pracuje, jest nieźle sytuowana... Nie musi wyjeżdżać, żeby mieć lepiej. Też znam wioskowe Chinki, które zrobią wszystko, żeby uciec z rodzinnego domu. Ale miastowych Chinek tego typu nie znam. Tak samo, jak znam Wietnamki, które powychodziły za mąż na Tajwanie i uważały, że Pana Boga za nogi złapały, a potem okazywało się, że może niekoniecznie - ale te z dużych miast takich rzeczy nie robią.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja znam i miastowe Chinki, co prawda nie z Pekinu czy Szanghaju, ale z Harbina i innych duzych miast, tez po studiach, ladne, zgrabne i z dobrych rodzin. I nawet dla nich, pomimo calej chinskiej propagandy i oficjalnej nienawisci, Japonia to nadal kraina mlekiem i miodem plynaca, gdzie sie lezy do gory brzuchem, a maz zapi*rdziela na dom, zone i dziecko. Oczywiscie, rzeczywistosc jest zupelnie inna, ale kto by sie tam rzeczywistoscia przejmowal, skoro jest nadzieja na zlapanie Japonczyka czy Koreanczyka. A ze Koreanczyk mlody i ladniutki, to wie dobrze, ze przyszlosci z Chinka miec nie chce, bo po co? Dlaczego ma kupowac krowe, skoro mleko i tak dostaje teraz za darmo?

    Ok, u nas juz po polnocku. Ide spac! Dobranoc! :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje tutejsze Chinki nawet, jak wychodzą za obcokrajowców, to mówią, że w życiu się nie wyprowadzą, a już na pewno nie do Europy, bo tam nie ma co jeść i się gorzej żyje :D
    Dziękuję za pouczającą dyskusję. Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.