blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-12-15

越南小卷粉 wietnamskie krokiety ryżowe Bánh cuốn

Bánh cuốn to po prostu krokiet - bo jak inaczej przetłumaczyć "zwinięte ciasto"? Jest to potrawa pochodząca z północnego Wietnamu, pojawia się jednak również na południu, a także w Tajlandii i innych krajach Azji Południowo-Wschodniej. Jest obecna również w Yunnanie - ale zawsze przedstawiana jako "małe wietnamskie krokiety". Od sajgonek, naszych krokietów i innych takich różni się przede wszystkim "naleśnikiem". Jest on cieniusieńki, wykonany z ciasta ryżowego, które tak samo, jak u nas ciasto naleśnikowe, ma półpłynną konsystencję. U nas jednak ciasto takie się smaży. To ciasto wlewa się na drobniusieńką gazę bądź płótno, rozciągnięte nad wrzącą wodą i gotuje się je na parze. Po czym zdejmuje długą szpatułką - jest zbyt delikatne, żeby to uczynić ręką, ale do szpatułki się ładnie przykleja - i kładzie na blacie, po czym nakłada farsz - to już się tak bardzo od naszych krokietów nie różni. Sam farsz może być różny: dobrze przyprawiona, podsmażona wcześniej wieprzowina, uszaki bzowe, szalotka, różnego typu kiszeniny i wiele, wiele innych.

Do gotowych już krokietów, które spożywa się na zimno (cieniutkie ciasto ryżowe szybko stygnie), podaje się często ogórki, kiełbasę chả lụa, kiełki soi itp. Dipy (nước chấm) różnią się w zależności od miejsca występowania. Oczywiście podstawą jest zazwyczaj ukochany przez Wietnamczyków sos rybny. Czasem dodaje się podrabianego feromonu samców pluskwiaków Lethocerus indicus; te, które ja spożywałam były na tyle tanie, że tuszę, iż oszczędzono mi akurat tej igrediencji.
Jest to danie leciutkie i proste w przygotowaniu. W najprostszych wersjach nawet się ciasta nie zwija w krokiety z farszem, tylko po prostu wsadza jak makaron do miseczki wraz z mięsem, kiełbasą, krewetkami, cebulką czy innymi dodatkami. O ile w Wietnamie bywają traktowane jako śniadanie, w Yunnanie występują głównie jako przekąska, czyli 小吃 (małe jedzenie). Oczywiście, smaki nadzienia zostały dostosowane do chińskich gustów, a sos składa się głównie z sosu sojowego i papryki chilli - jak to w Yunnanie. W Tajlandii podobno też można trafić na takie ciasto naleśnikowe, traktowane trochę jak tortilla, ale moi znajomi Tajowie mówią, że nie mieli okazji spróbować. Ponoć występowanie ogranicza się do jednej prowincji na dalekiej północy i mało kto wie, że coś takiego w Tajlandii można w ogóle zjeść.
Jeśli chodzi o występowanie w Chinach, to w Kantonie mają coś podobnego z wyglądu i z wykonania, acz smakującego inaczej - Chińczycy nie przepadają za sosem rybnym, nie mają wietnamskich kiełbas i w ogóle... Zwie się to "makaron świńskich jelit" (豬腸粉) bo kantończykom kojarzą się te krokiety z wyglądu i konsystencji z wnętrznościami prosiąt... Moim zdaniem nie są wcale tak obrzydliwe z wyglądu, spójrzcie sami:
W Yunnanie Chińczycy są przekonani, że krokiety te powstały wtedy, gdy Chiny i Wietnam połączyła słynna kolej. Oczywiście, dowieść tego nie sposób, skoro z dawien dawna w Hanoi istniały śniadania z ciastem ryżowym...
W Kunmingu można je dość łatwo znaleźć w miejscach, które obfitują w przekąski. Ja po moje chodzę do Małej Zachodniej Bramy (小西門), bo mam tam najbliżej i po drodze do miasta. Są pyszne. Mogłabym je tak na śniadanie, obiad i kolację.

3 komentarze:

  1. Dzięki Ci droga kobieto za ten wspaniały blog.Od wielu lat Chiny to moja fascynacja.Czytam wiele książek o Chinach,a im więcej czytam tym szerzej otwieram oczy /ze zdziwienia,z zadumy nad tym jak jesteśmy różni,często nie zrozumiali dla siebie i dlatego wspaniali/bo dla mnie inność to bogactwo tego świata,które powinniśmy kultywować ,a nie tępić jak często jest to czynione.Piszesz wspaniale,jeśli chodzi o pióro i barwnie i smacznie i kolorowo i będę tu częstym gościem.Pozdrawiam Noneczka

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam na blogu, cieszę się, że przypadł do gustu. Uwielbiam pisać o moim Yunnanie i cieszę się, że przybywa czytelników, a co za tym idzie - ludzi zainteresowanych tym regionem. Czekam na sugestie, może znajdzie się jakiś temat, którego mogłabym się podjąć, a jeszcze na to nie wpadłam?...

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie zaczynam czytać Twój blog od początku,ponieważ trafiłam na niego kilka dni temu.Sama nie wiem jak to się stało,ze dopiero teraz nasze ścieżki się skrzyżowały.Wszystko o czym piszesz jest dla mnie interesujące i dopiero jak to poznam,postaram się pytać.Pozdrawiam z Krakowa Noneczka

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.