blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-12-22

ale się obżarłem!

Jak w każdą sobotę, robię kolację. Robię kolację tylko dwa razy w tygodniu, więc zawsze korzystam z okazji i idę na targ, podziwiam nowe owoce, nawiązuję znajomości, w końcu kupuję to wszystko, co zdołam udźwignąć, a co w mej głowie tworzy wielodaniowy posiłek.
Dziś była ryba. Ale że nie chciałam jakiegoś ościstego potwora, kupiłam jedno dzwonko jakiegoś potwora - z kilogram ważyło. Do tego cebulka, czosnek i sól - i już będzie pyszna pieczona ryba, stwierdziłam. I ziemniaki. Upiec ziemniaki! Skoro już mam piekarnik, to korzystajmy! W ziołach prowansalskich, lekko posolone, z odrobiną oliwy... Jestem burżujem. Nie dość, że pyry drogie, to jeszcze je obsypuję ziołami w cenie złota i oliwą w cenie platyny... No dobrze. To w ramach jarzyny kapuśniak z pekińskiej - najprostsze danie świata. I tanie. I chińska jajecznica na pomidorach, z sosem sojowym. Ryż. Korzeń gorczycy czarnej, przysmażony.
Dzwonek do drzwi. Stawiam kolejne dania na stole, ZB pokrzykuje w zachwyceniu, pałeczkujemy, aż nam się uszy trzęsą. W końcu mój Pan i Władca opada na fotel, popija upędzoną przez żonę naleweczką pomarańczową i mówi te słowa, co to w tytule.
Uśmiecham się diabolicznie, ale jego lekko przymrużone z przeżarcia oczy tego nie widzą. Zaczynam zadawać pytania.
Ja: czyli się najadłeś?
ZB: Okropnie.
Ja: czyli nie dojesz rybki, której połowa została?
ZB: Nie, będzie na jutro.
Ja: ani kartofelków?
ZB: nie no, są strasznie napychające.
Ja: a może dokładkę ryżu, zjadłeś tylko jedną miseczkę...
ZB: już mi się nie zmieści.
Ja: no dobrze, to może popijesz zupą?
ZB patrzy na swój wystający brzuch, na resztę zupy i na mnie i stwierdza: ok, dokończę.
Dokończył. Odstawił miskę i powiedział: gdybym jeszcze coś zjadł, wyszłoby mi uszami.
Odparłam, uśmiechając się słodko: czyli mogę schować sernik i ciasto bananowe na jutro, tak, kochanie?
Kurtyna.
PS. Nie wytrzymał. Zeżarł po kawałku "na spróbowanie". A potem ukradkiem okruszki, kiedy nie patrzyłam...

2 komentarze:

  1. Ojej,naleweczka pomarańczowa proszę o przepis.Ja ostatnio popełniłam naleweczkę pigwową /pycha/i imbirową/czekam do końca stycznia ,abym mogła się podzielić wrażeniami smakowymi.Na razie lecę przygotowywać przysmaki na Wigilię.A ciasto bananowe-to też proszę jak można o przepisik.Pozdrawiam Noneczka

    OdpowiedzUsuń
  2. wszystkie przepisy z netu, nie pamiętam niestety teraz stron. Ale wyszukiwałam w polskim google, więc powinno się to dać łatwo namierzyć. :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.