blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-10-13

papierowe parasole 油紙傘

A teraz, moi mili, posłuchajcie historii o wielkiej miłości.
Za dynastii Qin, w małej łódeczce na środku Jeziora Deszczu i Wiatru, mieszkało najpiękniejsze dziewczę, jakie kiedykolwiek ludzkie oczy widziały. Gdy dodać, że muzyka wydobyta spod jej palców trącających struny lutni mogłaby wzruszyć nawet głaz, nie dziwota, że zakochał się w niej i jej muzyce pewien młody uczony. Miłość się rodziła powoli; przyszedł jednak czas, że gdy tylko młodzieniec zapalał świecę w oknie, piękność zaczynała na lutni wygrywać najsłodsze miłosne melodie; gdy tylko muzyka nikła, i świeca w jego oknie gasła. Piękność i Uczony długi czas miłowali się wzajemnie z daleka.
W pewną sztormową noc Uczony zapalił jak zwykle swą świecę, nie usłyszał jednak lutniowej odpowiedzi, wsiadł więc w łódkę i powiosłował w kierunku "domu" swej ukochanej. Jej łódź majaczyła gdzieś na horyzoncie, oddalana coraz bardziej gniewnymi bałwanami sztormu, a Uczony ze wszystkich sił starał się ją dogonić. Nie było mu jednak dane to szczęście – nagły podmuch uniósł jego łódź w nieznanym kierunku. Gdy sztorm ucichł, Piękność zaczęła szukać – na próżno. Plotka głosiła, że wiatr go uniósł w Hanowe Niebo. Nie myśląc długo, Piękność z długich rękawów swej szaty uczyniła wiatr, który ją uniósł aż do tego Nieba, a gdy i tam nie mogła znaleźć ukochanego, zmieniła się w księżyc, zawsze czekający swej miłości.
Razu pewnego, gdy księżycowa pełna twarz stała na bezchmurnym niebie, Uczony usłyszał tak drogie mu dźwięki lutni. Tak! To z księżyca dobiega słodka melodia - i już myśli nad sposobem dostania się na księżyc. Rozporniki zrobił z bambusowych prętów, które przykrył papierem nasączonym olejem tungowym. Tak powstał parasol, który jeszcze przed wschodem słońca uniósł Uczonego na księżyc. Wreszcie mogli być razem! Od tej pory Uczony chroni swą Piękność przed wiatrem i deszczem. I tylko czasem zamiast księżyca widzimy gwiazdy i chmury – to apaszki i bransolety, które ukochany podarował ukochanej.
Odtąd parasol stał się symbolem wspólnego przeznaczenia i prezentem darowanym ukochanej, niełamalną obietnicą wspólnego życia, apaszka mówi, że ukochany chce Cię chronić od zimna i zawsze być blisko, a bransoletka dopowiada, że będziecie iść przez życiowe wichry i burze trzymając się za ręce i chroniąc się wzajemnie.
Parasole były znane już w starożytnym Egipcie. To Chińczycy wymyślili jednak parasol składany, który jest pierwowzorem dzisiejszych parasoli. Pierwsze wzmianki o składanym parasolu pojawiły się w 21 roku n.e., kiedy to Wang Mang wymyślił parasol dla czterokołowej karety. Jednak przypuszczać można, że składane parasole powstały dużo wcześniej, skoro pierwsze ilustracje również pochodzą z I w.n.e. Zwłaszcza, że przedmiot parasolopodobny – z rozpornikami i możliwością składania – został opisany już w księdze Obyczajów Zhou, czyli 2400 lat temu.
Potem powędrował parasol do Korei, przez nią do Japonii, a z drugiej strony Szlakiem Jedwabnym do Persji i dalej, do Europy, a także na południe, do Wietnamu, Tajlandii, Laosu, Malezji, a za sprawą ludu Hakka i na Tajwan.
Lubię znak parasola w Chinach. Jest hieroglifem doskonałym:
Po prostu nie da się go nie zapamiętać. Ponieważ pod dużym człowiekiem mieści się czwórka innych ludzi, Chińczycy traktowali parasol jak idealny prezent ślubny – że niby ród ma się szybko i w spokoju mnożyć...
W Europie umasowiły się parasole dopiero w XVII wieku; jesteśmy więc prawie dwa tysiące lat za Chińczykami.
Oczywiście, dzisiaj parasol nie jest już niczym szczególnym, każdy ma jakiś w domu (my ze ZB mamy z osiem, bo zawsze zapominamy wziąć z domu, a wszyscy wiemy, jak to bywa z pogodą w górach...), ja jednak chcę wrócić do papierowych parasoli, które w Europie istnieją już tylko w formie małych parasolek do drinków, a w Chinach nadal są wyrabiane i sprzedawane; ba! Są przy dzisiejszych parasolach tym, czym jedwabna suknia przy dresie...
Zgodnie z tradycją nie są bowiem parasole tylko ochroną przed słońcem i deszczem, od wieków pełniły ważną funkcję podczas ślubnej ceremonii – swatki chroniły czerwonymi zazwyczaj parasolami wybrane przez siebie panny młode, gdy te wysiadały z lektyki przed domem przyszłego męża – i znów, chroniły nie tylko przed słońcem i deszczem, a przede wszystkim przed złymi duchami.
Fioletowe parasole są zaś symbolem długowieczności, często więc były podarkami dla osób starszych. Białych parasoli oczywiście używano w trakcie pogrzebów. Do dziś są przeróżne parasole używane jako rekwizyty taneczne oraz przy japońskiej ceremonii herbacianej.

A wszystko zaczęło się od Chmurnej de domo (雲氏), żony Lubana 魯班. Ona to kazala posiekać bambus na pręty i pokryć je skórą zwierzęcą tak, by zamknięte przypominały laskę, a otwarte – przykrywkę (劈竹為條,蒙以獸皮,收攏如棍,張開如蓋). Oczywiście, skórę przeważnie zastępowały pióra bądź jedwab, dopiero później Chińczycy wpadli na pomysł wykorzystania papieru. Nie wiadomo dokładnie, kiedy został wymyślony, ale za to wiemy, że za Tangów był już mocno popularny, skoro zaczęli pomysł kopiować Koreańczycy i Japończycy. I za Songów, i za Mingów był niezmiennie popularny, o czym świadczą wzmianki w literaturze popularnej. Skąd to powodzenie? Dlaczego akurat parasol, i to papierowy, zdobył nieśmiertelną sławę? Przecież wszystko jest z pozoru takie proste: bierzesz bambus, moczysz w wodzie, suszysz i tniesz na odpowiednie kawałki, z których składasz szkielet parasola. Potem naklejasz papier, naoliwiasz go, suszysz na słońcu i potem już tylko ozdabiasz w zgodzie z własnym gustem. Zwykłą ozdobą są tradycyjne chińskie kaligrafie z kwiatami, ptakami i pejzażami. Mogą to być też znane sceny z literatury chińskiej bądź po prostu kilka znaków. Kolorystycznie są ubogie – dominują czernie, zielenie i znany z porcelany chińskiej błękit. Naoliwiony papier jest bardzo wytrzymały; niestraszne mu ani deszcze, ani parzące słońce. Dlatego jeśli się trafi w rejony znane z parasolnictwa, warto się zastanowić nad kupnem. Wprawdzie nawet w Chinach po pojawieniu się na rynku współczesnych parasoli, rynek tych tradycyjnych się zapadł, ale powróciły – traktowane przede wszystkim jak dzieło sztuki, którym są w istocie, nie tylko jako ochrona przed deszczem...
Produkcja parasoli wymaga precyzji i doświadczenia. Narzędzia są wytwarzane przez znających się na parasolnictwie kowali, materiały wybierane są długo i uważnie. Jedne z najlepszych parasoli wytwarza się z bambusów powiązanych włosiem, na których zamiast materiału rozpięte są kwiaty brzoskwini nasączone persymonowym barwnikiem. Są one przyczepiane do szkieletu pojedynczo – wyobraźcie sobie, jak żmudna do musi być robota! W dodatku ten typ persymon jest na wyginięciu. Dlatego śpieszmy się kochać parasole... Niewielu jest bowiem i twórców, którzy potrafią je jeszcze wykonywać.
Miejsca:
*Yuhang w prowincji Zhejiang – parasole produkowane od ponad dwustu lat.
*Luzhou w prowincji Sichuan – parasole produkowane od ponad czterystu lat, wyjątkowo odporne na silny wiatr.
*Wuyuan w prowincji Jiangxi
*Changsha w prowincji Hunan – zaledwie od stu lat
*Hankou w Prowincji Hubei – też kilkaset lat
*Fuzhou i Nanping w prowincji Fujian – parasol jest jednym z tutejszych skarbów, wraz z laką i grzebieniami z rogu bawoła, zajmują się tym od czasów zupełnie legendarnych ;)
*No i Tengchong w moim ukochanym Yunnanie – wprawdzie dopiero od dwustu lat, ale za to z jakim skutkiem! Swego czasu w niektórych wioskach 80% ludności wiedziało ponoć jak się wytwarza parasole. Teraz parasolowych artystów jest zaledwie kilku, w dodatku tworzenie parasoli nie jest ich głównym źródłem dochodu, w związku z czym produkcja jest niewielka.
Ja sama poza sklepami i przedstawieniami teatralnymi spotkałam się z tradycyjnymi papierowymi parasolami tylko raz – były ozdobą parku przy świątyni buddyjskiej.
Dlatego, gdy przyuważyłam w pekińskim Wangfujing, między stertami tandety ten oto sklep,
zachwyciłam się, a potem zanabyłam przy pomocy portfela ZB prezent dla Mamy. Spójrzcie sami, jakie cuda tworzą...

6 komentarzy:

  1. Zawsze fascynowaly mnie papierowe parasole i zawsze marzylam o takim. Niestety, na marzeniach się zawsze kończy a są to takie cudne , male dziela sztuki :)

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Wierna cicha czytelniczka Natalia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem doskonale :) Racjonalna część mnie nigdy nie pozwala mi na kupienie SOBIE takiego parasola; romantyczna część mnie stwierdziła, że dla Mamy mogę oszukać tę racjonalną ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie ta romantyczna część mnie bardzo chce taki parasol i bierze górę nad raccjonalną, no ale nie ukrywajmy, w PL ladnego nie da się kupić. O ile w ogóle można kupić... Poza tym to nie jest to samo.

    I chiński znak parasola jest cudowny. Latwy do zapamiętania, tak jak i 雨 ;-) Jeden z pierwszych znaków w ogóle, jaki najszybciej zapamiętalam :)

    Natalia

    OdpowiedzUsuń
  4. Parasole jak parasole ale jaka wspaniała historia na początku! Jest Piękność i nie żaden rycerz, książę czy jakiś tam sprytny szewczyk, tylko Uczony! To jest jakość :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, mnie się też podoba, że w wielu chinskich historiach milosnych nie jakis bezmozgi brutal jest bohaterem, a ubogi (sic!) uczony :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda - parasole potrafią być małymi dziełami sztuki - zwłaszcza te z papieru. Ogólnie wszystko co wykonane ręcznie z papieru ma zupełnie inny wymiar i formę :) Wspaniała sztuka!

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.