blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-08-07

Stara wioska przy granicy 邊陲古寨

Polozona 54 kilometry od Lijiangu, a zaledwie 12 od Heqingu, juz w wojewodztwie dalijskim, jest gwozdziem programu wycieczek do Dali. Dlaczego? Mala wioseczka w prawie niezmienionym cywilizacja ksztalcie, ciekawa architektonicznie, z krajobrazem milym oku - ale takich wioseczek sa tysiace. Ta jednak szczyci sie tym, ze zostala zapomniana przez cywilizacje i odkryta dopiero niedawno. Niezniszczeni cywilizacja reprezentanci tego ludu, ktory trudno w ogole zaliczyc do jakiejs grupy etnicznej - bo ich jezk rozni sie od wszystkiego, co tutaj jest znane - wiedli zycie podobne ludziom pierwotnym. Odziewali sie strojami z lisci, jedli pokarmy wylacznie surowe, mieszkali na drzewach. Po odkryciu ich przez przedstawicieli rzadu, stworzono "autentyczna" wioske, do ktorej zaproszono mlodziez, by nauczyla sie zarabiac na zycie. Podobno nie rozumieja tutejszego dialektu, o mowie powszechnej nawet nie wspominajac; nie maja tez pisma i nie znaja chinskich znakow. Domy ich pokryte strzechami ozdobione sa przyborami mysliwskimi. Spodniczki z lisci zostaly zastapione przez czarne dlugie spodnie u mezczyzn i przez panterkowe (szkoda, ze syntetyczne) bikini u kobiet
(zeby nie gorszyc Chinczykow, pod pstrokatymi spodniczkami kryja sie czarne "majtki z golfem", co ladnie pokazuje, jak malo autentyczni sa ci "dzicy"), na glowach reprezentanci obu plci nosza wianki uplecione z gietkich, pokrytych liscmi galezi. Wianki te laduja rowniez na glowach gosci. ;)
Sa ciemnoskorzy, krepi i silni, chodza na bosaka.
Stworzona dla celow komercyjnych wioska podzielona zostala na 5 czesci. Pierwsza to sprawdzenie, co przyniesli ze soba goscie i wzajemne "obwachiwanie" oraz witanie gosci glosnymi okrzykami "laha laha".
Druga pokazac ma, jak w trudnych warunkach ubodzy ludzie zdobywali pozywienie.
Trzecia to scena, na ktorej odbywaja sie wystepy artystyczne: spiew i taniec.
Czwarta to teatr osobliwosci, czyli popisy iscie cyrkowe: polykacze ognia,
bosi skaczacy po szkle,
lizacy rozzarzone pochodnie,
itd. Piata czesc to pokazanie zwyczajow slubnych tego plemienia. Co ciekawe, akurat dla potrzeb ukazania wesela, wioskowi sa bardzo ladnie poubierani, jakos nie bardzo autentycznie...
No dobrze.
Po pierwsze: nie wierze, ze teraz, kilkanascie lat po otwarciu tej wioski dla zwiedzajacych, mlodzi nadal nie potrafia mowic po chinsku. Nie ma tez absolutnie zadnej mozliwosci, zeby nadal musieli polowac. Calosc wydaje sie raczej wielka mystyfikacja, a fakt, ze w XXI wieku ludzie, zeby zarabiac na swoje utrzymanie, musza chodzic po szkle i polykac ogien wydaje mi sie czyms okropnym. Wierze, ze ci mlodzi maja taka sama szanse na pojscie do normalnej szkoly, jak kazdy inny Chinczyk i ze za jakis czas zamiast pokazywac "autentycznych ludzi z buszu" Chinczycy zdobeda sie na to, zeby wioske zmienic w prawdziwy skansen - z dobrymi opisami autentycznych przedmiotow, budynkow i strojow, a takze calej kultury tego plemienia.
Poki co - raczej minus za zrobienie takiej hucpy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.