blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-06-30

Howgh!

Garsc wiesci - bo niektorzy jeszcze nic nie wiedza.
1) 27 lipca wracam do Polski na miesiac. Jakies zamowienia przyprawowo-herbaciano-wszelkie inne? Jesli sie tylko zmiesci w bagazu, chetnie przywioze. Plan: Warszawa - Bytom - Krakow - Warszawa. Telefon ten sam, co przed wyjazdem.
2) W przyszlym roku tez bede uczyc dzieci. Czego sie nie robi dla wizy...
3) Skonczylam pisac artykul. Jesli cos z tego bedzie, powiem wiecej. Jesli nie... To satysfakcja z jego napisania pozostanie bez zmian ;)
4) Uwielbiam wlasna samowystarczalnosc. Domowy budyn, ogorki kiszone (wiedzieliscie, ze koper mozna zastapic lisciem bobkowym?), nalewka brzoskwinowa, bulka tarta z bagietki... No i ZB zajada, az milo :)
5) Nie wiem, jak opisac szczescie, ktore czuje na mysl o wakacjach.
6) I na mysl o tym, ze po wakacjach tu wroce.

2012-06-29

66 六六

Liu Liu czyli "szesc szesc" to pseudonim literacki dziewczecia pochodzacego z Anhui, a kariere robiacego za granica, w Singapurze konkretnie. Dziewcze mialo sie zajmowac handlem zagranicznym - taki sobie wybrala (jej wybrano?) kierunek studiow. Ale po kilku latach takiej pracy obrzydlo jej to do tego stopnia, ze wyniosla sie na poludnie i, przybrawszy wspomniany pseudonim, zaczela pisac. Kilka lat pozniej jej powiesc "Wang Gui i Anna" postawila na glowie chinskojezyczny swiatek literacki. Posypaly sie komplementy, zaczeto ja porownywac do Eileen Chang (tej od "Ostroznie, pozadanie") i do Hong Ying (tej od "K: Sztuka milosci", czyli od kiepskiej pornografii na slabo zarysowanym tle historycznym, ale tez od autobiograficznej "Corki rzeki", ktora podobno jest bardzo wzruszajaca - nie wiem, nie czytalam), czyli dwoch innych slawnych w Chinach, choc piszacych za granica, autorek. Czy te porownania sa sluszne i na ile - nie bardzo moge oceniac. Mam jednak wrazenie, ze stawianie tych trzech pan w jednym szeregu tylko dlatego, ze wszystkie wyjechaly za granice, jest zupelnie bez sensu...
Dlaczego o niej pisze?
Ogladalam kiedys serial "Dwustronna tasma klejaca" na podstawie jej powiesci. Serial mnie wciagnal, sklonil do przemyslen, dalam nawet kiedys temu wyraz. Jakis czas pozniej obejrzalam kolejny serial, "Domek slimaka" 蝸居, ktory tez mnie zaciekawil, choc zakonczenie bylo jak dla mnie zbyt latwe do przewidzenia. Oczywiscie, okazalo sie, ze powstal na podstawie powiesci Liu Liu. Dlatego, gdy w ksiegarni rzucily sie na mnie dwie szostki, przyjelam wyzwanie i zakupilam powiesc. Ktora napisana jest miesistym i zywym jezykiem, z pieknie zarysowanymi postaciami, ze zlosliwie uwypuklonymi wadami, z milionem "jak wiadomo", ktore maja nas wprowadzic w swiat i sposob myslenia bohaterow, przy ktorej mozna sie uczyc potocznego jezyka, mozna sie smiac, mozna plakac.
Co czynie.
Jaka szkoda, ze w Polsce sie nie wydaje takich wlasnie chinskich powiesci zamiast pornografii Hong Ying. Mozna sie z tej ksiazki dowiedziec o Chinach duzo wiecej, niz sie wie nawet w nich mieszkajac...

2012-06-27

Li Ning Company Limited 李宁有限公司

Cos Wam mowi miano "Spokojna Sliwka"? No, w zasadzie wcale sie nie dziwie, ze nie. Kiedy zdobyl 6 medali olimpijskich, pieluchy w zebach jeszcze nosilam, wiec oczywiscie goscia kompletnie nie kojarzylam. Doskonale za to jest mi znana jego firma.
Li Ning, bo o nim mowa, to chinski gimnastyk, ktory w Los Angeles w 1984 roku zdobyl 3 zlotka, 2 sreberka i jeden brazik. A potem ten sukces sprzedal, otwierajac firme produkujaca obuwie i ciuchy sportowe. Sprawy finansowe tak go pochlonely, ze na stadion wrocil dopiero w 2008 roku - zeby zapalic znicz olimpijski w Pekinie...
Nalezy sie cieszyc, ze sportowiec zajal sie tworzeniem tej marki. Dzieki temu w miejsce wszechobecnego barachla trafiaja w chinskie rece swietne produkty. Ja sama ostatnio przyodzialam sie od stop do glow w Li-Ningi
(tylko buty musialam kupic gdzie indziej, bo rozmiarowka jakas dzika), bo swietne te ciuchy, a i cena przystepna. Wreszcie moge wygladac sportowo podczas tej jogi i innych badmintonow... Hmmm, moze gdyby widzieli, z jaka przyjemnoscia sie rozciagam w tych ciuchach, zasponsorowaliby mnie, jak wczesniej Shaquille O'Neala czy reprezentacje Hiszpanii w koszykowce... Sponsoruja badminton, koszykowke, ping-pong, tenis, zarowno pojedynczych graczy, jak i cale druzyny, przeprowadzili wojne blyskawiczna z reszta chinskich firm sportowych - i wygrali.
Jest jednak i nieprzyjemna strona. Rok temu Greenpeace przeprowadzil badania probek pobranych z Rzeki Perlowej i Jangcy; jak niemal wszystkie chinskie firmy, maja w nosie ekologie - to, co scieka do rzeki mogloby, przy odrobinie szczescia, zabic kilka wiosek. Oczywiscie, na chinskich stronach ta informacja sie nie pojawia. Nawet w Wikipedii...
A tu polska strona.



2012-06-25

我要的幸福 Szczescie, ktorego pragne



Kocham te piosenke przede wszystkim za rytm. Pasuje do porannej kawy i tworzy zludzenie slonca za oknem. Poza tym uwielbiam Stefanie Sun juz od daaaaaawna, m.in. za to, ze jej live jest zazwyczaj tak samo dobry, jak nagrania studyjne...

為愛情付出 為活著而忙碌
Inwestowac w milosc pracowac, az furczy dla zycia
為什麼而辛苦 我仔細記錄
dla-czego miec pod gorke Chce sobie dokladnie zapamietac

用我的雙眼 在夢想裡找路
Korzystam z pary oczu by w marzeniach znalezc droge
該問路的時候 我不會裝酷
Gdy trzeba zapytac o droge nie zgrywam twardziela

我還不清楚 怎樣的速度
Jeszcze niedokladnie wiem Jaka predkosc
符合這世界 變化的腳步
pasuje krokom zmian tego swiata
生活像等待 創作的黏土
zycie przypomina gline czekajaca lepienia
幸福 我要的幸福 漸漸清楚
Szczescie szczescie, ktorego pragne powoli sie uwyraznia.

夢想 理想 幻想 狂想 妄想
Marzenia idealy fantazje iluzje prozne nadzieje
我只想堅持每一步 該走的方向
Ja chce tylko wytrwac, kazdy krok stawiac w kierunku, w ktorym isc powinnam
就算一路上 偶而會沮喪
nawet jesli czasem na drodze pojawi sie zwatpienie
生活是自己 選擇的衣裳
Zycie to stroj, ktory sami wybieramy
幸福 我要的幸福 沒有束縛
Szczescie, szczescie, ktorego pragne jest nieskrepowane
幸福 我要的幸福 在不遠處
Szczescie szczescie, ktorego pragne jest juz niedaleko

2012-06-23

Święto Smoczych Łodzi w Kunmingu

Piąty dzień piątego miesiąca księżycowego z dawien dawna był okazją do świętowania. Wu 午 to tradycyjna nazwa piątego miesiąca księżycowego, za to 端 ma wiele znaczeń, ale akurat tu oznacza 發端 czyli początek, rozpoczęcie. Nie wiem, dlaczego u Chińczyków miesiąc rozpoczyna się dopiero piątego dnia, ale niech im już będzie.
Historię Qu Yuana już kiedyś opowiadałam. Tym razem skoncentruję się nie na tym, jak to święto jest obchodzone w całym chińskokulturowym świecie, tylko na tym, jak to wygląda w Kunmingu.
Jak powiadają starzy kunmińczycy, za dawnych, dobrych czasów organizowano wyścigi smoczych łodzi na rzece Panlong (jakoś serce się wzbrania przed przetłumaczeniem tej nazwy na Talerzowego Smoka...). Dziś urządzenie takiej zabawy na tym malutkim kanaliku byłoby raczej niemożliwe, wiec kunmińczycy oddają się innej przyjemności, o której za chwilę.
Kilka dni przed rozpoczęciem obchodów święta, wszyscy zaczynają kupować liście bambusowe/bananowe i kleisty ryż, bo liście trzeba solidnie oczyścić, a ryż długo namaczać. Dzongdze zawija się zazwyczaj w trójkąty 3D, ale są tez walcowate czy w kwadratach 3D. Mogą być "czyste" czyli bez nadzienia, z samym tylko aromatem liści, albo z dodatkiem fasoli, fistaszków, pasty fasolowej, surowego mięsa czy też tutejszej szynki, słynnej zresztą na całe Chiny. Jada się je na wszystkie posiłki, obdarowuje się nimi krewnych i znajomych.
Z rozpoczęciem święta, na drzwiach wejściowych bądź w okolicy drzwi wiesza się kępki tataraku i piołunu.
Na ścianach natomiast zawisają duiliany o Zhong Kuiu łowiącym demony i o kotach łapiących myszy; podobno właśnie zawieszone w Święto Smoczych Łodzi uchronia one mieszkańców przed nieszczęściami. To o kotach czasami jest też rzeźbione w drewnie i epatuje odrobinę cepeliowatością. Akurat moi sąsiedzi nie wywiesili wizerunków Zhong Kuia, pewnie im się nie chciało zdejmować noworocznych ozdóbek (a my narzekamy na tych, którym się nie chce wyrzucić choinki po świętach Bożego Narodzenia...)...
Około południa zdejmujemy piołun i palimy go rytualnie, żeby wypłoszyć robale z naszych mieszkań. Po tym dobrze spełnionym obowiązku zasługujemy na odrobinę wytchnienia i zażycie tej przyjemności, o której wspomniałam wcześniej: jedzenia! Ugotowane wcześniej dzongdze

nadają się już do spożycia. Zazwyczaj kroi się je w grube plastry i albo spożywa od razu, albo najpierw obtacza w jajku i obsmaża. ZB uwielbia dzongdzyki z cukrem, ale on nawet pieczywo zajada tylko z grubą warstwą masła i cukru, wiec on się nie liczy... U bardziej ceniących tradycję kunmińczyków spotyka się raczej zmemłany na proszek brązowy cukier, a także miód, sezam i - a jakże! - konfiturę z róży! Część tak przygotowanego poczęstunku przeznaczona jest dla przodków, do których wędruje wraz ze spalanymi w dużych ilościach piekielnymi pieniędzmi, ale potem do stołu zasiadają żywi. Najpierw, na poprawienie apetytu, spożywa się kompocik zwany 平胃散* (kłącza astrowatych+kora magnolii+imbir+skórka pomarańczy+chińska lukrecja+owoce głożyny pospolitej gotowane długo na wolnym ogniu), potem w charakterze przystawek pojawiają się: ugotowany czosnek (po prostu trzeba w lekko osolonej wodzie ugotować nieobrany czosnek, niby nic wielkiego, a naprawdę pyszne), gotowaną fasolę bądź bób,
ktore maczac mozna w rozmaitych sosach, kiszone kacze jajka,
ciastka z nadzieniem kwiatowym, sacime (薩其馬), ciasteczka lotosowe 芙蓉糕 z mąki z kleistego ryżu i wiele innych przysmaków. Do popicia służyć powinna tylko i wyłącznie nalewka realgarowa. Ba, służy ona nie tylko do picia! Zwilżamy nią brwi, uszy, nos i usta dzieci, na ich czołach wypisujemy wódką tą królewski znak 王, a odrobina wódki powinna też znaleźć się na ekhm najważniejszej części ciała małych chłopców. Podobno ma to ochraniać przed chorobami no i oczywiście dezynfekować (po co dezynfekować brwi - tego już nie wiem...).
Następnych kilka dni pracujemy nad ochroną m.in. przed reumatyzmem - wieśniacy sprzedają do miasta kokornakowate czy inne jasnotowce, które służą tym razem nie do picia, tylko do kąpieli.
Kunming, miasto kwiatów, ma też długą tradycję organizowania "kwietnych ulic" - bo i też właśnie teraz mamy tu najwięcej gatunków kwiatów. Są kwiatowe konkursy o przedługiej tradycji (dawniej zawsze wygrywały zajmujące się zarobkowo hodowlą kwiatów świątynie buddyjskie).
Dawnymi czasy po Święcie Smoczych Łodzi zaczynała się pora deszczowa, z dużą ilością bakterii, a co za tym idzie, chorób; o pojawiających się chmarami szkodnikach nie warto nawet wspominać. Realgar, piołun, kompot ziołowy, tatarak i cala reszta tego tradycyjnego paskudztwa miała przed tym ustrzec. Spożywanie w następnych miesiącach świeżych ryb i baraniny również było podyktowane względami zdrowotnymi - i choćby dlatego te zwyczaje i przesądy wcale nie są tak śmieszne, jakimi wydają się na pierwszy rzut oka...
Z głębokim szacunkiem dla tradycji życzę wszystkim Czytelnikom udanego Święta Smoczych Łodzi.

*w wolnym tłumaczeniu: medykament na uspokojenie żołądka

2012-06-20

slub opata 方丈還俗完婚



Ten macho ze slubnego zdjecia to opat (tak!) Swiatyni Bambusowej. Dal sobie spokoj z zyciem zakonnym dnia 9 czerwca b.r., a slub odbyl sie 17 czerwca (tak, po tygodniu!) w mocno drogim hotelu, w ktorym wynajeli 30 stolikow (wesele na okolo 300-400 osob). Wybranka serca naszego prawie 50letniego bylego mnicha to 26-letnia specjalistka od jadeitu, wlascicielka sporej firmy nim handlujacej.
Nie, nie ozenil sie dla pieniedzy. Tutejsi opaci sa bogatsi nawet od naszych :P Oczywiscie, nie wszyscy "mnisi" sa darmozjadami zerujacymi na ludzkiej naiwnosci, nie wszyscy tez napychaja sobie kabzy kosztem wiernych, ale...
Swoja droga, ciekawe, jak sie poznali...
Notka na podstawie tej wiadomosci.

2012-06-19

badminton 羽毛球

Uwielbiam badminton. Najchetniej bym grala od rana do wieczora w sesjach: 15 minut gry-5 minut zdychania-5 minut wracania do siebie i tak a piat. Moze po kilku latach bylabym w stanie wydluzyc 15 minut do 25 albo i pol godziny, ale to raczej niemozliwe. Ze zdychania tez pewnie nie bedzie mi dane zrezygnowac...
Do rzeczy.
W Chinach i na Tajwanie badminton jest bardzo popularny; jest tu wiecej boisk do badmintona niz do pilki noznej czy siatkowki. W badmintona grywaja dzieci, ale i staruszkowie w parkach, ale boiska sluza tym, ktorzy nie tak ot sobie packaja lotke, tylko tym, ktorzy naprawde sie znaja. No i mnie.
Dodatkowo, poniewaz Kunming jest polozony w calkiem wysokich gorach, jest tu malo tlenu, wiec lotka jest szybsza, a zabawa ciekawsza. Stad przyjezdzajace tu tlumy pol- i calkiem profesjonalnych zawodnikow, cwiczacych gre w warunkach ekstremalnych. Oczywiscie, zazwyczaj przerzynaja sromotnie z tutejszymi, bo nieprzyzwyczajeni. A juz taki ZB rozklada duza czesc kondycyjnie, bo on po prostu dobiega do wszystkiego, odrzutowiec ma w tylku czy co, sama juz nie wiem... Ale tez cwiczy, grywa regularnie i to nie takie pitu pitu, tylko trzy godziny meczow pod rzad na przyklad. Sama perspektywa takiego meczu mocno go cieszy.
Piatkowy wieczor. Dzwoni telefon; ZB odbiera, a za chwile przychodzi i, ucieszony, wola: Ide dzis na meczyk badmintona!
Ja wlasnie czytam pasjonujaca ksiazke, wiec odmrukuje pod nosem: dobrze, kochanie i czytam dalej.
ZB patrzy na mnie z wyrzutem, ze nie naciskam, by ze mna zostal i w ogole, i mowi: no juz mnie tak nie powstrzymuj!
Na co mnie sie chochlik wlacza, zaczynam jeczec: nie opuszczaj mnie, no jak mozesz wyjsc w takiej chwili, w ogole mnie nie kochasz, no zostan, jednoczesnie wypychajac go za drzwi.
Zasmial sie, pozbieral zabawki i wyszedl. Slysze odglos zamykania mnie na trzy spusty. Biore telefon, zeby przypomniec balwanowi, ze jestem w mieszkaniu i zeby mnie moze jednak nie zamykal, ale zanim zdazylam wybrac numer, slysze soczyste !@#$%$#@, a potem wybuch smiechu i otwarcie zamka, i dopiero wtedy stuptanie na dol...
Jak mozna byc tak roztrzepanym i jednoczesnie tak dobrze grac w badmintona??!!
A tu dowod na to, ze grywam w badmintona:

2012-06-17

Bylica pospolita 藜蒿

Kolejna roslinka do zielnika to kuzynka piolunu, nic wiec dziwnego, ze tak jak piolun poprawia przemiane materii, zwieksza apetyt, dziala zolciopednie i odkazajaco, a takze pomaga nam sie pozbyc zycia wewnetrznego (lewatywa wysyla owsiki na pewna smierc, a napary pomagaja na to, co w trzewiach piszczy) czy zewnetrznego (chocby wszy boja sie bylic panicznie). Rowniez mole i inne szafowe zyjatka nie przepadaja za gorzkawym aromatem bylicy. Ale w Polsce, choc stosowana czasem jako przyprawa, nie jest bylica specjalnie popularna.
W Chinach natomiast chocby sam fakt, ze jest znana po bardzo wieloma nazwami, swiadczy najlepiej o jej popularnosci w wielu regionach, od Heilongjiangu po Yunnan. Ja poznalam te roslinke pod yunnanskim mianem, widocznym w tytule, ale PRAWDZIWI Chinczycy uslyszawszy te nazwe, zapewne nie wiedzieliby, o co chodzi, dopoki bym nie wytlumaczyla, ze chodzi o 蘆蒿. A wzmianki o niej pojawily sie juz w biblii chinskiego zielarstwa, czyli w Ksiedze Ziol Shennonga, czyli ponad 2000 lat temu, a szczegolowo omowiona jest w Kompendium naturalnych surowcow leczniczych z XVI wieku. Poza wszystkimi sposobami uzycia znanymi w Polsce, w Chinach stosuje sie ja rowniez do zapobiegania chorobom zebow, leczenia watroby, gardla i - co najciekawsze! - do chronienia mozgu :) Zachecona w ten sposob, oczywiscie MUSIALAM sprobowac. Bylice mozna spozywac w salatkach, oczywiscie po zblanszowaniu, badz smazona. Mysmy sprobowali w tej drugiej wersji:

Mlodziutkie liscie mozna tez ukisic, ale musza byc bardzo swieze, zeby sztuka sie udala - inaczej potrawa bedzie gorzka. Spozywac mozna wszystkie czesci rosliny, ale najszerzej dostepne oczywiscie sa lodygi, ktore nie sa zdrewniale jak korzen, ani gorzkawe jak liscie. Nie nalezy sie jednak bylica (ani piolunem, jesli juz o tym mowa) przesadnie obzerac - zawiera on bowiem tujon, ktory wzmaga czynnosc kory mozgowej - co mogloby byc przydatne - ale w wiekszych dawkach wywoluje drazliwosc a nawet psychoze, a w konsekwencji uposledza uklad nerwowy. Z tych samych wzgledow lepiej sie nie upijac notorycznie absyntem czy wermutem, ale to juz zupelnie insza inszosc.
Szukajac informacji o bylicy, natrafilam na opisy jej magicznych wlasciwosci - podobno bronila podroznikow przed zlymi duchami i dzikimi zwierzetami - Chinczycy jednak skupiaja sie na jej zastosowaniach leczniczych i kulinarnych. Zastosowanie lecznicze to bynajmniej nie tylko napary czy masci tudziez lewatywy; mozna nakladac bylice bezposrednio na skore badz za posrednictwem igiel akupunkturowych, a najchetniej przy moksybucji, zawsze na goraco, zeby sie pod wplywem ciepla uwolnily lecznicze substancje.
Przepis? Ten, co zwykle: wrzucic zielenine na rozgrzany olej w woku, ewentualnie upachniony czosnkiem, imbirem, chilli. Mozna dorzucic papryki, koniecznie czerwonej, zeby ladniej na talerzu wygladalo. Usmazyc tak, zeby bylo jeszcze lekko chrupkie, a juz nie surowe. To przepis idealny na wiekszosc zieleniny w Chinach. A tutaj wiecej przepisow, po chinsku - dla cwiczacych jezyk ;)

2012-06-15

dowod 證明

po pierwsze na to, ze mieszkam w Kunmingu, a po drugie na to, ze kibicuje Polsce.
(park Uniwersytetu Yunnanskiego)

(Swiatynia Yuantong)

(Swiatynia Konfucjanska)

(Paifang Zlotego Konia)

(Wschodnia Wieza)

(taras hostelu Hump)

2012-06-13

tasznik pospolity 薺菜

Kolejny chwast do mojej kolekcji. Swoja droga, skoro wiadomo, ze nalezy do rodziny kapustowatych, to dlaczego dla nikogo poza Chinczykami nie jest oczywiste, ze nalezy go spozywac?... Inna rzecz, ze medycyna chinska nie uwaza ziololecznictwa za szarlatanerie, jak to bywa okreslane w Polsce. Dlatego lekarze nadal tu wypisuja wywary z tasznika na zbyt obfite miesiaczki (dziala przeciwkrwotocznie), na problemy z nerkami (dziala moczopednie), nawzmocnienie, na biegunki, na chore oczy i tak dalej. Jednak ze wzgledu na duza zawartosc histaminy, nie zaleca sie podawania tasznika kobietom w ciazy - moze wywolac skurcze macicy grozace poronieniem.
Oprocz tego tasznik jest coraz szerzej wykorzystywany w branzy kosmetycznej.
W moim regionie jednak jest to przede wszystkim zarcie. Smazy sie go z kopytkami ryzowymi, nadziewa sie nim pierozki, mozna tasznik podawac w salatkach, zupach, uzywac jako przyprawy. Co najlepsze, zarowno liscie, jak i korzenie czy nasiona doskonale smakuja i zachowuja lecznicze dzialanie. Docenili to nie tylko Chinczycy, ale i inni Azjaci: Japonczycy spozywaja tasznik m.in. z okazji Swieta Siedmiu Ziol Nanakusa-no-sekku 七草の節句, jak sama nazwa wskazuje, w towarzystwie innych zielonych paskudztw, wsadzonych do kleiku ryzowego, a Koreanczycy zajadaja sie tasznikiem zblanszowanym i pokropionym olejem sezamowym czy innymi przyprawami - zwie sie to Naengi namul 냉이나물 (o namulu, najwazniejszej koreanskiej salatce poza kimchi, tutaj).
Wracajac do Chinczykow: pierwsze wzmianki o spozywaniu tasznika pojawily sie 300 lat przed narodzeniem Chrystusa; wszyscy zarli, ale nikt nie pomyslal o hodowli. Dopiero przelom XIX i XX wieku przyniosl pierwsze uprawy tasznika w okolicach Szanghaju (Elegancki Wietrze, spodziewam sie, ze polubisz tasznik ;)). Smakosze uwazaja jednak, ze tak jak pieczarki nie dorownuja dziko rosnacym grzybom, tak i tasznik hodowlany nie ma w sobie "tego czegos". My, Yunnanczycy, mozemy sie cieszyc prawdziwym, dzikim smakiem tasznika...
My spozylismy "czysta" zupe tasznikowa,
czyli oczyszczony tasznik w kepkach, razem z korzeniami, wrzucony do zimnej wody z odrobina soli i tluszczu. Trzeba gotowac doslownie chwilke, jesli pogotujemy za dlugo, liscie straca sprezystosc i zamiast zupy bedzie nieapetyczna bryja...
Duzo modniejsza jest zupa z tasznika i tofu 薺菜豆腐湯
Potrzebujemy:
*20 deko tofu, najlepiej swiezego i miekkiego
*10 deko (czyli cala siatke) tasznika
*marchewke, najlepiej wymoczona we wrzatku, bo inaczej bedzie polsurowa.
*mozna dodac grzyby, malutko, dla smaku. Oczywiscie, grzyby trzeba najpierw namoczyc.
*sol, imbir, kostka rosolowa - co kto lubi do smaku.
1.Tofu, marchewke i grzyby pokroic w kostke, wygodna do podnoszenia paleczkami.
2.Tasznik umyc, oczysic, posiekac tak drobno, jak drobno sie w Polsce sieka szpinak.
3.Rozgrzewamy wok, wlewamy olej, gdy juz jest goracy, dodajemy wode badz wode z kostka rosolowa. Ilosc zalezy od tego, ile faktycznie wrzucicie tego tofu i lisci - maja byc zakryte. Do tej wody wrzucamy bowiem reszte skladnikow, dodajemy soli, imbiru, oleju sezamowego itp.
4.Gotujemy az zacznie pachniec - kilka minut - i gotowe.
Jesli akurat brakuje tofu, a czlek chce sie najesc, mozna spokojnie wykonac taka zupe na samych lisciach z dodatkiem jajka, ktore, rozbeltane z sola i olejem sezamowym, wlewamy powoli do zupy.

2012-06-11

楊梅 woskownica

To takie drzewo, które występuje w klimacie podzwrotnikowym nawet na najkwaśniejszej i prawie jałowej glebie, i jest obrabowywane z owoców przez każdego normalnego przechodnia. Owocki woskownicy są albowiem przepyszne, howgh. Ojczyzną woskownicy są oczywiście Chiny, które są porastane przez te drzewka od co najmniej czasów Chrystusa, ale przeprowadziła się woskownica też na Tajwan, do Japonii, Korei itd.
Owocki woskownicy można spożywać w milionie postaci: świeże oczywiście są najlepsze, ale są też sprzedawane suszone, puszkowane, zacukrzone na śmierć, no i oczywiście sfermentowane. Właśnie ta ostatnia forma spowodowała, ze wpadłam na szatański pomysł wsadzenia 3 kilo woskownic do wielkiego słoja, zasypania ich cukrem, a potem zalania wódką. Skoro smak maja lekko wiśniowo-śliwkowo-jeżynowy, nalewka powinna się udać, prawda? Sok w każdym razie wyszedł pyszny (ZB oszalał na punkcie kaszy manny na mleku podanej na zimno z sokiem z woskownic...), a na nalewkę poczekam jeszcze te dwa tygodnie, niech stracę... Jeśli kiedyś znowu dostaniemy woskownice od ekhm świekrów, zrobię konfitury :)
Woskownice, oprócz tego, że są przepyszne, są też zdrowe. Zawierają sporo polifenoli, mają więc silne działanie przeciwutleniające, zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób układu krwionośnego i raka, i w ogóle są panaceum. Zresztą, prace nad przekształceniem owocu w lek już trwają...
Cóż. Według mnie nalewka to też barrrrdzo zdrowy napój. Prawda, Dom? ;)
A same owoce, zgodnie z chińską medycyną, spożyte przed libacją powodują ponoć, że nawet po najbardziej wymyślnych drinkach się nie heftuje...

2012-06-09

Chitler 西特乐

W centrum Kunmingu znajduje sie sklep o wdziecznej nazwie Hitler.
Jest to sklep z gadzetami, smiesznymi podkoszulkami, klawiaturami do komputera Hello Kitty itp. Skad wiec ta zlowieszcza nazwa?
Coz. Przykro powiedziec, ale z glupoty.
Nazwa chinska to 西特乐 a nie 希特勒. Obie zbitki wymawia sie Xitele (w mandarynskim nie ma zbitki "hi", dlatego Chinczycy chichocza 嘻嘻嘻 xixixi), ale tylko druga jest fonetyczna transkrypcja nazwiska postaci historycznej. Druga to skrotowiec od 南北东西 在此 在此, czyli, w wolnym tlumaczeniu, mydlo i powidlo, unikaty tylko tutaj, radosc tylko tutaj. Wytluszczone znaki to wlasnie nasz "Hitler" - ktorego wersje angielska widzialabym raczej jako Heatler jesli juz w ogole, a polska - jak w tytule.

2012-06-07

Tchaikovsky: Rococo Variations [Yo Yo Ma, violoncello]

Mozecie sobie mowic, ze jestem zidiociala azjofilka i ze przemawia przeze mnie chinskonarodowa duma. Wisi mi to. Yo Yo Ma JEST genialny. Jak ktos nie wierzy, to prosze: kawalek koncertu z okazji 150 rocznicy urodzin Czajkowskiego.

CBDO.
Poza tym, ostatnio tak sobie ze ZB gadalam i pytam - dlaczego, chociaz w Chinach jest tak wielu muzykow, w tym i wiolonczelistow, slawny jest tylko Yo-yo Ma? ZB mowi, ze tylko on jest naprawde dobry. Pytam dlaczego. "Bo wychowywal sie w Stanach, a na Zachodzie ksztalca Muzykow. Tu mozna sie co najwyzej, przy dobrych wiatrach, nauczyc techniki, a nie tego, zeby kazdy dzwiek, gruntownie przemyslany, pokazywal emocje".

2012-06-05

Jestes moim....


Nic mnie z ta piosenka nie laczy. No moze poza tym, ze jest debilnie prosta, wiec czasem ja po pijanemu popelnialam w KTV, nie dbajac o to, ze z tekstu kojarzylam tylko chwytliwy refren, ktory sprowadza sie do tego, ze koles sie drze: jestes moimi oczami, dzieki Tobie dostrzegam piekno kazdej pory roku itd. Tak naprawde wsluchalam sie w tekst i zapatrzylam w historie dopiero niedawno, jakos przypadkiem. Ze niby on i ona. Ona niewidoma, a on ja skrycie kocha i sie nia opiekuje. On choruje, ma umrzec, mowi lekarzowi, ze oczy maja przeszczepic ukochanej, ona odzyskuje wzrok i dopiero wtedy odkrywa, jak bardzo on ja kochal. Final piosenki, wszyscy placza, kurtyna.
Piosenka jest wzruszajaca, a wokalista niezle spiewa :) Ale chodzi o to, ze czasami ni stad ni zowad uslysze w radiu kawalek refrenu i juz potem tak za mna chodzi. Oczywiscie, spiewam tylko znana mi czesc, ni szy lo de jen (czyli jestes moimi oczami), lalalala.
Do rzeczy.
Jestem sobie u ekhm tesciow i gotujemy z ZB, a poniewaz to nie nasza kuchnia, troche sie po niej bez sensu miotamy. ZB co jakis czas wykrzykuje nazwy potrzebnych produktow/narzedzi, a ja mu je dostarczam.
ZB: noz!
Ja: (podaje od razu, bo tasaki sa duze i je latwo znalezc).
ZB: mala miska!
Ja: (zwlekam, ale po chwili znajduje).
ZB: sol! sol! SOL! - krzyczy zapamietale, a ja nie moge nigdzie jej znalezc. A trzeba Wam wiedziec, ze sol sie po chinsku wymawia podobnie do oka, tylko na innym tonie, ale tez "jen". Wiec, szukajac "jenu", przypomnialam sobie oczywiscie piosenke o innym "jenie". I zaczelam spiewac: Jestes moja sola... A ZB natychmiast podchwycil i spiewa dalej: Jestes moim octem! Ja, skrecajac sie ze smiechu, dodaje: jestes moja bulka tarta. I co z tego, ze sie sredniowka nie zgadza? :D

2012-06-03

ta twoja...

Uwielbiam pic mleko. Tak, wiem, mleko dla cielat, a nie dla starych krow, w dodatku ludzkich. Ale co poradze? Kocham i juz! Jest poza tym tyle napojow mniej od mleka zdrowych, od coli poczynajac, na wodce konczac, ze wyrzuty sumienia sobie odpuszczam i jakos ze dwa razy w tygodniu draluje po mleko. Czesc tzw. mlek w Chinach smakuje tak, jak moze smakowac wyobrazenie mleka z platonskiej jaskini, ale czesc jest prawdziwa. Prawdziwosc mleka poznaje po tym, ze sie zsiada, a nie plesnieje ;) ZB tez lubi mleko, a jego ulubiona legumina jest kasza manna na mleku z owocami/syropem owocowym, wiec mamy spory przerob. Do tego stopnia spory, ze gdy ostatnio ZB u osiedlowego mleczarza probowal zanabyc ow boski plyn, mleczarz bez odrobiny emocji chrzaknal, ze "ta twoja juz kupila"...
Ja tam sie ciesze, ze mozemy unikac zbednych zakupow. ZB sarka, ze od tylu lat mieszka w tym miescie i nikt nigdy go na ulicy nie poznawal, a teraz idzie na ten sam targ, co od dwudziestu lat i sprzedawcy pytaja, dlaczego tym razem mnie nie przyprowadzil i nagle pamietaja, co lubi jesc...

2012-06-01

miotane placki 甩手粑粑

Przekąska ta przywędrowała do Yunnanu z Tajlandii. Proces wytwarzania tych placuszków znam już na pamięć:
Robimy placek z kulki ciasta. Dodajemy duuuużo oleju, żeby się nie przykleił na stałe do "stołu"
Najpierw rozpłaszczamy łapkami:
Potem zdejmujemy z blatu trzymając za brzegi...
...i świst! kręcimy ciastem młynka, jakbyśmy pizzę robili, a potem miotamy plackiem o blat:
Po kilku rzutach tym apetycznym dyskiem, placek robi się ogromniasty. Od dziś precz z wałkowaniem - jest przereklamowane ;)
Tak przygotowane ciasto ozdabiamy ciapką z banana i jajka, składamy na pół i wrzucamy na gorący olej:
Gdy się usmaży, odsączamy z tłuszczu i tniemy na kawałki wygodne do wcinania przy pomocy wykałaczek. Tniemy oczywiście nożyczkami.
Na koniec można podlać zagęszczonym mlekiem słodzonym, ale nie jest to obowiązkowe ;) Gdyby nie ten tłuszcz, zajadałabym się miotanymi plackami na okrągło, a tak - dopieszczam się nimi tylko, gdy pojawia się wyjątkowa okazja - na przykład Dzień Dziecka :) Wszystkiego najlepszego! :)
A jeśli chcecie przyrządzić taki placek, tutaj znajdziecie przepis.