blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-04-30

雲南映像 Dynamic Yunnan

Przedstawienie „Odbicie Yunnanu” (bo tak nalezy przetlumaczyc tytul, z tym angielskim dynamic blabla nie ma toto nic wspolnego) to sliczne polaczenie tradycji i nowoczesnosci. W tradycyjne piesni, sposoby spiewania, tanca i gry na instrumentach ludowych tudziez oryginalne stroje yunnanskich mniejszosci etnicznych wlaczone zostaly wspolczesne instrumenty perkusyjne, nowe uklady choreograficzne i opowiedziano tymi bogatymi srodkami nowe historie – oczywiscie bazujace na tutejszych basniach, ale jednak bedace autorskim dzielem Yang Liping, ktora z duzym talentem i subtelnoscia polaczyla wszystkie elementy w soczysta calosc. Ba! Ona nie tylko to wymyslila i wyrezyserowala. Ona tez szlajala sie po yunnanskich wioskach, wyszukujac spiewakow i tancerzy, ktorzy jeszcze tradycje mieli we krwi, a nie w... mniejsza o to zreszta. Ona rowniez wystepowala pierwotnie w glownej roli, wyginajac smialo cialo w pieknym tancu Dusza Pawia. Jej tez zawdzieczaja widzowie to, ze muzycy graja na oryginalnych mniejszosciowych bebnach i miechach, a takze uzywaja niepodrobionych tybetanskich mlynow modlitewnych. Nawet pojawiajace sie w trakcie przedstawienia krowie czaszki sa spreparowane tak, ze zaden szaman by sie ich nie powstydzil...
Co do autentycznosci tancow – oczywiscie choreografia jest cokolwiek uwspolczesniona, ale tradycyjny posmak nadaje przedstawieniu fakt, iz 70% tancerzy i spiewakow to faktycznie powyciagani z wiosek yunnanscy mniejszoscie ;)
Przedstawienie sklada sie z siedmiu czesci.
Wstep: Na poczatku byl chaos. Nie bylo slonca ani ksiezyca, byla tylko ciemnosc. Pierwszym uderzeniem Boskiego Bebna szaman rozjasnil Wschod. Drugim uderzeniem bebna szaman rozjasnil Zachod – to jest wywodzaca sie z tradycji ludu Yi 彝 opowiesc o Boskim Bebnie.
Akt pierwszy: Slonce
Trzeba Wam wiedziec, ze w Yunnanie beben to nie jest zwykly instrument muzyczny. Mozna sie przy jego pomocy modlic, moze uosabiac matke badz intymne czesci ciala kobiet. Moze byc obity skora, wykonany z kamienia, brazu, drewna. Uderzanie drewniana palka o napieta skore bebna przywodzilo dawnym ludom na mysl stosunek plciowy. U wielu yunnanskich mniejszosci beben sluzy kontaktom z bogami albo sam w sobie jest przedmiotem kultu. Chocby taka mniejszosc Jinuo 基諾 wierzy, ze jej przodkowie poczeli ten szczep schowawszy sie w wielkim bebnie przed nieszczesciami. Mniejszosc Wa佤 z kolei dzieli swe drewniane bebny na meskie i zenskie, od razu laczac je w pary. Przed scieciem drzewa potrzebnego do stworzenia bebnow, odprawiana jest ceremonia ofiarna. Wa powiadaja, ze tak jak nie da sie ozdobic bebna tak, zeby byl on idealny i skonczony, tak nie istnieje ostatnia piosenka czy ostatni taniec. Na bebnie zawsze da sie dodac jeszcze jeden wzor, a po wyspiewaniu ostatniej piesni mozna stworzyc nowa.


Akt drugi: Ziemia
Niebo jest wielkie, ale tylko jedno. Ziemia jest wielka, ale tylko jedna. Nie mow, ze trawy i drzewa sa nieme, bo wszystkie rosliny na ziemi maja swoj powod i cel. Przodkowie powiedzieli mi, ze nasze ciala powstaly ze zmian ziemi. I gdy przytule sie mocno do gliny, od razu rozumiem slowa naszych przodkow. Jestes wezem wyginajacym smukle cialo w blasku ksiezycowego strumienia; lsniace cialo to jezyk, w ktorym nocne niebo spiewa swa piesn...
Druga czesc przedstawienia poswiecona jest kobietom. Ich zwiazkowi z ziemia, pieknosci i gibkosci ich cial, temu, ze bez nich zamiera zycie.
Pierwszy taniec, gra cieni, urzekl mnie – mam wrazenie, ze tancerka nie ma w ogole kosci. Och, gdyby mi bylo dane tak sie poruszac!

Drugi to piesn Wzorzastych Pasow, szczepu ludu Yi 彝.

Lubie ten taniec, dziewczyny maja niezla kondycje ;)
Ostatni tanie mnie niezbyt przekonuje, za malo autentyczny, ale rozpoczynajaca utwor piesn jest moim zdaniem piekna. A opowiada, z tym calym starczym przydechem, o trudach kobiecego zycia.
. No i te zajebiaszcze dajskie kapelutki!...
Akt trzeci: Dom
Wiele yunnanskich mniejszosci wierzy, ze w kazdym przedmiocie kryje sie jego duch – w gorze jest bog gor, w rzece bog rzek, w drzewach bog drzew i tak dalej. Biorac pod uwage mnogosc bostw, ktorym oczywiscie nalezy oddawac czesc, nie dziwi spora ilosc ofiarnych ceremonii, a w nich i tancow. Przeciez wiadomo, ze bostwa owe beda nas chronic tylko jesli je ladnie o to poprosimy...
W tej czesci pokazuja sie ladnie reprezentanci mojej ulubionej mniejszosci Yi 彝. Spiewaja o tytoniu i o pracach gospodarskich :)


Akt czwarty: Ogien ofiarny
Tutaj trawy tancza – jesli umiesz sluchac ziemi; tutaj kamienie przemawiaja – jesli umiesz sluchac dusza; tutejsze gory blisko sa od nieba, dlatego basnie wciaz zyja w piesniach pasterzy; tutaj woda plynie razem z chmurami, dlatego duchy pija wodke z naszym ludem...
Yunnanskie mniejszosci jak chocby Lahu拉祜, Lisu 傈僳, Wa 佤, Naxi 纳西, Miao 苗 czy Yao 瑶 wspoldziela Legende o Tykwie. Ponoc podczas potopu brat z siostra ukryli sie w tykwie i te powodz przetrwali, a gdy woda sie cofnela, wyszli z tykwy i poczeli nowy lud. Dlatego poniekad glos piszczalki wykonanej z tykwy jest jak glos przodkow.

Dlonie tej dziewczyny naprawde przypominaja plomienie... I spojrzcie, czyz Wa nie przypominaja Indian? :D

Akt piaty: Pielgrzymka – to opowiesc tybetanska.
Wedrowales przez szczyty osniezonych gor, przez bezkresne pustynie, skad przychodzisz? Przynosisz dobre slowo, mysl, wspomnienia, dokad zmierzasz? Pielgrzymi wedruja, a ich towarzyszami sa tylko mlynki modlitewne. Raz po raz odmierzaja trase dlugoscia wlasnych cial, pocalunkami Matki-Ziemi. Choc wieje wiatr i pali slonce, choc pada deszcz i snieg, w ich sercach plonie wieczny ogien. W koncu dotra do Boskiej Gory, do wymarzonego Krolestwa Niebieskiego.

I slowa dzieciecej piosenki:
Posrod gor sa gory barwy zlota
A w nich zlote jezioro.
Przy zlotym jeziorze rosnie zlote drzewo
Na ktorym siedzi zloty ptak.
A ptak ten spiewa pomyslna piesn.

Epilogiem przedstawienia jest dajski taniec Duch Pawia, ktorego mistrzynia byla za mlodych lat wlasnie autorka przedstawienia, Yang Liping. Spojrzcie, jak gra palcow odtwarza ruchy glowy pawia, jak skubie piorka, jak otwiera dziobek. Zakochalam sie w tym tancu i jesli marze o gibkim i wygimnastykowanym ciele, to tylko dlatego, ze chcialabym moc choc nieudolnie ponasladowac ten taniec...
U Dajow paw, zwany przez nich ptakiem slonca, jest symbolem milosci i ichnim totemem. Gestykulacja i w ogole choreografie do tego tanca stworzyla Yang Liping – i chocby za to moglabym jej dac medal – ale powstaly one na bazie tradycyjnych dajskich tancow. Piekno tamtych dziewczat ocenia sie miedzy innymi na podstawie tego, czy potrafia wygiac dlonie w druga strone...
Gdziez tanczysz?
Samotny cien w blasku ksiezyca
skrzydla szybujace ponad chmurami.
Gdziez tanczysz?
Spodnica mieniaca sie kolorami teczy,
a w sercu nieodgadnione znaki ze snu.
Duch pawia!

No dobrze. Tyle muzyki i poezji. Ale wlasciwie dlaczego warto ten spektakl obejrzec? Po pierwsze dlatego, ze 70% z prawie setki artystow tu wystepujacych naprawde pochodzi z malych yunnanskich wiosek i oni te spiewy i tance maja we krwi. To tak jakby do zespolu „Slask” brali tylko Slazaczki, i to takie nietkniete cywilizacja. W Polsce tego typu smak etniczny jest juz chyba nie do odtworzenia... Czesci tancow Yang Liping w ogole nie musiala jakos specjalnie aranzowac, wystarczylo przyzwyczaic artystow do sceny i troche wygladzic.
Po drugie: dzis juz, poza Wioska Mniejszosciowa, niewiele jest miejsc, w ktorych mozna zobaczyc mlodziez ubrana w stroje ludowe. I sa to prawdziwe stroje, nie podrobki z targu!.
Po trzecie, mozna liczyc na to, ze ponadpiecdziesiecioletnia Yang Liping zaszczyci przedstawienie swoja obecnoscia i opowie, jak to przez prawie rok szlajala sie po Yunnanie zbierajac folkor i ludzi. Albo jakim cudem dziewcze wychowane w kulturze Bai (ona sama) nauczylo sie Dajskich tancow. Jest wspaniala.
Na koniec kilka fotek. Malo, bo nie wolno z fleszem, a bez flesza to za ciemno, zeby foty byly udane. Ale czesc wyszla ;)




2012-04-25

滾 turlaj się!

Zwykła Belka ma okropne poczucie humoru. Jest inteligentny, złośliwy, ironiczny. Hmmm... Kogoś Wam to przypomina? ;) Od czasu do czasu, gdy dojdzie w werbalnym absurdzie do poziomu, w którym mam go już dość, mówię Mu "滾", co, w wolnym tłumaczeniu, znaczy "spieprzaj". Ale gun ma jeszcze kilka znaczeń, m.in. jako przymiotnik znaczy "gotujący się", jako przysłówek znaczy "bardzo", a jako czasownik poza wspomnianym już oznajmieniem drugiej osobie, że winna opuścić szybko to miejsce, znaczy jeszcze "robić fikołki", "turlać się".
No i właśnie Zwykła Belka na moje "gun" wziął i się odturlał. Gdy zmartwychwstałam po zejściu ze śmiechu, powiedziałam Mu więc 滾回來 czyli "przyturlaj się z powrotem". Się przyturlał. I już tak został.

2012-04-18

kantonskie cuda kulinarne 廣東美食

Jesli zyjecie, jak ja, na koncu swiata, a nie na wybrzezu i jesli kiedys traficie w koncu do kantonskiej knajpy, nie wyjdziecie z niej predko.
Po pierwsze: oprocz zwyklego menu z owocami morza, zupa z pletwy rekina i innymi takimi, zostanie Wam podsuniety pod nos wozek z przystawkami:
Czego tam nie ma! Miesa, kleiste ryze, ciasteczka, kurze lapki, pierozki, no WSZYSTKO! Jako, ze sa to przystawki, zamowilismy tylko trzy:
Problem w tym, ze najchetniej zamowilabym same przystawki i zadnego dania glownego, tak mnie kusilo bogactwo tych pierwszych. Kiedy tak sie przygladalam tym kotlecikom, zeberkom na slodko-kwasno, a slinianki pracowaly tak glosno, ze obsluga zaczela sie obawiac potopu, mignelo mi cos soczyscie zielonego:
Okazalo sie to, ze sa to kluski na parze z dodatkiem soku szpinakowego, nadziane hmmm... budyniem?
Od naszego rozni sie glownie dodatkiem mleczka kokosowego, ktore sprawia, ze jest tlusciutki, gladki i kaloryczny.... Pycha! Kocham je!. Zwa sie 奶黃包 i bede je wpieprzac jak glupia przy kazdej okazji, wiec poprosilam Zwykla Belke, zeby mnie moze jednak nie zabieral do tych kantonskuch knajp...
A tutaj przepis, po angielsku, ale raczej dacie rade, skoro nawet ja rozumiem. Jak kiedys bede miala kuchnie i sama wykonam, to wrzuce wlasna wersje ;)





2012-04-17

wianek 花環

Na glowie kwietny ma wianek
W reku zielony badylek (ale zle wykadrowane i nie widac ;))
A przed nia siedzi baranek,
A nad nia stoi motylek :D

2012-04-13

Buyi 布依

To grupa etniczna zyjaca na poludniu Chin, a takze w Wietnamie. Majac calkiem spora populacje (prawie 3 miliony), zalapala sie jako chinska/wietnamska mniejszosc etniczna, przy czym oni sami raczej uwazali siebie za kulturowo mieszczacych sie w grupie etnicznej Zhuang, nalezacej jezykowo do tutejszych Tajow – bo oni tez mowia w jezyku zblizonym do tajskiego. Nasi Buyi wprawdzie jezykowo roznia sie zarowno od Tajow, jak i od Zhuangow, ale sa to jezyki mocno zblizone. Chwala sie, ze maja wlasne pismo, ale tak naprawde jest to forma wymyslona przez jezykoznawcow w latach '50 XX wieku i zblizona do chinskiego pinyinu, wiec nie bardzo sie maja czym chwalic ;)
Zyja w Guizhou, Syczuanie i Yunnanie juz od ponad 2000 lat, co czyni z nich jedna z najstarszych mniejszosci etnicznych w Chinach. Poniewaz okropni Chinczycy, gdy tylko byli wystarczajaco silni, najechali te ziemie i oddali je w rece kilku krwiopijcow, dla ktorych Buyi mieli pracowac, Buyi sie zbuntowali – bylo to tzw. Powstanie Poludniowego Smoka (1797), po ktorym po pierwsze liczebnosc naszej mniejszosci znaczaco sie zmniejszyla, a po drugie czesc z nich wyemigrowala do Wietnamu, gdzie zaczeli sie mieszac z innymi grupami etnicznymi, w zwiazku z czym jest ich tam teraz bardzo niewielu.
Poza tym dwie grupy etniczne majace wlasne zwyczaje i jezyki zostaly wlaczone do Buyi dla wygody urzedasow: Mo莫家人 i Jin 錦人.
Ci ze wsi nadal ubieraja sie w tradycyjne ubrania, ktore sa wygodne i ladne:





Pocykalam troche fotek, ale musialam to robic z ukrycia, wiec nie bardzo powychodzily...

2012-04-09

滾床 fikołki na łóżku

Spodziewając się mojego szybkiego zamążpójścia (WTF? No dobra, lubię Zwykłą Belkę, ale żeby od razu ślub? Eeee...), Mała Deng ze szczerego serca zaproponowała, że załatwi mi fikołki na łóżku, przy pomocy swojego siostrzeńca zresztą.
Ekhm.
Nie no, młodsi faceci oczywiście mają swoje zalety, ale siostrzeniec Małej Deng ma niecałe dwa lata, więc wizja jakichkolwiek jego fikołków na moim łóżku wydała mi się zupełnie bez sensu. Zapomniałam o tym, czym są fikołki na łóżku w chińskiej kulturze, biję się w pierś.
Otóż: zanim nowożeńcy udadzą się do swojej nowej sypialni w celu płodzenia potomstwa, ich krewni i przyjaciele przygotowują odpowiednio łóżko. Jak? Biorą chłopaczka (bądź kilku) w wieku przedszkolnym i skłaniają go, żeby się przetoczył/przetoczyli trzykrotnie od nóg do głów łóżka. Podobno jeśli się dobrze przetoczą, młoda małżonka szybko powije synka. I choć ta tradycja mocno pokazuje szowinizm Chińczykow, a w 2040 roku istnieć będzie całe spore miasto chińskich kawalerów bez nadziei na znalezienie żony, to po dziś dzień świekry dbają o to, żeby po łóżku synowej fikołkowali chłopcy, najlepiej bliźnięta.
Z punktu widzenia dzieci zabawa jest o tyle fajna, że jak dobrze fikołkniesz, to sypnie kasa, a i cukierków można się nachapać.
Skąd jednak ta wielowiekowa tradycja się wzięła?
Dawno, dawno temu, na północnym wschodzie, gdzie zimy srogie, warunki życia ciężkie, więc i ludzi mało, każdy męski potomek był na wagę złota. Wiadomo było, że tylko facet poradzi sobie z polowaniem, uprawą ziemi, a potem z zaopiekowaniem się rodzicami, gdy się zestarzeją. W domu państwa Zhao jednak rok za rokiem pojawiały się dziewczynki, aż w końcu było ich sześć - trzeba je wydać za mąż, wyposażyć, więc koszta rosną, a kto się będzie opiekował na starość rodzicami? Już nie mówiąc o tym, że wszyscy się z biednych Zhao naśmiewali...
Pewnego dnia pani Zhou, zmęczona poranną pracą, ucięła sobie drzemkę. We śnie ukazał się jej siwowłosy staruszek, który powiedział jej, że jeśli chce powić syna, winna pożyczyć dziecko płci męskiej i przetoczyć je trzykroć przez łóżko kang. Po tym stwierdzeniu staruszek rozwiał się jak dym, a pani Zhao się obudziła i oczywiście natychmiast pobiegła do męża, żeby mu sen opowiedzieć. Ten zaś uznał, ze staruszek ze snu to zapewne jeden z Nieśmiertelnych i oczywiście trzeba go posłuchać. Pożyczyli od krewnych bliźnięta płci męskiej i fiu!! przetoczyli ich po kangu po trzy razy. I, wierzcie lub nie, po 10 miesiącach pani Zhao powiła bliźnięta, ślicznych chłopców. Ich cudowne poczęcie przeszło plotką po kraju i teraz w całych już Chinach, w każdym domu nowożeńców, jeszcze przed nocą poślubną przyprowadza się chłopców, by pohulali po przyszłym łożu małżeńskim...

Update 1.4.2012 A jednak z tym zamążpójściem poszło szybciej niż sądziłam...

Update 1.4.2017 Mała Deng się nie wywiązała, po naszym łóżku nie fikołkował żaden chłopczyk. To pewnie dlatego na świat przyszło Tajfuniątko płci żeńskiej...

2012-04-07

ZIelonoherbaciane OREO 抹茶口味奧利奧


W 1996 roku firma Kraft Foods (ta, ktora przejela Wedla, by go potem opchnac Azjatom i ta, ktora teraz czerpie zyski ze sprzedazy naszych cudnych Prince Polo) najechala Chiny ze swoimi "najpopularniejszymi na swiecie" ciasteczkami OREO. Szturmem zdobyli rynek chinski; problem tylko w tym, ze rynek ten, jak na ogolna liczbe Chinczykow, byl zdecydowanie zbyt niszowy. Zaczeli walczyc. Obnizyli ilosc cukru w produktach, bo Chinczycy wola krakersy od biszkopcikow. Zaczeli jako Oreo (ktore, jak powszechnie wiadomo, musza byc okragle i akurat tak nieduze, zeby po odkreceniu gornego ciasteczka mozna bylo wygodni zlizac/zdrapac zebami nadzienie) sprzedawac rowniez zwykle andruty i inne takie. Zatrudnili do reklam byla chinska gwiazde koszykowki, Yao Minga. W koncu, w 2010 roku zaczeli produkowac smaki, ktore podbily serca Chinczykow - sa to smaki "lodowe" (czyli w trakcie jedzenia jest Ci w buzi chlodno i przyjemnie; nie wiem, co dodaja do tych ciastek, zeby uzyskac taki efekt - i chyba wole nie wiedziec...), z ktorych najlepiej sprzedaja sie waniliowy i zielonoherbaciany. Zielonoherbaciane sa PYSZNE. Inne nie wiem, bo ja w ogole z reguly nie kupuje ciasteczek (za jedno opakowanie mozna zjesc calkiem przyjemny obiad). Ale, sami rozumiecie, ZIELONA HERBATA... Mmmmmm...

2012-04-05

Wodospady Dziewięciu Smoków 九龍瀑布

Jakieś dwadzieścia kilometrów od Luopingu znajduje się kolejne magiczne miejsce. Jest to rzeka Dziewięciu Smoków, gniewna – bo jakżeby inaczej z taką furią i hukiem spadała pięćdziesięciometrowym wodospadem? Wodospadów jest zresztą więcej – to cała grupa, niektóre to całkiem malutkie wodospadziątka,
a inne to zapierające dech w piersiach wodospadziska. Są trzy naprawdę dość spore.
Najwyzszy to „wodospad Boga-Smoka” (神龍瀑), wysoki na 56 metrów, szeroki na dwa razy tyle, niezależnie od pory roku piękny i wart zobaczenia. Drugim co do wielkości jest “Wodospad Kochanków” (情人瀑),wysoki na 43 metry i wąziutki; jest ponoć najpiękniejszy, ale według mnie wszystkie są równie urocze. Jakaż szkoda, że nie przyjechałam tu miesiąc wcześniej! Drugiego dnia drugiego miesiąca księżycowego okoliczne mniejszości etniczne (Buyi, Yi, Shui, Zhuang itd.) przybywają nad te wodospady świętować, tańczyć, śpiewać i łączyć się w pary. W łączeniu się w pary może być pomocna ta piosenka:
Płyną wody powoli a daleko
unosząc z sobą bambusa łodygę
Bambus o pustym sercu popłynie daleko i nie utonie
Lecz kochankowie o sercach pełnych miłości na zawsze tu zostaną.
Sama bym tam została, jakby mi który tak zaśpiewał...
No i odgrywają, jak przed wiekami, lokalne legendy: o Gongu Wojennym Boga-Smoka “神龙战铜鼓”、O Perle i Koniuszym “珍珠与马郎”、O Walce Białego i Czarnego Smoka“黑龙斗白龙”. Tego jednak mi ujrzeć nie było dane tym razem, dlatego i legend Wam nie opowiem. Może za rok? :) Na pocieszenie mam legendę o powstaniu naszych Wodospadów Dziewięciu Smoków.
Dawno, dawno temu, kiedy Luoping był jeszcze bezkresnym morzem, przybyły tu smoki: dziewięć czarnych i jeden biały. Zaczęły walczyć o panowanie nad morzem, bo, jak wiadomo, smoki są władcami wód wszelakich i mieszkają zazwyczaj na dnie akwenów. W końcu wygrał biały smok, jednak czarne smoki nie pozwoliły mu się długo cieszyć zwycięstwem: wybiły na dnie morza dziurę i calusieńka woda sobie odpłynęła, pozostawiając suchy piach. Straciwszy w ten sposób dach... znaczy wodę nad głową, biały smok ze złości zmienił się w górę – jest to dzisiejszy najwyższy szczyt Luopingu, 白腊 Biały Grudzień - i z nim już nie było problemów. Czarne smoki potworzyły w tym czasie rzeczki – każdy jedną, żeby ocalić piękną krainę od suszy, która nastała po wycieku morza; był wśród nich jednak najstarszy, któremu ani się śniło pomagać: z całą złośliwością sprawił, że nie padał tam deszcz i wszystko wysychało. Usłyszawszy o tym, Pan Przestworzy wysłał Boga Wiatru, Generała Deszczu, a także oba Bóstwa Piorunów, żeby temu zaradzili. Nastały więc dni, gdy nieprzerwanie padał deszcz, huczały pioruny, a woda, która przybyła w ten sposób, podtopiła złego czarnego smoka, który mógł już tylko się złościć na dnie. Efektem jego złości, gdy szarpał się na dnie rzeki, było wypiętrzenie trzech wielkich wodospadów, które do dzisiaj przypominają nam tę historię.
Poza drugim dniem drugiego miesiąca księżycowego są jeszcze dwie okazje, by się nacieszyć szczególną, etniczną atmosferą tego miejsca: wspomniany już przeze mnie trzeci dzień trzeciego miesiąca oraz połowa września (Święto Wodospadów). Ale jeśli po prostu przyjedziecie bez okazji, łatwiej będzie ominąć tłumy turystów, a to też jest coś warte :)  
Tak czy owak, przyjechać warto. Dla chlapania siebie i innych krystalicznie czystą wodą, dla podpłynięcia pod wodospad bambusowym katamaranem 竹筏,
dla romantycznych pocałunków przy Wodospadzie Kochanków... Ekhm, to ostatnie jest zdecydowanie łatwiejsze, jeśli jakiegoś kochanka się przywiezie z sobą ;) No i można cyknąć kilka fotek, zwłaszcza, jeśli się umie. Ja nie bardzo umiem, ale kilka i tak cyknęłam, a co!