blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-01-25

park Manting 曼聽公園


Dawno, dawno temu była sobie kraina Dwunastu Tysięcy Pól Ryżu. Jej król był Tajem, który dopełniał wszelkich ceremonii buddyjskich i rządził poddanymi tak, aby żyli w dostatku. Żyzna kraina, herbatą i ryżem płynąca, była nieustannym obiektem zawiści Chińczyków, którzy jednak byli zbyt gnuśni, by południowo-zachodniego sąsiada podbić.

Dobre czasy skończyły się z nadejściem Mongołów. Oni to podbili Sipsongpanna po raz pierwszy, a tajski król musiał zacząć płacić trybut. Szczerze? Nie bardzo się Tajowie przejęli. Po uiszczeniu opłat w herbacie mogli wrócić do swoich zwyczajów, leniwego, radosnego trybu życia i niespecjalnie się tymi całymi Chińczykami czy innymi Mongołami przejmowali. Potem nastała dynastia Ming, która również niewiele zmieniła w życiu przeciętnych mieszkańców. No, może tylko to, że przy pomocy Chińczyków tajski król podbijał ziemie południowe, ze zmiennym zresztą szczęściem. I pewnie tak właśnie by to wyglądało, gdyby nie wojna. Na Bogu ducha winnych Tajów spadały bomby, bo nieszczęśliwie znaleźli się między młotem aliantów a kowadłem Japończyków. Wtedy zaczęły się emigracje, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Po wojnie komuniści zajęli cały teren i ustanowili nowe władze. Ostatni król krainy Dwunastu Tysięcy Pól Ryżu rezyduje obecnie w Kunmingu i nikt z wyjątkiem jego pobratymców nie wie, że jest on zdymisjonowanym władcą cudnej krainy.

Dziś jedyną pamiątką po królu jest królewski park Manting.
Założony 1300 lat temu w południowej części miasta, zajmuje powierzchnię ponad 2500 hektarów, a na niej m.in. Plac Kultury Etnicznej, Plac Wystepów Etnicznych, strefa podglądania zwierzaków (m.in. pawi i słoni), strefa kultury buddyjskiej, dajski pawilon herbaciany i moje ukochane Jezioro Darowania Życia, o którym napiszę następnym razem.

Park jest śliczny. Niewart tych 40 yuanów, które trzeba uiścić, i to mimo, że bilet upoważnia do uczestnictwa w występach dajskiego "Mazowsza", oglądania występów tresowanych papug czy słoni, a także do wypicia czarki tradycyjnie zaparzonej herbaty pu'er. Słonie są biedne (wychodząc z parku miałam łzy w oczach), pawie żyją na betonie, a herbata nie była dobrze zaparzona. Ale park jest naprawdę piękny. Śliczne pawiloniki, dające schronienie przed ostrym słońcem, gąszcz tropikalnych drzew, wyłaniające się niespodziewanie alejki z żyjącymi w tutejszej świątyni mnichami... Pokochałam to miejsce. I to mimo, że najważniejszy jest tu obecnie Plac Kultury Etnicznej z wielkim posągiem Zhou Enlaia, który odwiedził Xishuangbanna w 1961 roku, by wziąć udział w obchodach dajskiego Śmigusa-Dyngusa. W sumie nic nie mam przeciw Zhou; wolę jego posąg niż gdyby park "ozdobił" jakiś Mao.
Gdyby nie zaporowa cena biletów, spędzałabym tam całe dnie :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.