blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2011-12-14

Swaty 相親

Moja chińska siostra załatwiła mnie na amen. Nie poprzestała na synu tej śmiesznej znajomej od zodiaków. Ba, nie poprzestała nawet na śpiewaku opery pekińskiej, który aktualnie mnie zadręcza telefonami, ofertami współpracy i innymi takimi. Zaaranżowała mi spotkanie z trzecim facetem, synem znajomej jej mamy, którego ona sama nawet nie zna...
Ale skąd się to bierze, ta, w dobrej wierze oczywiście, wyprawa krzyżowa, której celem jest wydanie mnie za mąż? Tu muszę Wam wyjaśnić, moi drodzy, jak w Chinach działa swatanie.
Wyobraźmy sobie młodą osobę, która skończyła się edukować. To ważne - w miastach bardzo rzadko rodzice/znajomi szukają partnerów dla osób, które jeszcze się uczą, bowiem wszyscy wychodzą z założenia, że nauka jest ważniejsza niż cokolwiek, a poza tym najpierw trzeba się ustatkować, a potem myśleć o zakładaniu rodziny. Swatami mogą być rodzice, znajomi rodziców, a także przyjaciele, którzy już się hajtnęli, wiedzą, czym to pachnie i chcą unieszczęśliwić również resztę świata ;) Mogą to być również wynajęte obce osoby, jeśli nasza własna baza się już wyczerpała. Młodzi spotykają się, jeśli się sobie podobają i jeśli ich pozycja społeczna tudzież oczekiwania materialne da się jakoś pogodzić, to po kilku miesiącach mamy już parę małżeńską. Przesadzam? NIE! To nie działa na zasadzie naszej randki w ciemno - myślimy, że się sobie spodobają, więc ich poznajemy, a potem zostawiamy samych sobie, żeby sobie porandkowali, pouprawiali seks czy na co tam mają ochotę. Celem swatów jest jak najszybsze zawiązanie węzła na szyi... pardon, małżeńskiego węzła, oczywiście. Czasem ci ludzie się naprawdę zaprzyjaźniają, zakochują, a potem biorą ślub, ale najczęściej wygląda to tak: skoro oboje jesteśmy singlami, skoro nasi znajomi/krewni dają nam gwarancję, że ta druga strona to żaden oszust/drań, skoro wiem, że masz stałą pracę/mieszkanie/jesteś płodny/masz w porządku rodziców, to się hajtnijmy, bo latka lecą, a zegar biologiczny tyka...
Tak więc rodzina chce nasz pożenić. Pasują nasze widełki dochodów, pozycja społeczna, tryb życia, grupa krwi, zodiak - co tam sobie wymyślimy. Rodzice obu stron + znajomi umawiają nas na spotkanie. Będzie to z dużym prawdopodobieństwem kolacja w jakiejś wypaśnej knajpie, podczas której obie strony będą bacznie obserwować zachowanie drugiej strony przy stole i pogłębiać wiedzę o wysokości dochodów jakoż i o planach na życie. Jeśli spodobamy się sobie nawzajem (z wyglądu, zainteresowania, pasje i tym podobne bzdety nie mają zazwyczaj najmniejszego znaczenia), podczas tego spotkania można się nawet wstępnie zaręczyć. Sednem więc jest szybkość i pewnego rodzaju gwarancja, że ta druga strona jest "pewna", bo przecież są znajomymi znajomych. Jak widać, jest to opcja przede wszystkim dla ludzi, którym się spieszy do zmiany stanu cywilnego, dla tych, którzy nie maja czasu ani ochoty na randki, na tworzenie więzi, zakochiwanie się, odkrywanie zalet i wad drugiej strony. Tutaj rzecz jest prosta: Ty jesteś sama, ja jestem sam, to może się spikniemy? Ba, ta forma wydaje się pasować nawet młodym ludziom w XXI wieku! Chociaż zakochiwanie się i znajdowanie sobie partnera na własną rękę nie jest już teraz, jak w dawnych Chinach, zabronione, ogromna część społeczeństwa nadal wierzy, że takie małżeństwa są bardziej stabilne niż te oparte na uczuciach. Bo przecież tutaj wiemy to, co jest najważniejsze: że on będzie w stanie mnie i dziecko utrzymać. Że ona urodzi mi dziecko i będzie zmywać i przymykać oko na późne powroty z "pracy"...
Pojadę więc do Kunmingu na pięć dni przed wylotem do Polski. W pierwszy dzień odpocznę, w drugi dzień ten od zodiaków, w trzeci dzień ten od opery, a w czwarty ostatni. Piątego dnia będę mogła się spakować i zrobić loterię z nagrodami: który zostanie wylosowany, dostąpi zaszczytu odwiezienia mnie na lotnisko...
Najgorsze jest, że moja siostrzyczka kompletnie poważnie twierdzi, że mnie w przyszłym roku wyda za mąż. Pewnie nie chce dopuścić, żebym została kobietą-resztką...

2 komentarze:

  1. No! Nie kombinujo, nie wymyślajo, nie wybrzydzajo i jest ich 1.3 miliarda sztuk.

    OdpowiedzUsuń
  2. :D A my wybrzydzamy i dlatego jestesmy niewaznym panstewkiem w Europie :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.