blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2011-10-23

rodaczki 老鄉

Zawsze po trzech lekcjach w przedszkolu mam półtorej godziny na dostanie się do centrum, do podstawówki, w której mam zajęcia wieczorem. W dziewięciu przypadkach na dziesięć zatrzymuję się po drodze w Banna Cafe, miłej kawiarence przy skrzyżowaniu dwóch mocno ruchliwych ulic (przy jednej z nich jest położona moja szkoła). Zatrzymuję się tam, bo jest jasno, dają dobrą wodę z cytryną, mają darmowe WiFi i miłą obsługę. Oprócz tego mają tam tony białasów, ale zazwyczaj nie zwracam na nich uwagi - bo i po co?
Tym razem ledwo zsiadłam z roweru, usłyszałam język polski. Dwie podróżniczki siedziały przy stoliku i zaśmiewały się do łez, co "zrobiło mój dzień" (dlaczego po polsku tak się nie mówi??!!) i sprowokowało mnie do podejścia.
Dwie godziny później byłyśmy już razem na kolacji. Wreszcie mogłam się podzielić moim ulubionym dajskim grillem przy rynku i tymi dziwnymi rzeczami, których normalni ludzie nie jedzą. Ryba w dwóch odsłonach nie jest wprawdzie specjalnie szokująca

ale już taki móżdżek wieprzowy zapiekany w liściach banana

kwiat banana, czy chociażby cynaderki na ostro - to są przekąski, na które nie każdy się skusi. My tak. WRESZCIE! Odkąd Kaja wyjechała z Kunmingu, nie mam się z kim nacieszać wszystkimi możliwymi paskudztwami. Jakaż radość mnie ogarnęła, gdy wszystkie "paskudztwa" zostały sprzątnięte do czysta i tym razem to nie była tylko moja zasługa!!!

To był miły wieczór. Stąd następnego dnia kolejna przemiła kolacja, a później dwugodzinne spotkanie w herbaciarni, w MOJEJ herbaciarni - to znaczy u przyjaciółki przyjaciółki córki pani Wang (ach ta chińska sieć znajomości!), gdzie mogę się czuć jak u siebie...

Mówienie o Jinghongu, o tutejszym jedzeniu, o różnych śmiesznostkach - to dla mnie ogromna satysfakcja i przyjemność. Przyjeżdżajcie, do jasnej cholery, bo miliard informacji się ze mnie WYLEWA!!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.