blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2011-09-18

owoce 水果

W miedzyczasie w Chinach byl Dzien Nauczyciela (12.09) i Swieto Srodka Jesieni (tym razem 14.09), skutkiem czego mialam dlugi weekend. W Dzien Nauczyciela dzieci dla mnie spiewaly i mowily wierszyki tudziez opowiadaly historie, a potem zesmy sie obzerali.
Spiewanie patriotycznych piosenek mnie niespecjalnie bawi, za to jedna historia zwalila mnie z nog. Ten oto szescioletni przystojniak
opowiedzial historie o wilku.
"Byl sobie las, a w nim mieszkal bardzo zly wilk. Gdy juz zjadl wszystkie zwierzatka w lesie, zrobil sie straszliwie glodny. I wtedy nagle przykical zajaczek. Ujrzawszy zajaczka wilk sie zaczail. Koniec". Nauczycielka probowala wybadac, czy aby na pewno historia nie ma puenty, ale dzieciak z uporem twierdzil, ze juz skonczyl :D
Dodatkowy efekt obchodzenia dwoch swiat to cala masa zarcia - bo w to drugie swieto ludzie obdarowuja sie nawzajem owocami i ciastkami ksiezycowymi. Moja bambusowa lawa zostala ozdobiona w ten sposob:
Dlaczego lawa? Bo w kuchni mi sie owoce nie pomiescily...
Lubicie owoce? Ja na przyklad nie umiem tu przezyc dnia bez pomelo i meczennicy jadalnej (marakuja), a o mojej milosci dozgonnej do bananow to juz chyba nikomu mowic nie musze. Tak, tak, przenioslam sie do Jinghongu za chlebem... Ale tak naprawde to przez ananasy... papaje... mango... kokosy... liczi... longany... dzekfruty... Nie mniejsza miloscia darze tez jagodziany rambutany, po chinsku zwane uroczo „rudymi pigulkami” 紅毛丹. Sprobowalam rowniez owocu, ktory po chinsku wabi sie „owocem zoltkowym” (蛋黄果), a z braku polskiej nazwy moge podac co najwyzej lacinska - Pouteria campechiana. Gdyby ta nazwa znana mi byla wczesniej, nigdy bym sie nie skusila :P Owoc calkiem przyjemny. Ale wole owoce flaszowca siatkowatego (tez mi nazwa, po chinsku wabi sie „owoc krowiego serca” 牛心果) – gruba, nieprzyjemna skora ukrywa ziarenka podobne do kukurydzianych, ale czerwonawe, wypelnione slodkawym miazszem – bardzo orzewiajace :) Smaczne sa tez owoce pigwicy, ktore po chinsku wabia sie wdziecznie owocami ludzkiego serca 人心果. Pierwszy raz od pobytu na Tajwanie regularnie jadam pitaje (ohydna nazwa, wole chinska: owoc ognistego smoka 火龍果).
Na Tajwanie modna jest odmiana z bialym miazszem, tutaj modna jest wersja kostarykanska, ktorej miazsz jest rozowy – a plamy po prostu nie schodza, wiec trzeba uwazac ;) Jak rok dlugi mozna sie nimi cieszyc. Wiec sie ciesze - zwlaszcza, ze to wszystko rosnie w okolicy i ceny sa dosc przystepne :D
Dodajac do tego wszystkiego jablka, gruszki i inne „zwyczajne” owoce – mam wrazenie, ze jeszcze nigdy w zyciu nie jadlam tyle witamin dziennie.
Salatki owocowe to moj najukochanszy posilek (a na zupe jest banan). Nie moge sie doczekac, gdy od Kropka dostane w prezencie urodzinowym wyczekany blender – w ogole przestane jesc cokolwiek poza koktajlami owocowymi...

4 komentarze:

  1. żyć nie umierać. szczególnie te banany mnie kuszą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiedziałam, że smoczy owoc ma jakąś polską nazwę. Ale też uwielbiam. I pomelo też. Rambutanów nie lubię, bo "drewno" z pestek mi przywiera do miąższu. Wolę "smocze oka." I jackfruity. I gruszki, co wyglądają jak jabłka. I mango! I tego pomarańczowego melona.
    Pyyyycha! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. jak mnie denerwuje drewno, to je zjadam razem z miazszem :D banany... bananow jest kilka odmian, jest jedna, ktora smakuje jak miod, a miazsz jest ze trzy razy gestszy niz w "naszych" bananach... Kocham te owocki!

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.