blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2011-09-15

Menghan 勐罕

Położone niedaleko miasta wojewódzkiego Xishuangbanna, Jinghongu, miasteczko Menghan 勐罕 jest równie często nazywane „Groblą Oliwną” 橄榄坝 Mekongu. W zasadzie lepiej powiedzieć, że Grobla Oliwna to nazwa chińska, a Menghan to transkrypcja tradycyjnej nazwy dajskiej, pisanej w oryginale dajskimi robaczkami, a nie chińskimi znakami. Dajska nazwa znaczy mniej więcej „zawijać” – zgodnie z legendą kiedyś przybył tu Budda; żeby sobie nie upaskudził stóp, ludzie rozpostarli na drodze materiał, który po przejściu Buddy zwinęli i zachowali jako relikwię – stąd nazwa. Jest to miasteczko bardziej dajskie niż chińskie, co zresztą jest częste w tym regionie. Ludzie powiadają, że Xishuangbanna można porównać do zielonego pawia, a Wzgórze Oliwne do pawiego ogona. W związku z tym można śmiało powiedzieć, że wybrawszy się do Banna nie odwiedzić Menghan to głupota i niedbalstwo. Całe szczęście, większość białasów o tym nie wie, bo w Lonely Planet o tym miejscu nie jest napisane nic poza tym, że można tu spędzić noc w domostwie Dajów. Fakt, domostwa te są szczególne, co widać na załączonym obrazku.
Parter dawniej był pozostawiony dla zwierząt gospodarczych, prawdziwe życie zaczyna się na pierwszym piętrze bambusowych pałaców. Dziś zwierzęta zostały zastąpione przez motory – bardzo praktyczny garaż, ale ja i tak cały czas się zastanawiam, czy 80-letni staruszkowie też muszą biegać po schodach...
W pobliżu miasta znajduje się Jezioro Smoczej Cnoty, nad które dotrzeć nie chciałam, gdy zobaczyłam zdjęcia w folderach i ilość samochodów na parkingu. Wolałam połazić po świątynkach buddyjskich, których tu dostatek, ponacieszać się palmami kokosowymi, bananowcami,
pomelowcami, mangowcami, drzewkami lichi, palmami betelowymi i innymi takimi. Poza tym spacerując po wiosce miałam okazję odkryć, że ten styl budownictwa to tutaj żaden skansen – nowe domy są budowane w ten sam sposób, nawet jeśli bambus zastępują współczesne surowce.
Z dawien dawna Menghan jest spichrzem Jinghongu – to stąd pochodzi wyżywienie mieszkańców mojego miasta. Mamy więc tu przewagę rolników, którzy na swój los nie bardzo narzekają, nazywając to miejsce „krainą rybą i ryżem płynącą” (ryba i ryż u Chińczykow to prawie jak mleko i miód u nas). Jest jeszcze jeden powód, dla którego mieszkańcy nie narzekają – ponad ¾ tutejszej ludności to mniejszość Dai, a oni potrafią cieszyć się życiem. Prawie ¼ to zaś mniejszość Hani, a oni też do pesymistów nie należą. W takiej sytuacji niedobitki Hanów niewiele mogą zaszkodzić. Ja im się zresztą nie dziwię, gdyby w Polsce średnia rocznych temperatur wynosiła 22 stopnie, też byśmy byli zadowoleni z życia... I słońca tu dużo...
Wracając do tematu, miasteczko piękne, a ludzie mili – i wcale nie zadzierają nosa tylko dlatego, że są ważni historycznie. Tutejsi Dajowie mają bowiem własne pismo, a jako że rejon jest mocno buddyjski, buddyjskie skrypty wypisywali, i to już setki lat temu, na palmowych liściach. Do dziś zachowało się prawie pięć tysięcy zabytków – liście były doskonale zakonserwowane. Z tego powodu przyjeżdżają tu badacze i opisują liściasty fenomen.
Poza tym ciekawostką regionu jest, że choć prawie wszyscy tu wyznają buddyzm, jest też w okolicy jedna wioska chrześcijańska.
Wracając do buddystów – punktem pielgrzymkowym jest niewątpliwie świątynia Manting ze swoją ponadpięciometrową białą stupą i wielką statuą Buddy. Niestety, akurat podczas mojej wizyty świątynia i przyświątynny park zamknięte były na cztery spusty, przed bramą można sobie było co najwyżej zrobić zdjęcie z biednym małpim niemowlęciem albo pawiami na łańcuchach... Szkoda – bo po pierwsze tutejsza statua Buddy jest największa w regionie, a po drugie najstarszy z budynków świątynnych, Pawilon Recytacji Ksiąg Buddyjskich (誦經閣), został wybudowany już w VII wieku!! Jest więc to jeden z najstarszych zachowanych zabytków w okolicy.
Weszłam za to do innej świątyni, ciekawego miksu tajsko-chińskiego. Jest to Starożytna Świątynia Buddyjska Manchunman (曼春满古佛寺). Manchunman to nazwa dajskiej wioski, w której świątynia jest położona, w wolnym tłumaczeniu jest to "Wioska sadzenia kwiatów". Najstarsze dane o świątyni pochodzą z XII wieku, później oczywiście była wielokrotnie przebudowywana.
I ukradłam im banana, a co!

2 komentarze:

  1. i słusznie! (że banana)
    ładnie tam, zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  2. przyjezdzaj :) jest wolna kanapa ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.