blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2010-09-26

reklama spoleczna cd


Nie wolno po jezdni jezdzic na deskorolce.
BTW: dopiero teraz dowiedzialam sie, ze po chinsku deskorolka to tez jest samochod (車) ^.^

2010-09-20

nowy Li Bai 新李白

Gadałam z Jednym Krzykiem Ptaka, pierwszy raz od dawna. Zakochałabym się, gdyby nie był... sobą. Jesteśmy umówieni na jakieś żarcie i, oczywiście, pingponga. Pytam, co będzie robił w czasie Święta Środka Jesieni (to już za kilka dni). Mówi, że będzie sam (chlip, chlip). Pytam, gdzie się podzieje jego dziewczyna. Pojedzie do domu. No to proponuję, żeby przylazł, bo w innym wypadku będzie sam jadł w trakcie mocno rodzinno-przyjacielskiego święta, "tęskniąc za domem ze spuszczoną głową". To ostatnie to cytat z mocno znanego wierszyka Li Baia:
床前明月光
疑是地上霜
举头望明月
低头思故乡。
(Tutaj zapraszam po anglojęzyczne tłumaczenia)
Generalnie chodzi o to, że facet widząc poświatę księżycową na łóżku, ma wrażenie, że to szron. Gdy wznosi głowę, podziwia księżyc, a gdy ją spuszcza, tęskni za domem.
Chwile po zacytowaniu przeze mnie tego wierszyka, którego zresztą nauczyłam się właśnie od Jednego Krzyku Ptaka, stworzyliśmy bardziej pasującą do realiów wersję:
回家独自忙
中秋进厨房
一个人吃饭
低头思故乡。
Czyli: po powrocie do domu samotnie się krzątam, w środek jesieni wchodzę do kuchni, w pojedynkę spożywam posiłek, tęskniąc za domem z opuszczoną głową...
Jeśli do tej pory nie wiedziałam, za co Jeden Krzyk Ptaka uwielbiam, to już wiem.

2010-09-18

oswajania czesc kolejna


Moje studia to "nauczanie chinskiego dla barbarzyncow", czyli: jak prowadzic zajecia z jezyka, ktory dla studentow nie jest jezykiem ojczystym. Sa to studia magisterskie i wlasnie dlatego trafili tu najprzerozniejsi ludzie. W mojej klasie jest naprzyklad 40letni Koreanczyk ozeniony z Chinka, Tajowie i Wietnamczycy, ktorzy skonczyli tu licencjat, stypendysci z rozmaitych stron itp. Oprocz tego jest jeszcze klasa tubylcow - ucza sie w zalozeniu tego samego, bo sa na tym samym roku i na tym samym kierunku, ale poniewaz sa Chinczykami i nasze zajecia bylyby dla nich nudne, maja swoja wlasna chinska klase. Okazji do spotkania i poznania sie nie mamy zadnej - nie ma ani jednych zajec laczonych, co uposledza obie grupy, ale z polityka uczelniana sprzeczac sie nie bede.
Na czas calej tej akcji telewizyjnej, kiedy grupka laowaiow musiala kursowac miedzy uczelnia i telewizja, nie puscili nas samopas, a chinskim zwyczajem przyporzadkowali nam dwoch chinskich studentow do opieki. Poznalam sie z nimi, polubilam i sadzilam, ze na tym sie to skonczy, bo przeciez nadal nie mamy zadnej okazji sie spotkac. Tymczasem wlasnie dzis jeden uratowal moj humor, a drugi - honor.
Czulam sie fatalnie. Mniejsza o powody - w kazdym razie, kiedy sie zwloklam z lozka, bylo juz prawie poludnie, a mnie sie nawet nie chcialo pojsc nigdzie na obiad, wiec wyladowalam w stolowce. Nie, zeby byla jakas wypasna, ale jest tanio, blisko i calkiem smacznie, wiec niech im bedzie. Wpadlam na malego Zhanga (ten chudy), zagail, dosiadlam sie do niego i jego kolegow, zaprosili mnie na meczyk badmintona. Dziesiatka ludzi, granie na zmiane, pogaduchy. Nic w stylu: alez TY dobrze po chinsku mowisz. Po prostu gadanie o sporcie, o szkole, o facetach i kobietach :) Bylo zaczepiscie, bardzo mi brakowalo sportu zbiorowego i wlasnie takich ludzi od rozmow o niczym i od smiechu :) Humor zostal uratowany.
Wracam z boiska badmintonowego (chyba przy kazdej uczelni w Chinach jest ich duzo; Chinczycy uwielbiaja badmintona! I ja tez zaczynam lubic), marze o kapieli. Caly dzien slonce przygrzewalo, wiec powinna byc ciepla woda. Guzik! Nie ma. Zrezygnowana przekrecam drugi kurek. Dupa. Dzika plaza, pustynia. Zero wody, nawet do splukania kibla, a co dopiero do porzadnego umycia spoconego, smierdzacego, europejskiego ciala. A ja jeszcze wieczorem mam plany... Ratunku! Dzwonie do drugiego (maly, gruby), A-Penga i mowie:"wczoraj twierdziles, ze jesli bede miala jakikolwiek problem, mam do Ciebie dzwonic. Wiec dzwonie. W naszym akademiku nie ma wody". Przychodz - mowi. A chwile potem - wiesz, my mieszkamy w meskim dormitorium, wiec Cie nie wpuszcza, zaraz do Ciebie zadzwonie, na pewno cos wymysle. Chwile pozniej umawia sie ze mna na kampusie. Przyszedl z obstawa i mnie zaprowadzil do uczelnianej lazni publicznej. Drogie cholerstwo - 4,5 yuana (okolo 2 zl), ale za to woda ani czas nie sa racjonowane. Hurra! Idziemy, idziemy, a mocno zarumieniony A-Peng prosi - prosze, nie mow nikomu na uczelni, ze poszlas ze mna do lazni....
Zaczyna mi juz byc dobrze ^.^

2010-09-16

powody, dla ktorych nie lubie akademika

1) trzeba wracac przed 23.30 albo wcale,
2) ciepla woda jest dostepna tylko w sloneczne i cieple dni
3) nie mozna gotowac
4) sa stada karaluchow
5) nienawidze lozek pietrowych, a tylko takie sa dostepne
6) internet beznadziejnie chodzi
7) biurka sa zaprojektowane dla drobniutkich Chinczykow, a nie dla Europejczykow tak ogromnej postury jak ja :P
8) mam dzisiaj zly dzien wiec wszystko mnie drazni...

2010-09-11

nie ma jak pompa!

Zgodnie z obietnicą:

Jak powstał Wietnam?

Dawno, dawno temu, Chiny obejmowały cały świat. Nie były tylko jego pępkiem, co dla każdego Chińczyka jest oczywiste, ale po prostu władały wszystkim pod niebem. Oczywiście, wiemy też, że Chiny zawsze zamieszkiwane były przez różne grupy etniczne, między innymi przez plemię Nan Yue, które mieszkało na terenach od dzisiejszego Kantonu aż po Wietnam (po chińsku Yue Nan). Razu pewnego plemię to, choć używało pisma chińskiego i korzystało z dobrodziejstw opieki cesarskiej, zaprotestowało i stwierdziło, że różni się od Chińczyków wystarczająco, by utworzyć własne państwo, na terenach dzisiejszego Wietnamu. No dobrze, rzekł cesarz, przecież was nie przypilnuję, jak chcecie państwo, to je sobie stwórzcie (ależ dobrotliwy staruszek!), ale jak je nazwiecie? Nan Yue oczywiście, od nazwy naszego ludu - rzekli buntownicy. No dobra, rozumiem, że chcecie mieć taką nazwę, ale jeśli tak się nazwiecie, to jaką mam gwarancję, że w krótkim czasie nie wchłoniecie tych olbrzymich terenów, na których mieszka plemię Nan Yue? Na to pozwolić nie mogę. Odwróćcie znaki, nazwijcie się Yue Nan, a każdy członek waszego plemienia, któremu w Chinach jest źle, będzie mógł do was pojechać, ale Wy do chińskich terenów praw mieć nie będziecie. I tak powstał Wietnam.
Ergo: tak naprawdę Wietnamczycy są Chińczykami.
Trzeba było widzieć miny połowy moich wietnamskich współstudentów, gdy pan od kultury chińskiej to opowiadał :D

rozumiem 懂事


当你说我们都很自由
gdy mowisz, ze jestesmy wolni
我知道你要你的自由
wiem, ze chcesz swojej wolnosci
当你说爱情没有对错
gdy mowisz, ze w milosci nie ma poprawnie i zle
我不会再问什么
nie pytam, o co Ci chodzi
不用说不用想不用愁
nie musisz mowic, myslec, martwic sie
因为我一定会懂
bo ja na pewno zrozumiem
你总会提醒我
zawsze mi przypominales
你最喜欢懂事的我
za najbardziej we mnie lubisz to zrozumienie

当你说你觉得很难开口
gdy mowisz, ze ciezko Ci przychodzi rozmowa
我知道你想说些什么
ja wiem, co chcialbys powiedziec
当你说还是觉得我很难得
gdy mowisz, ze jestem rzadkim skarbem
我应该微笑或沉默
nie wiem, czy sie smiac, czy zmilczec

是我一直太懂事
to przez to, ze zawsze rozumialam zbyt dobrze
任你自由地犯错
pozwolilam Ci na wolnosc popelnienia bledu
错到无法再让你
bledu tak wielkiego, ze juz nie moge Ci pozwolic
留在我的世界
pozostac w moim swiecie

是我选择了懂事
to przez to, ze wybralam rozumienie
而你的回应是放纵
a Ty w odpowiedzi przekroczyles granice
我会冷静看着你
wiec bede spokojnie patrzyc gdy Ty
离开我的世界
bedziesz opuszczac moj swiat.

2010-09-10

czasem slonce, czasem deszcz

Dzisiaj deszcz, a konkretnie burza. Z piorunami. Potokiem na ulicach. Spodniami mokrymi po uda. I z widokiem, ktory mi to poniekad wynagrodzil. To korytarz szkolny:

2010-09-09

wielka slawa to zart :D

nie wiem, po raz ktory ten cytat laduje na blogu, ale za kazdym razem ma chociaz drobne odniesienie do rzeczywistosci, wiec mozna mi wybaczyc ;)
W dwa tygodnie po przyjezdzie laduje w profesjonalnym studiu nagraniowym, w ktorym pod dyktando trzech mozno wyluzowanych rezyserow dzwieku (i zapewne cudotworcow) odspiewuje chinska piosenke ludowa. Jak juz wyczyszcza wszystkie falsze i inne takie, podobno mi to przesla, to wrzuce w siec z pomoca Najlepszej Informatyczki Swiata :>
Po co to spiewanie?
Po cholere - az sie cisnie na usta ;)
Yunnanska telewizja organizuje przedstawienie, w ktorym grupa laowaiow takich jak ja spiewa, tanczy, recytuje, ... i gotuje ;) Przy okazji wyslawiajac Yunnan na wieki wiekow. Zebrali nas po uniwerkach i kazali sie nauczyc ekhm choreografii (jesli tak mozna nazwac smetnie snujacych sie po scenie Birmanczykow, klaszczacych w takt Ody do radosci ^.^). Nie no, zartuje, nie wszystkie numery sa straszne...
Poubieraja nas. Podobno bedziemy sliczni. Na przyklad nasza trojka Polakow zostanie ubrana w stroje z opery pekinskiej i bedziemy je dumnie prezentowac. Ja zaspiewam te piosenke ludowa, co to spiewam ja zawsze jak trzeba zaspiewac cos chinskiego w towarzystwie ekhm mezczyzn (czy jak facet trzepocze rozowym wachlarzem i kreci pupcia nadal jest facetem?), kumpela bedzie robic za Motyla i w ogole Mazowsze zlozone ze skosnych byloby tak samo zabawne :D
Ja to sie zawsze wkrece w cos glupiego...
PS. Wlasnie mi przyszlo do glowy, ze wlasciwie powinnam zmienic tytul na "nie ma jak pompa", bo tez pasuje, ale nie chce mi sie zmieniac pierwszego akapitu. Kunming jest leniwy... :D

2010-09-07

chiński szpital

Zdarzyło mi się dziś pójść do chińskiego szpitala. Nie, nie bójcie się, nic mi nie jest. Jako TŁUMACZ. Kumpela miała problem, a nie dałaby rady się dogadać. W takich sytuacjach wkracza Supertajfun ;)
Pojechałyśmy do "szpitala robotniczego", bo blisko i polecony przez nauczycielki. Szok pierwszy: karty zdrowia pacjenta to trzeba sobie kupić w sklepie koło szpitala, bo przecież szpital nie będzie za to płacił. Kupiłyśmy. Dostałyśmy numerek do lekarza. Numerków w naszym szpitalu były dwa typy: zwykły i niezwykły. Różniły się ceną (niezwykły był dwa razy droższy), ale gdy zapytałam, czym POZA cena się różnią, recepcjonistka zamyśliła się głęboko i odrzekła, że w zasadzie niczym. Wzięłyśmy tańszy - kosztował około złotówki.
Lądujemy na trzecim piętrze, bo tam przyjmują ginekolodzy - bo problem był właśnie tak delikatnej natury. Szok drugi: lekarka przyjmuje cztery pacjentki naraz, a w pokoju oprócz tego znajdują się dwie praktykantki i jedna piguła. Drzwi wejściowe są otwarte na oścież. Nie, nie bójcie się - pierwszy pokój nie jest zaopatrzony w fotel, tutaj tylko jest zbierana historia choroby, szybko i bezboleśnie, acz aintymnie. Po wywiadzie, kiedy już wiadomo, jakiego typu badanie trzeba zrobić, lekarka wystawia rachunek, który trzeba uiścić w kasie na innym piętrze i dopiero z kwitkiem, że uiściłeś, umieszcza Cię na fotelu.
W pokoju badań łącznie z tłumaczem było również pięć do sześciu osób w porywach, ale to jeszcze nic: ogromne, niczym nie przesłonięte okna naprzeciwko budynków mieszkalnych spowodowały, że obie parsknęłyśmy z bezradnego rozbawienia...
Badanie trwało chwilkę, podobno nie było najgorzej, po czym z próbką zostałyśmy wysłane do laboratorium. Tu zdziwienie trzecie: kazali usiąść i poczekać na wyniki. Żadnego "proszę przyjść za dwa tygodnie" itp. Pięć minut później wynik badania w postaci pieczątki z nazwą choroby został przybity na kartce, a my wróciłyśmy do pani doktor.
Pani doktor zobaczyła wynik, przepisała lekarstwa i wysłała nas na dół. Zdziwienie trzecie (choć ja akurat zetknęłam się z tym już na Tajwanie, więc mój szok był mniejszy): od razu płacisz za lekarstwa i ich odpowiednia ilość jest wydawana na miejscu, a nie sam się błąkasz po aptekach. Przy czym szpital jest zaopatrzony i w leki chińskie, i w europejskie - w zależności od przekonań lekarza i pacjenta można wybrać tryb leczenia zgodny z medycyną chińską, europejską albo łączoną.
Wróciłyśmy, lekarka zaordynowała jak przyjmować leki, wskazała dzień badania kontrolnego i w ten właśnie sposób po półtorej godziny od przyjścia, bez porannej rejestracji itp. było po wszystkim. Jeśli się okaże, że ta kuracja zadziała, będę sławić chińskie szpitale na wieki. Brak intymności? Trudno! Ale za niewielkie pieniądze i w niespotykanie krótkim czasie, bez umawiania się tygodnie wcześniej można BEZ UBEZPIECZENIA, w PAŃSTWOWYM SZPITALU rozwiązać problem...

2010-09-04

reklama spoleczna

Pamietacie ze starych, dobrych czasow reklamy spoleczne na chocby zapalkach (dziecko+zapalki=pozar)? W Chinach opakowania zapalek sa za male, zeby na nich polegac. Jesli reklama spoleczna, to na scianie. Duzej scianie. Duzymi krzakami. Co jakis czas trafiam na cuda takie jak to:

Czytanie w trakcie chodzenia nie jest bezpieczne
Bede umieszczac regularnie, obiecuje :)

2010-09-02

仟和骨頭王火鍋餐廳 gorący kociołek na kościach


Przyznaję się bez bicia. Wróciłam do Chin z powodu żarcia. Wszyscy ci, którzy wrócili z jakichś innych powodów są... dziwni.
Zabieram po kolei moich różniastych przyjaciół na rozmaite jedzenie. Nadal odkrywam zupełnie absurdalne miejsca, co to w ogóle beznadziejna jestem, że wcześniej ich nie odkryłam.
I się obżeram.
Dziś na przykład odkryłam, że na całym cudownym świecie nie ma cudowniejszej potrawy niż szpik. Kości ugotowane w przepysznej zupie, z pododawanymi oczywiście kiełbaskami, tofu, warzywami, grzybami... Ale śmietanką śmietanki jest właśnie to:

Wprawdzie potem stolik wygląda jak pobojowisko,

ale kocham - KOCHAM - właśnie tak jeść :)