blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2009-11-30

Rewers

Okrzykniety najlepszym polskim filmem roku.
Ze niby slodko-gorzka zabawa konwencja i wysmakowany dowcip, inteligentna zabawa, bla bla.
Jak na komedie kiepskie, jak na kino noir problem zbyt nijaki i zle powiedziany. Byly momenty. Jak na najlepszy polski film roku - troche malo.
No dobra. Ten film jest tak nijaki, ze az mi sie nie chce o nim pisac :P

2009-11-27

zly dzien? 今天不太好嗎?

那, 看這部短片. 我已經好多了:) To sobie obejrzyj. Mnie pomoglo :)
http://www.youtube.com/watch?v=Cbk980jV7Ao

tykwa pyta 葫蘆問

Mam znajomych, ktorych uwielbiam za kuchnie, poczucie humoru, sci-fi, koty, Azje i gry. To w skrocie. Oczywiscie, niekoniecznie w tej kolejnosci i oczywiscie wymienilam tylko najwazniejsze czynniki, ale...

Gry to sposob na budowanie przyjazni, spedzanie czasu przyjemnie, niekoniecznie z alkoholem i calkowicie bez innych podniet typu telewizor. Jest to cos, co sie milo wspomina, a poza cokolwiek topornym chinczykiem, ktorego i tak kocham, istnieja przeciez gry rewelacyjne, takie jak poznany przeze mnie u nich Dixit (opis na stronce nie oddaje grozy wyzierajacej z niesamowitych obrazkow na kartach).

Kiedy ostatnio u nich bylam, nakarmili mnie i napoili, a kiedy juz posadzili, wyciagneli gre. Krzaczasta. Tajwanska. Dzika!! Nie do konca sa chinskojezyczni, a nadzieja w ich oczach mnie rozbroila do reszty (juz nie mowiac o tym, ze mi weszla na ambicje!) i przeszukalam internet, zeby cos o niej znalezc. Tak na szybko cos tam pokojarzylam zasady, ale... Szczerze? Wedlug tych zasad, co to je wyciagnelam z rekawa to ta gra raczej nudna jest. Dlatego poszperalam na temat "Tykwa pyta" (bo tak sie gra nazywa) i prostuje na blogu niescislosci :)


Mamy sobie plansze:

Jest na niej 47 obrazkow, ulozonych po slimaczku. Kazdy obrazek ma swoja pare - sa dwa konie, dwaj flecisci, dwa tygrysy itd. Osamotniona jest tylko postac w samym srodku - Wielki Bogacz (大富翁 - jest to rownoczesnie druga nazwa tej gry). To on jest naszym celem. Rzucamy wiec kostkami i w ruchu przeciwnym do wskazowek zegara poruszamy sie po slimaczku az do bogacza. Kostki sa dwie (zupelnie jak bramki, hihihi!), wiec wszystko powinno byc proste i szybkie, ale nie jest! Problem polega na tym, ze ilekroc staniemy na nowym polu, tylekroc musimy sie przeniesc na jego "brata blizniaka". I to obojetne, czy jestesmy na poczatku czy na koncu (to wlasnie to male sprostowanie ^.^)! Tylko wyrzucenie idealnej liczby oczek tuz przed Wielkim Bogaczem daje nam mozliwosc bezbolesnego zakonczenia...
Gra jest tajwanska, chociaz niesc wiesie, ze pochodzi z Quanzhou. Popularna w latach 40-50, przez jakis czas byla grywana potajemnie (!) Dlaczegoz to?
I tutaj bardzo ladne rozwiazanie zagadki, dlaczego sie wabi "tykwa pyta". Nadepniecie na kazda z postaci mialo powodowac powiedzenie nastepnej czesci wierszyka - tak jakby kazdy rysunek mial swoj "opis", scisle z rysunkiem zwiazany. Byl to mily i latwy sposob uczenia dzieci jezyka minnanskego (czasem zwanego tajwanskim). Tykwa sobie pytala, a dzieci sie uczyly poprawnej wymowy...
Ja jednak uwazam, ze i bez mowienia gra jest zaczepista :) Wlasciwie to w takim chocby Xiamenie tez powinno sie ja dac kupic, hmmm... ;)

2009-11-26

CJ7 長江7號


Nie, nie pomylilam sie. Nie chodzi mi o jeepa i w srodku wcale nie ma byc myslnika :P Chodzi o film. Jako, ze w Wiki znajdziecie go bez problemu, nie bede opisywac szczegolowo, o co chodzi.

Jest sobie komedia familijna z akcentem sci-fi. Akcent sci-fi wyglada jak resztki dmuchawca nalozone na zielona plazme, jak widac na zalaczonym obrazku. Ale zaczelo sie od tego, ze ja wcale nie wiedzialam, ze to cos to bohater najbardziej kasowego filmu w Chinach w 2008 (no, troche przesadzilam, ale niewiele :P)! Po prostu dostalam kiedys breloczek i tak juz zostalo. Nosilam go, dopoki mi sie nie rozwalil (tfu, chinszczyzna niedorobiona...), nie majac pojecia, ze jestem "modna". Bo jego sie nosi. Kupuje dzieciom. Gra w gry z nim w roli glownej. To paskudztwo wabi sie 七仔, co na wlasny uzytek przetlumaczylam sobie "siodmy miot".
Razu pewnego MPBL zapytal, skad wzielam ten breloczek i czy naprawde az tak mi sie ten film podobal... Skonczylo sie na tym, ze dzieki PPS spedzilismy uroczy wieczor, ogladajac film dla dzieci.
Akcja prosta: robotnik z synem, na nic go nie stac, ale zapewnia synowi dobra edukacje, a w szkole wszystkie dzieci maja fajne zabawki. Nagle w domu zjawia sie kosmita - wlasnie ten stworek, jest chlopcu przyjacielem, pomaga mu w lekcjach itd. Oczywiscie dzieciak robi sie cool itd.
Male zaskoczenie: ryczalam w trakcie tego filmu jak dziecko, chociaz dobrze wiedzialam, ze sie dobrze skonczy. Ja nie wiem, jak oni to robia, Ci Chinczycy zakichani!
A raczej: juz wiem. Po prostu do komedii/filmu familijnego nie wsadzono swiata idealnego. On i Ona nie sa i nie beda razem z powodu roznic spolecznych. Zabawa ojca i syna to zatlukiwanie karaluchow mieszkajacych pod blatem, wsytylizowane na Bruce'a Lee zreszta :P Pracownicy na budowie pracuja w zabezpieczeniach, ktore ich przed niczym nie chronia. Cos takiego to nawet z pewna przyjemnoscia mozna obejrzec. I to mimo zartow zdecydowanie grubianskich, ktore tez sie zdarzaja (ohydny nauczyciel...).
Breloczek mi sie zepsul. Juz nie pamietam tego filmu dokladnie. Ale niektore sceny mi w glowie zostaly - a to jak na polroczna przerwe i tak calkiem niezla reklama. Jesli bedziecie mieli ochote pocwiczyc chinski - polecam :)

2009-11-18

Dzien Tajwanski

Od dzis mamy w Katedrze Bliskiego i Dalekiego Wschodu sale tajwanska. Hurra! Z tej okazji impreza - troche opowiesci, troche zachety do studiowania TAM, troche jedzenia, troche muzyki...
A ja zaparzylam sobie herbate. Czarnosmocza oczywiscie, bo przeciez Tajwan. I oczywiscie z calym ceremonialem, bo po to pracowalam w herbaciarni, zeby teraz nauczac. Jak dostane zdjecia, pokaze :) A jak nie dostane zdjec... To wiecie, ja bardzo chetnie bede parzyc dla Przyjaciol i Krewnych Przyjaciol, i Przyjaciol Krewnych Przyjaciol...
Ten dzien byl okrrrropny z wielu innych wzgledow. Ale milo sie bylo znow wcisnac w qipao, milo bylo znow z rozmachem otworzyc czarki do wachania herbaty (聞香杯) i spic napar z malenkich czarek do picia (品茗杯). Milo bylo opowiadac o rzeczach potrzebnych do parzenia, o zwyczajach zwiazanych z czestowaniem, o slodkim smaku... Wyspowiadac sie z tej tesknoty, ktora mnie pozera ostatnio coraz bardziej... Smak Tajwanu to smak herbaty czarnosmoczej, to smak herbaty z perelkami, to smak okonomiyakow na nocnym targu, to smak kawy z cieplej puszki prosto z automatu... To slodkie parowki i miesne ciastka... To Tajwan, Tajwan moj jedyny!
Teraz, kiedy juz mam porownanie, wiem, co bym wybrala...

今天我們東方文化系舉行“臺灣日”的活動。 我們終於有臺灣教室 (除了中國, 日本, 韓國等教室之外)。活動包括好多節目, 有演講, 有跳原住民舞蹈的機會, 有吃的, 還有喝的。喝的是什麼呢? 就是烏龍高山茶。誰來泡呢? 就是白小颱茶藝師哈!
希望我弄的錯誤不大……
謝謝你們讓我泡茶! 是我最喜歡的休息方式 ^.^

2009-11-15

Chinczyk

Wczoraj wieczorem przyjmowalysmy w willi salwatorskiej kolezanke, ktora wlasnie wrocila z Nepalu. Przywiosla n giga zdjec, wiec wici zostaly rozeslane i wieczorem zebralo sie tu calkiem spore stadko. Zupelnym przypadkiem zadzwonila K. Mowi, ze chciala wpasc, ale ze jest wypruta, wiec idzie spac. Smoczyca kusi: beda zdjecia z Nepalu.
K. - fajnie, ale ja naprawde padam na ryjek
S. - i pizza tez bedzie :)
K. - rewelacja, ale ja nie jestem az tak glodna (zawsze jest glodna)
S. - no ale przyszlabys....
K. (po chwili zastanowienia) - a bedziemy grac w chinczyka?

Tak. Mniej wiecej od dwoch lat odwiedzajacy sa nie tylko karmieni, ale tez zmuszani do rozgrywek w niesmiertelna gre mojego dziecinstwa. Co gorsza, wiekszosc tych osob te gre uwielbia! Oczywiscie, nienawidza tej gry pechowcy (kumpel sprawdzal, czy na kostkach aby na pewno sa szostki ;) ) i ci, ktorzy sa za dorosli, zeby grac. Ale my - dzieci z ulicy K. - gramy przy obiedzie, podczas robienia kolacji i zawsze, kiedy szukamy wymowki, zeby razem posiedziec i sie posmiac :)
Oczywiscie, gra trafila do nas, gdy juz chorowalam na chinska grype - jakies poltora roku temu. Kiedy ja przywiozlam, Arcyprzebrzydle Wspollokatorki patrzyly na mnie podejrzliwie i z politowaniem. Ja im jednak wytlumaczylam, ze to jest metoda malych kroczkow - jak juz polubia chinczyka, to moze dojrzeja do tego, zeby polubic Chinczykow ^.^
Chinczyk jest stary, spracowany, ale wiernie nam sluzy. I wlasciwie jedyny problem, jaki sie w zwiazku z nim pojawil to - jak na chinczyka mowia Chinczycy?
Jak wiemy (a jak nie wiemy, to od czego mamy wikipedie?), nazwa "chinczyk" wystepuje tylko w Polsce, a i to tylko w niektorych rejonach/grupach wiekowych. Reszta nazywa te gre "Czlowieku nie irytuj sie", co jest w zasadzie dokladnym tlumaczeniem nazwy niemieckiej. W wersji znanej obecnie gra faktycznie pochodzi z Niemiec, acz wywodzi sie z czasow niemalze basniowych, a i z bajkowego kraju - Indii. Znana i lubiana przede wszystkim w Europie i Stanach Zjednoczonych (grac w nia chcial nawet osiol ze Shreka ^.^), czy Chinczycy w ogole cos o niej wiedza?
Tak!
Gra ta po chinsku nazywa sie 飛行棋, czyli latajace pionki. Jest to zwiazane z nieco odmiennym wygladem planszy - ma ona ksztalt lotniska czy czegos takiego, a pionki niby maja udawac samoloty. W pierwowzorze nie uzywalo sie kostek do gry, tylko "kola fortuny" z szescioma cyferkami - co sie wykrecilo, to sie szlo. Reszta zasad pozostaje ta sama :)
Tak, tak... dzieckiem w kolebce kto grywal w chinczyka ten mlody pojedzie na Tajwan...
你們知不知道在波蘭文當中“飛行棋”叫做"中國人“? ^.^

:)

Wlasnie mi zjadlo bardzo, bardzo dlugiego posta. Pisalam o tym, jak dobrze, ze przyjechala juz moja Tajwanska Mlodsza Siostrzyczka, ze oddalam cudzych kursantow w wiekszosci, ze zycie wraca do normalnosci, ze lubie uczyc, ze zarazam bakcylem chinskiej grypy, ze swiat bylby piekniejszy z profesjonalnym czajnikiem utrzymujacym wlasciwa temperature wody przy parzeniu herbaty, ze kupowanie woka w Polsce to porazka, ze moj luby jest osiol, ze mi nie przyslal wlasnie tych sprzetow, ze...

No i wlasnie tyle z tego zostalo.

Nic to.

Zapraszam wszystkich na Dzien Tajwanu, ktory obchodzic bedziemy w najblizszy wtorek (17.11.2009) w Katedrze Bliskiego i Dalekiego Wschodu przy ulicy Gronostajowej (tzw. dupa swiata) w godzinach 11-18, a w ramach ktorego bedzie mozna cos zjesc, wypic herbate (parzona wlasnorecznie przeze mnie!) i posluchac o tym, jak cudowny jest Tajwan :)

I na tym skoncze, bo sie boje, ze z czystej zawisci blogger mi znowu zezre posta...