blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2009-04-28

troche o polityce

Jaka jest droga Chinczyka do sukcesu?
Po pierwsze: musi byc bardzo dobrym uczniem. W podstawowce maksymalna ilosc punktow i z matmy, i z chinskiego (czyli tzw. 雙百). Ale dopiero, gdy za dobrymi ocenami podaza wzorowe zachowanie, uczen dostaje czerwona bandane, ktora nosi dumnie na szyi. Nie ma uczniow, ktorzy taka bandane wepchneliby do kieszeni z lekcewazeniem - moze dlatego, ze gdyby to zrobili, juz nigdy nie mieliby w szkole "wzorowego".
Tak im mija szkola, a potem studia. Na studiach wprawdzie nikt im czerwonych chustek nosic nie kaze, ale nadal staraja sie miec wzorowe zachowanie i rewelacyjne oceny. Dlaczego? Bo pod takimi warunkami przyjmuje partia.
No dobrze - tylko po cholere im partia? Czy im naprawde zalezy na polityce? Czy naprawde w to wszystko wierza?
Niektorzy tak. Na przyklad MPBL jest zagorzalym marksista.
Wiekszosc nie.
Czyli pytanie "po co?" jest jak najbardziej uzasadnione. Po to, moim mili, zeby znalezc prace.
Obserwujemy chinski cud gospodarczy - ale musimy zdac sobie sprawe, ze przecietny chinski absolwent uniwersytetu zaraz po obronie ma duze szanse zostac bezrobotnym. Dobre oceny pomagaja, ale nie wystarczaja. Ale oceny, ktore byly wystarczajaco dobre, zeby partia cie przyjela - to juz zupelnie inna sprawa! Poza tym, partia nigdy nie zostawia na lodzie swoich czlonkow. Nie dosc, ze pomoga ci znalezc prace, to jeszcze nie tak latwo ja stracisz - niewielu przedsiebiorcow zaryzykuje wylanie partyjnego.
No tak, ale skoro nie wierza w sprawe, to jak niby zostaja zweryfikowani? Przeciez nie przez same oceny?
Pewnie, ze nie. Proces przyjmowania czlonkow jest dlugi i bolesny. Po pierwsze: masz ukonczone 18 lat. Piszesz aplikacje, w ktorej podajesz wszystkie zmyslone powody, dla ktorych chcesz sie do niej dostac. Prawda jest smutna: malo kto chce isc do partii z milosci ojczyzny/checi poswiecenia calego zycia na budowanie dobrobytu narodu chinskiego. Ale jesli napiszesz, ze chcesz dostac dobra prace... Taka postawa nie jest godna czlonka partii! Wiec niestety wszyscy klamia :P Wyznaczony czlonek partii zostaje twoim opiekunem. To znaczy sprawdza, jakim jestes studentem i dostaje od ciebie listy milosne, o ktorych za chwile. Tak wiec: jestes wzorowym studentem. Takim, ze nie oblewa egzaminow i nie olewa zajec. Takim, ze kiedy wyznaczony do opieki nad toba czlonek partii bedzie wypytywal o ciebie kolegow, nie uslyszy ze nikt cie nie lubi, bo jestes samolubnym draniem. Masz reprezentowac partie, dlatego maja cie lubic - a przynajmniej nie nienawidzic. Twoj opiekun bedzie to sprawdzal dluuuugo. W ciagu tego roku sprawdzania musisz napisac list milosny - opisac swoje zycie, doswiadczenia, poglady itp. Jesli wszystko jest w porzadku, dostajesz sie do "partyjnej szkolki", gdzie ucza praw i obowiazkow (zwlaszcza tych drugich). Szkolenie trwa rok, ty w tym czasie piszesz nastepny list milosny, a opiekun tymczasem sprawdza juz nie tylko twoje stopnie, ale rowniez postawe obywatelska, miejsce pracy, rodzine i tzw. zaplecze polityczne. Pierwszy odsiew nastepuje przy stopniach, ale nastepne punkty sa co najmniej rownie istotne. Jesli chodzi o rodzine - na przyklad mieszance nie moga sie dostac do parii; rodzice musza byc Chinczykami. Jesli gdziekolwiek pojawiaja sie zwiazki z Falun Gong czy innym ruchem wyzwolenia Tajwanu, rowniez nici z partii. Jesli przez to wszystko przejdziesz pomyslnie, zaczynasz sie przygotowywac do pelnienia funkcji czlonka partii. Czyli: uczestniczysz w zebraniach, chociaz nie masz prawa glosu. Zachowujesz sie, jak na czlonka partii przystalo. I tak dalej. Po roku znow oddajesz opiekunowi list milosny - i tym razem wreszcie cie przyjmuja. W dziewiecdziesieciu dziewieciu przypadkach na sto jest to czysta formalnosc. Trzeba popelnic spore wykroczenie, zeby cie odrzucili. Z okazji przyjecia musisz wypelnic ten wniosek.
Zostajesz czlonkiem. Co to oznacza w praktyce? Masz prawo glosu (musisz uczestniczyc w zebraniach) i placisz skladki :) Kwoty sa dosc smieszne - dla studenta stawka to 1.2-2.4 yuana (okolo zlotowki) miesiecznie, a dla osoby pracujacej 3 promile dochodow. Biorac pod uwage, ze rowniez te zebrania odbywaja sie tylko, gdy dzieje sie cos waznego (czyli kilka razy do roku mniej wiecej), nie jest to specjalne obciazenie (jesli sa to spotkania organizowane przez na przyklad firme, odbywaja sie mniej wiecej raz w miesiacu, w godzinach pracy). A przeciez mimo to spora czesc ludzi nie spelnia tych dwoch podstawowych obowiazkow. I tak: jesli trzykrotnie opuscisz zebranie, wydalaja cie z partii. Jesli 6 miesiecy nie uiscisz skladki czlonkowskiej, takoz. Ale, jako ze wysokosc skladek jest niezbyt wysoka, czestokroc kolega z partii uiszcza za ciebie :) No chyba, ze naprawde chcesz wystapic z partii. Wtedy piszesz list niemilosny. Konsekwencje ponosisz ty sam i cala twoja rodzina. Czyli: zadne z twoich dzieci nie bedzie mialo okazji wstapic do partii.
Podsumowujac: poza tym, ze proces rekrutacyjny trwa trzy lata, tak naprawde nie musisz sie specjalnie poswiecac, zeby do tej partii wstapic. Czlonkostwo nie jest specjalnie uciazliwe. Czy w takim razie tlumy nie pchaja sie drzwiami i oknami?
Pchaja sie. Statystycznie na kazdych 5 Chinczykow przypada jeden partyjniak. A przeciez dzieci do 18 roku zycia nie sa w partii, wiec prawdopodobienstwo wpadniecia na ulicy na takiego partyjnego rosnie... Inna rzecz, ze w pieciu przypadkach na dziesiec czlonkostwo jest dla nich tylko kluczem do znalezienia pracy, a nie jedyna sluszna droga. Dlatego wlasnie tak istotne sa dobre oceny. Mozesz nie byc calym sercem oddany sprawie - partia to zrozumie i wybaczy. Ale musisz swoim zachowaniem dawac przyklad. Inni patrzac na ciebie maja wiedziec, ze wstapienie do partii to przywilej, ze dane jest to tylko najlepszym z najlepszych.
Na czym polega problem?
Choc procedura wygladac powinna wlasnie tak, czesto dzieje sie inaczej. To znaczy: jesli jestes dobrym studentem/ pracownikiem, w pewnym momencie podejdzie do ciebie nauczyciel/szef, zeby zaproponowac ubieganie sie o czlonkostwo. I wtedy sie wylewa zupa pomidorowa - bo jesli nawet nie chcesz, to odmowa jest obraza. Jesli osmielisz sie odmowic, juz zawsze bedziesz na swieczniku. Bedziesz ostatnim branym pod uwage w kwestiach awansu. Bedziesz ostatnim branym pod uwage przy czymkolwiek. Bo nie jestes dobrym Chinczykiem.

5 komentarzy:

  1. Tyyyy... to on Cię musi kochać, że aż strach, żeby skazywać potencjalne dzieci na życie poza Partią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze to ujelas: MUSI :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Joanna W1/5/09 19:44

    Bardzo ciekawy tekst. Ale czy aby na pewno nie przyjmują do KPCh Chińczyków posiadających obywatelstwo chińskie, choć mają jednego rodzica-cudzoziemca? Wydaje mi się, że obywatelstwo samego kandydata jest tu sprawą kluczową...
    No i nic straconego nawet dla Ciebie, do partii swego czasu wstąpiło co najmniej dwóch cudzoziemców: George Hatem i Israel Epstein, choć to zamorskie diabły, ale przyjęli obywatelstwo ChRL. Czego się z miłości nie robi - czy to do marksizmu, czy do marksisty;))

    I jeszcze jedno - z tym co piątym Chińczykiem w partii to przesada, na szczęście. Gdyby tak wielu spełniało te kryteria, o których tak interesująco piszesz, to niewątpliwie partia by się pochwaliła. Oficjalnie w 2007 roku KPCh liczyła nieco ponad 73 miliony, więc raczej 5 procent a nie co piąty.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszej dobrej zabawy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zarowno informacje o co piatym Chinczyku, jak i te o mieszancach, wyludzilam od jednego ze swoich nauczycieli. Pierwsza bezmyslnie wpisalam - przeciez na zdrowy rozum biorac, gdyby co piaty Chinczyk mogl nalezec do partii, to nie bylaby ona taka ąę. Ale jesli chodzi o druga rewelacje, to akurat ten temat drazylam dlugo i bolesnie. Facet zajmuje sie wlasnie przyjmowaniem listow milosnych i "wstepnymi egzaminami" - i powiedzial, ze poza zupelnie absolutnie wyjatkowymi sytuacjami, informacja o tym, ze jeden z rodzicow nie jest Chinczykiem, powoduje automatyczne wykluczenie i obywatelstwo nie ma tu nic do rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy5/5/09 19:58

    Droga Natalio!

    Z wielka przyjemnoscia czytam Twe obserwacje z 'terenu' ;) Ach, ta retrospekcyja... Czy Tobie rowniez zlozono 'propozycje'? Studencka ksiazeczka, to moze zaledwie poczatek?

    Pozdrowienia z Austrii!
    Monika

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.