blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2009-04-06

chiński teatr - czeski film ^.^ 中國戲劇


Jakoś w połowie marca wybrałam się do teatru. Nie jestem żadną ąę, tak samo lubię wypady na karaoke. Ale w szkole darmowe bilety dawali, więc stwierdziłam, że warto skorzystać, zwłaszcza że scena tuż za rogiem mojej ulicy. Nawet nie zapytałam o tytuł. Wyszłam z założenia, że i tak większości nie zrozumiem, więc...
A tytuł to "我的西南聯大" czyli Mój Zrzeszony Narodowy Uniwersytet Południowozachodni. Czyli ten uniwersytet. W skrócie: kiedy niedobrzy Japończycy najechali Chiny, zacne grono profesorskie (studenckie zresztą też) z Pekinów i innych takich zamiast bagnet na broń wzięła nogi za pas. Najpierw pojechali do Changsha, potem wynieśli się na najdalszy zachód, czyli do Kunmingu mojego ulubionego. Tu starali się wprowadzić zachodni model - liberalny, niezależny politycznie, z daleko posuniętą wolnością. Udawało im się, dopóki się nie pogniewali na Chiang Kai-sheka i nie zaczęli współpracować z komunistami - bo wtedy zamiast modelu zachodniego dostali model sowiecki ;) Gruzy dawnego Zrzeszonego Uniwersytetu stały się podwalinami współczesnego Yunnan Normal University 雲南師範大學.
Sztuka o 知識份子 czyli wykształciuchach. Co powinni robić - współpracować z Japończykami czy nie? Iść na front czy prowadzić wojnę słowną? Co począć wobec Amerykanów? Te dylematy stoją przed członkami jednej rodziny, a właściwie - mieszkańcami jednego hmmm siheyuanu 四合院. Wygrywają chińskie wartości, ale ginie syn, a córka wychodzi za mąż za Amerykanina ;) Oczywiście, patriotyzm bije po oczach.
Sztuka jak sztuka. Aktorzy... hmmm... część to dopiero studenci i było to po nich widać ;) Ale nie potrzebowali mikrofonów i doprowadzili mnie do płaczu na sam koniec.
I właśnie o tym chciałam... Bo, szczerze mówiąc, nie spodziewałam się nawet, że zrozumiem mniej więcej treść. A przecież zrozumiałam. Zrozumiałam, weszłam w historię i się wzruszyłam. Takie małe dwa zwycięstwa - moje nad chińskim i chińskiego teatru nade mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.