blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2009-03-14

Ty Chen Shimeiu ty!... 你是個陳世美 :P

Chen Shimei to taki niby chinski Casanova. Tylko, ze po pierwsze Casanova wslawil sie iloscia, a Chen Shimei tylko perfidia, a po drugie jest cala masa mezczyzn, ktorzy sie ciesza jak dzieci, gdy sie ich do Casanovy porowna, a nie ma chyba ani jednego Chinczyka, ktory chcialby zostac nazwany Chen Shimeiem.
Historia zaczyna sie niewinnie: uboga rodzina Chen Shimeia (陳世美) i jego cudownej zony Qin Xianglian (秦香蓮) wychowuje dwojke dzieci i zajmuje sie rodzicami malzonka, starymi i niedoleznymi. Chlop nie wytrzymal nerwowo i stwierdzil, ze jest biedny, ale nie glupi, i ze czas najwyzszy przystapic do egzaminow cesarskich. Zaczal sie przygotowywac, a to oznacza, ze odtad wszystkie obowiazki spadly na glowe zony. Ona jednak z poswieceniem utrzymywala dom, majac nadzieje, ze gdy maz wroci po zdanych (oczywiscie!) egzaminach, zrekompensuje jej to zarowno emocjonalnie, jak i materialnie. Ze to drugie nie bylo dla niej najwazniejsze, widac bylo chocby po pozegnaniu: On mowi, ze wroci, gdy tylko obejmie jakies sensowne stanowisko po zdanych rewelacyjnie egzaminach, a Ona na to - wracaj szybko, bez wzgledu na to czy zdasz, czy nie, bo cala rodzina bedzie za Toba tesknic...
Trzy lata minely. Chlopa ani widu, ani slychu. Wybralaby sie zonka do stolicy, zeby sprawdzic, czy w ogole na te egzaminy dotarl, czy tez zostal pozarty przez wilka podczas przeprawy przez ciemny las... Ale stolica daleko, koszt podrozy ogromny, a tu jeszcze tesciami sie trza opiekowac i dzieci odchowac. Malo tego: po strasznej suszy nadszedl glod, a z nim i choroby. Wysprzedala wszystko, co miala, by leczyc tesciow i dzieci. Nadszedl jednak dzien, gdy wszystko zawiodlo - starsi ludzie odeszli na zawsze, a ona za ostatnie zaskorniaki wyprawila pogrzeb. Przez mysl jej nie przeszlo, ze maz to skonczony skurczybyk; przeciwnie, miala nadzieje, ze zdal egzaminy, ze dostal prace - i ze po prostu jest zbyt zajety, zeby odwiedzic dom rodzinny. Ze gdyby wiedzial, ze cierpia nedze, gdyby wiedzial, ze rodzice zmarli - na pewno by wrocil...
Razu pewnego, gdy wyszla na zebry, spotkala sasiada. Wlasnie wrocil ze stolicy i stwierdzil, ze widzial tam swojego dawnego kumpla, Chen Shimeia. Och, czyli on zyje! Ucieszyla sie zona. Chwile pozniej sasiad zgasil usmiech na jej twarzy - tak, zyje i miewa sie dobrze. Bardzo dobrze. Nawet swietnie! Bo niby jakze sie ma miewac ziec cesarza??!! Jak sie okazalo, facet faktycznie mial leb nie od parady - nie tylko zdal egzaminy, ale zdal je tak dobrze, ze cesarz ofiarowal mu cesarstwo i pol ksiezniczki... ekhm... to znaczy, swoja corke mu ofiarowal i stolek gdzies na samej gorze tej piramidy wladzy...
Spakowala wiec kobita tobolki i razem z dziecmi ruszyla do stolicy. Nawet jesli nie zeby nastukac baranowi, to przynajmniej prosic, aby sie zaopiekowal WLASNYMI dziecmi. On, ujrzawszy malzonke z dziecmi, przyjal ich z otwartymi ramionami? NIE! To byloby zbyt proste! Wyrzucil ich, oczywiscie, za drzwi. Bo ktoz by chcial wkurzyc cesarza faktem, ze sie zatailo malzenstwo zawarte przed poslubieniem jego corki? I ktoz by chcial zamienic siekierke na kijek? Stracic wszystko, nic nie zyskac - no na to ten wyksztalciuch nie mogl sobie pozwolic.
Ale zona nie w ciemie bita, zobaczywszy lektyke pierwszego ministra, zatrzymala ja padajac na kolana i blagajac o sprawiedliwosc. Minister probowal zalatwic sprawe po dobroci - to znaczy wyslal kobitke do meza w przebraniu spiewaczki. Ona zaspiewala ich wlasna historie i zamiast wzruszyc kamienne serce meza, zostala przez niego dosc ostro spacyfikowana. Malo tego: gdy juz ja, pobita, wygnal z palacu, naslal na nia zawodowego morderce. Ten oczywiscie nie mogl zabic niewinnej kobiety z dziecmi, a ze nie mogl sie tez przyznac do niepowodzenia misji, popelnil samobojstwo, Qin Xianglian natomiast ruszyla do niezaleznego sedziego Bao Gong. Jak bardzo byl iezalezny - i jak sprawiedliwy - widac po wyroku. Mimo pozycji ziecia cesarskiego, Chen Shimei zostal skazany i sciety.
Dzis, wskazujac niestalego faceta, ktory by najchetniej zmienial kobiety jak rekawiczki, mowi sie do niego wlasnie tak, jak w tytule :)
我非常喜歡這個故事. 就是因為一般來說在封建社會女人沒有什麼權利. 男人能隨便讓她折磨, 她卻都不可以反應. 但是在這個故事結果是公平的. 陳世美的死刑給我的正義感帶來快樂 :D 希望每一個喜新厭舊的男人看過這個故事之後會先想再做. 你們千萬不要傷害女人, 了解嘛??!!

2 komentarze:

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.