blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-10-13

Mandian Waterfall 曼典瀑布

Wycieczke-smy sobie zrobili nad slynny xishuangbanski wodospad. Pogoda do kitu, ale towarzystwo (ze wspominalam) mile, wiec niestraszne nam byly znoje wszelakie :)
Po dluuuuuuugiej podrozy po calkowicie moim zdaniem nieprzejezdnych drogach wiejskich trafilismy do wsi, z ktorej ruszyc do wodospadu nalezalo. Ze niby blisko, poltorej godzinki perpedesem, i ze kierowca "taksowki" na nas poczeka.
Idziemy.
Wioseczka mila, dobrze zaopatrzona w zywnosc.
Na schodach (gory w Chinach zawsze sa zaopatrzone w schody. Tylko dzikusy chodza lesnymi sciezkami) spotkalismy milego Chinczyka, ktory poinformowal nas, ze ta droga nie da rady dojsc do wodospadu. Pytamy dlaczego, on mowi, ze droga zablokowana. Nie wierzymy, bo juz nie takie historyjki nam wciskali Chinczycy. Pytamy jednak, co powinnismy zrobic. On na to, ze chetnie nas zaprowadzi inna droga do tego wodospadu. Mowimy, ze nie mamy pieniedzy. On mowi, ze zaprowadzi nas za darmo. Terefere, myslimy sobie, wiedzac, ze po takiej gadce w polowie drogi nam powie, zebysmy oddali aparaty fotograficzne i wszystkie pieniadze, albo juz nigdy nie zobaczymy naszych rodzinnych stron. Grzecznie dziekujemy i kontynuujemy wedrowke.
Coraz wiecej blota. To dobry znak, bo dzieki temu wiadomo, ze zblizamy sie do rzeki. Pierwszy obrazek, ktory zobaczylismy po dojsciu do rzeki, to stado dzikiego drobiu wedrujace w gore rzeki. Idziemy za nimi (sa tutejsze, wiec na pewno wiedza, co robia). Ku naszemu zdumieniu po dojsciu do zakretu drob wskoczyl do rzeki i zrobil sobie splyw w ekstremalnych warunkach (rzeka przybrala po dwudniowej ulewie).
Pokladalismy sie ze smiechu z racji absurdalnej sytuacji, az czekalismy, czy nie podejda znowu, zeby sobie urzadzic darmowa zjezdzalnie :D
Idziemy. Sciezka blotnista, ale sympatyczna.
Idziemy. Jestesmy juz upackani jak nieboskie stworzenia.
Idziemy.
Droga zablokowana...
Wiecie, co jest nagorsze? Dopoki szlismy pod gore, bylo jeszcze w miare wygodnie. Kiedy zaczelismy zlazic...
No wlasnie. Tak wygladalismy po :)

Moze i nie widzialam Mandian Waterfall, ale bawilam sie swietnie :)

No i mam nauczke - nastepnym razem ide z kims miejscowym, kto wie, ktore drogi dzialaja...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.