blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-10-30

przedegzaminacyjnie 考試之前

Wiedzialam, ze juz za chwile bede musiala przysiasc i zaczal naprawde rzetelnie zakuwac. Wiecie, to ten idiotyczny chinski zwyczaj urzadzania egzainow w srodku semestru, jak gdyby te koncowe nie wystarczaly... Wiedzac, ze ten i przyszly tydzien beda przekichane z racji 4 egzaminow, w ostatnia niedziele poszlam sie bawic. Dokad? Do mojej swiezej przyjaciolki, WT: W jej mieszkaniu urzadzilismy sobie wyzerke, jakich malo - potrawy hunanskie, wiec wypalajace morde na wylot - jesli cos nawet nie mialo trzykrotnie przekroczonego dopuszczalnego stezenia chilli, okazywalo sie, ze w srodku jest kilogram 花椒 huajiao - syczuanskiego pieprzu, ktory pozostawia calkowicie zdretwiale usta... Tym niemniej bylo pyszne - i ta ryba, i wolowinka z papryka, i fasolka z kukurydza podsmazane z lekka nutka pikanterii ;) Na miejscu okazalo sie, ze ja tez mam cos zrobic. No to popelnilam salatke z sosem vinaigrette - czosnkowym, zeby sie mdla nie wydala po tych wszystkich specjalach. Zarlismy dlugo. Ze trzy godziny. Byla nas piatka; wydawalo sie, ze nie zdolamy tego wszystkiego wmlocic - a jednak :D Tutaj musze sie pochwalic. Otoz: jak wszyscy wiedza, Chinczycy nie jadaja surowych warzyw. Tylko pomidory - ale to dlatego, ze traktuja je jak owoce i dekoruja nimi torty (bleeee...). Ja wiem, ze pomidor to jagoda, ale na torcie?...W kazdym razie, gdy powiedzialam, ze przygotuje salatke, miny Chinczykom zrzedly... Oczywiscie, sa wystarczajaco uprzejmi, zeby nie protestowac, zwlaszcza, ze sami chcieli poznac jakis polski smak. Ale... No, powiedzmy, ze tylko z uprzejmosci nabrali salatki w paleczki... Dziwnym trafem trzy godziny pozniej z salatki zostaly jakies nedzne resztki, a moi wspaniali przyjaciele zazadali ujawnienia przepisu :D Odrzeklam, ze nie powiem, bo jak beda juz znali przepis, to nastepnym razem mnie nie zaprosza... ;)




Potem w zasadzie chcialam wrocic do domu. No bo co ja bede robic z banda Chinczykow caly wieczor, kiedy nie bedzie juz mozna udawac, ze nie nie mowi tylko dlatego, ze ma sie mordke wypelniona strawa? Juz nie mowiac o tym, ze stresujaca obecnosc nauczyciela chinskiego mowionego powodowala polykanie wiekszosci pomyslanych slow... No ale mnie nie puscili - i dobrze, bo zaczelismy grac w karty :D A gry karciane to ja akurat lubie... prawie tak jak chinczyka :D


Nie opowiem zasad, bo do dzis nie jestem ich pewna. Ale nie zawsze przegrywalam, a czasami nawet wygrywalam! A ten, kto przegral, mial rysowana na czole kreske - nawet jesli sie probowal wybronic):

Pod koniec wieczoru bilans wygladal tak:
Mialam tylko dwie kreski! Nie jest to najlepszy wynik, bo zarowno WT, jak i Nauczyciel maja po jednej, ale reszta i tak byla ode mnie slabsza :D Wiecej szczescia niz rozumu?

考試之前要好好休息, 對不對? 要不然頭腦就不工作啊... 那, 上個星期天我去朋友家放鬆一下. 我們先一起做飯. 我沒有WT那麼厲害, 她很會做反, 我卻只做了一種波蘭莎拉. 但是大家很客氣, 每一個人都嘗試了我做的東西, 他們也不敢不吃. 味道大概沒有那麼不好喔! 因為莎拉差不多被吃光了 ;)

以後我們一邊聊, 一邊打牌. 好玩喔! 到現在我還不太清楚那個玩的規則, 但是還是蠻好玩啊 :D 我也沒有輸了, 所以也不會吃苦 ;) 好牛啊!! :D:D:D:D 每一次失敗者前額上面獲勝者畫了一條線. 在一個朋友的前額半個小時以後就有"王"字 ;) 幸運地不是我... :D

我玩得很開心. 有吃得飽. 謝謝大家 :)

這個星期呢... 必須努力...必須加油... 下個星期要四門考試... :(



2008-10-29

turniej pingpongowy :) 乒乓球比賽

Uwielbiam, kocham grac w pingla. No po prostu jak gram, to mam banana na ryju, tak mi dobrze. Adrenalina, wygibasy, refleks, strategia, wszystko naraz. I jeszcze sobie pogadac z przeciwnikiem mozna, a czasem i sie posmiac...
Moich dwoje ulubionych partnerow to Japonka, ktora sie nazywa jak piwo :) Bowiem w wersji chinskiej jej imie czyta sie Qingdao - tak jak najslawniejsza chinska marka...
Oraz Francuz (!) Alain
Sporadyczne miewam innych wspolgraczy; jednak ta dwojka bije wszystkich na glowe. Alain w trakcie gry tanczy, a gdy kilka razy pod rzad pilka nie wejdze w stol pelnym rozpaczy glosem pyta 為什麼??!! czyli DLACZEGO??!! Qingdao natomiast mowi - najpierw pocwiczmy, a minute pozniej, po pierwszej wygranej pilce stwierdza 好了, 開始吧 czyli dobra, zaczynajmy ;) Ja... no coz. Ja sie niczym nie wyrozniam. No, moze tylko tym, ze sie z nich niemilosiernie natrzasam... :D

就是我兩位同學, 日本女孩和法國(!)男孩. 他們都打得不錯, 跟他們打是個非常好玩的事情. 我太幸福了, 找到了對方就可以每一個星期打好幾個小時的乒乓球...

2008-10-25

婚誓 przysięga małżeńska

Piosenki o takim tytule nauczyłam się właśnie na lekcji śpiewu chińskiego.
Piosenka została napisana w 1957 roku na potrzeby filmu Pieśni miłosne na lusheng (蘆笙戀歌). Wedle tradycji mniejszości Lahu, miłość wyznaje się za pomocą instrumentu dętego o dźwięcznej nazwie lusheng (wygląda trochę jak fletnia pana, a trochę jak chiński sheng). Film jest oczywiście historią miłosną, a pieśni pojawiające się w trakcie to pieśni o miłości. Jedną z nich jest właśnie nasza przysięga. Jest to piękny duet, którego tekst przedstawia się tak:

女:
阿哥阿妹的情意长
好象那流水日夜响
流水也会有时尽
阿哥永远在我身旁

男:
阿哥阿妹的情意深
好象那芭蕉一条根
阿哥好比芭蕉叶
阿妹就是芭蕉心

男女:
燕子双双飞上天
我和阿哥(妹)打秋千
秋千荡到晴空里
好象燕子云里

男:
穿弩弓没弦难射箭
阿妹好比弩上的弦
女:
世上最甜的要数蜜
阿哥心比蜜还甜

男女:
鲜花开放蜜蜂来
鲜花蜜蜂分不开
蜜蜂生来就恋鲜花
鲜花为着蜜蜂开

Miłość kochanków jest wieczna jak woda.
Jednak strumień może wyschnąć,
a mój miły zawsze będzie przy mnie.

Miłość kochanków jest głęboka
Sięga tak głęboko jak korzeń bananowca
Kochanek jest liściem,
a kochanka sercem banana.

Jaskółki latają zawsze parami
Kochankowie wspólnie się huśtają
Huśtawka zaś wzlatuje do nieba,
tak jak jaskółki latają w chmurach.

Łuk bez cięciwy nie wypuszcza strzał.
Ma luba jest mą cięciwą.
Miód jest najsłodszą rzeczą na ziemi
a jednak serce mojego lubego słodsze jest niźli miód.

Kwiaty otwierają kielichy dla pszczół,
nie da się ich od pszczół oddzielić.
Pszczoły rodzą się, by kochać kwiaty,
a kwiaty istnieją, by się otwierać dla pszczół.

To tak w przybliżeniu, nie mam chwilowo czasu na bardziej literackie tłumaczenia, chciałam tylko, żebyście wiedzieli, o czym śpiewa ta para:

Wiecie... Kocham tę pieśń. Po pierwsze: wyznanie miłości nie wprost. Po drugie: ta melodia jest piękna. Choć została napisana na potrzeby filmu, wykorzystuje autentyczne zwroty melodyczne ludu Lahu. Po trzecie: uwielbiam duety. Co z tego, że to kicz? Miłość jest kiczowata! Po czwarte: idealnie pasuje do mojej skali ;)
A dla Was - bonus. Czyli film :)

ajaja...哎呀呀

No po prostu nie moglam sie powstrzymac. Ta nazwa mnie urzekla :) Dla niezorientowanych: te trzy znaki czyta sie ai ya ya - i po chinsku znacza one mniej wiecej to samo, co po polsku :D
可愛的名字 :D

2008-10-24

wizyta w Carrefourze


Brrr... ale najgorsze, że tego typu delikatesy są przez Chińczyków przebierane i wybierane bez żadnej krępacji brudnymi paluchami...

2008-10-23

prawdziwie chinska zupka chinska ;)




 No nie mogliśmy przecież odpuścić... One są naprawdę niezłe, te zupki :)

pieczony erkuaj 燒餌塊

 


Tuż po przyjeździe do Kunmingu zdecydowałam, że europejskie śniadania to sobie mogę jeść w Polsce. Tu będę się żywić po chińsku, zwłaszcza, że mieszkam przy jedzeniowej uliczce Yuanxi 园西路. Jedynym ustępstwem na rzecz Europy jest kawa - kupna, oczywiście, bo tak się składa, że naprzeciwko mieszkania mam nie tylko rozliczne śniadaniarnie, ale i sklep z napojami, m.in. kawą. Więc - idę do pani przy grillu, zamawiam śniadanie, idę obok po kawę i po chwili, z kawą w łapce, wracam po śniadanie, czyli po chińskie burrito.
Cóż to takiego? Placek ryżowy (erkuaj) opieczony na grillu, nadziany tak samo opieczonym youtiao i wysmarowany sosami. Sosów jest kilka: fistaszkowy, sezamowy, mięsny, ostry, z ostrego tofu... Ja zawsze wybieram te słodkie.
Placek na zdjęciu jest filetowy, bo został zrobiony z fioletowego ryżu, ale w sprzedaży są też białe. Placek ten w trakcie pieczenia puchnie, a gdy już oklapnie - nadaje się do jedzenia. Wysmarowany sosami i nadziany youtiao stygnie, a wtedy pewien Tajfun przeżywa orgazm kulinarny...
Oczywiście, narzuciłam sobie pewne ograniczenia. Za słodkie, zbyt sycące i zbyt tuczące, żeby tak jeść codziennie. Dobrze, że mam koło domu również baodzarnię i misieniarnię...Tak czy inaczej - jeśli będziecie kiedyś w Kunmingu, jest to tutejsza tradycyjna przekąska i jeden z moich prywatnych hitów. Polecam!

nowa kiecka :) 剛買的衣服 :)


No, kto wie, która to mniejszość etniczna tak się ubiera? :) Oprócz jednoosobowej mniejszości fiśniętych Tajfunów w Kunmingu... :D

2008-10-19

nowe znajome

Nareszcie! Wiecie, to było naprawdę dziwne uczucie; więcej znam tu obcokrajowców niż Chińczyków... Więcej Chińczyków znałam nawet w Krakowie. Ale nareszcie coś się zaczęło zmieniać, obiady, karaoke, basen itp. A wszystko dzięki jednemu z nauczycieli - dzięki, Czerwony Blasku!
Miejmy nadzieję, że teraz to już się jakoś potoczy ;)

2008-10-16

grrr

Jestem wsciekla... Znowu nie mam netu... A wlascicielka nie odpowiada... grrr... Ale za to dzis wreszcie pogralam w narodowy sport Chin; tuz obok szkoly jest sala pingpongowa, godzina za cztery kuaje, czyli troche ponad zlotowke, plus jeden kuaj za pingponga... kocham grac! I jeszcze towarzystwo mialam mile. I przystojne ;) Niestety, nie pokazalam sie od najlepszej strony. To znaczy, wszelkie plany matrymonialne legly w gruzach, bo zaden normalny facet, zobaczywszy mnie po godzinie gry w pingponga (czerwona, spocona, smierdzaca itp) nie bedzie chcial kontynuowac znajomosci... ;) Ale przynajmniej sobie pogralam :D
上不了网哦。。。气死我了! 而且房东不回答我的短信, 不知道何时会再有网络。。。
但也有好事: 我今天终于有机会打乒乓球。打一个小时的乒乓球就觉得放松又快乐。 打的时候我不由得笑, 我真很高兴!我对方的水平跟我的差不多, 所以我们两个玩得非常开心 :) 他是我的同学;他是法国人, 但他父母是华人。所以他是一个香蕉。。。我就是鸡蛋 ;)

2008-10-15

mistrzyni malarstwa tuszem 繪畫家

to ja :)
Tak, wiem, skromność to nie jest moja najlepsza strona. Ale jestem z siebie autentycznie dumna. Ja, która mam dwie lewe ręce. Ja, która z westchnieniem ulgi ukończyłam naukę plastyki w trzeciej klasie szkoły podstawowej, by już nigdy do niczego graficznego nie wrócić. Ja, która nie potrafię nawet porządnie zdjęcia zrobić. Ja, która mimo dobrych wzorców (ciocie malarki, genialny brat) NIGDY, ale to PRZENIGDY nie wyszłam poza rysowanie kotka, którego nauczyła mnie moja nie mniej kompetentna plastycznie rodzicielka... Zresztą... zobaczcie sami, jak wygląda mój kotek... dawno nie ćwiczylam, więc ma nierówny brzuszek, normalnie brzuszek jest okrągły...
Otóż właśnie ja po zaledwie jednej lekcji malarstwa tuszem jestem w stanie namalować krewetkę! I o tej krewetce nawet nasz nauczyciel powiedział, że 還可以 - czyli, w wolnym tłumaczeniu, znośnie... Oczywiście, pierwsze co zrobiłam to powysyłałam te krewetki do wszystkich moich Azjatów pytając czy oni też tak potrafią. I ku mojemu zdumieniu - nie potrafią! Do tej pory sądziłam, że wszyscy coś tam kaligrafować potrafią. Miałam to przeświadczenie nie z powietrza, tylko dlatego, że razu pewnego, gdy na Tajwanie poszłam do przyjaciółki, dzierżąc pędzel, ona od ręki wymalowała mi las bambusowy. W każdym razie, wracając do tematu, Chińczycy moi orzekli, że powinnam naprawdę się wziąć serio za malowanie, bo wydaję się mieć do tego talent... Ha! Może i moje kaligraficzne kropki i kreski są do bani, ale za to krewetki mam apetyczne :)
Zresztą, akurat wczoraj również moje kaligraficzne talenta zostały docenione... Mam w grupie jednego Francuza azjatyckiego pochodzenia (jest tak śliczny, że na jego widok zaczynam się robić głodna). Wczoraj przyszedł na pierwszą lekcję kaligrafii. Gdy zobaczył moje niezdarne bazgroły, zachwycił się i z szacunkiem spytał, czy mógłby je wziąć za wzór i trochę poćwiczyć. Łaskawie zezwoliłam, więc z namaszczeniem ujął kartkę i wrócił do stolika. Czas jakiś później nauczyciel podszedł doń i mu narysował wzorcowe kropki. Jednak Alan, zwracając moje "arcydzieło", powiedział mi w sekrecie, ze MOJE kropki mu się bardziej podobają... ;)

I jeszcze się nauczyłam wczoraj robić tryle na fletogruszce (tak naprawdę powinna się nazywać fletotykwą, ale ponieważ fletogruszka już się przyjęła, to niech jej będzie). I wibrato. I umiem już zagrać "Bambus o kształcie ogona feniksa pod księżycem" :)

2008-10-13

Mandian Waterfall 曼典瀑布

Wycieczke-smy sobie zrobili nad slynny xishuangbanski wodospad. Pogoda do kitu, ale towarzystwo (ze wspominalam) mile, wiec niestraszne nam byly znoje wszelakie :)
Po dluuuuuuugiej podrozy po calkowicie moim zdaniem nieprzejezdnych drogach wiejskich trafilismy do wsi, z ktorej ruszyc do wodospadu nalezalo. Ze niby blisko, poltorej godzinki perpedesem, i ze kierowca "taksowki" na nas poczeka.
Idziemy.
Wioseczka mila, dobrze zaopatrzona w zywnosc.
Na schodach (gory w Chinach zawsze sa zaopatrzone w schody. Tylko dzikusy chodza lesnymi sciezkami) spotkalismy milego Chinczyka, ktory poinformowal nas, ze ta droga nie da rady dojsc do wodospadu. Pytamy dlaczego, on mowi, ze droga zablokowana. Nie wierzymy, bo juz nie takie historyjki nam wciskali Chinczycy. Pytamy jednak, co powinnismy zrobic. On na to, ze chetnie nas zaprowadzi inna droga do tego wodospadu. Mowimy, ze nie mamy pieniedzy. On mowi, ze zaprowadzi nas za darmo. Terefere, myslimy sobie, wiedzac, ze po takiej gadce w polowie drogi nam powie, zebysmy oddali aparaty fotograficzne i wszystkie pieniadze, albo juz nigdy nie zobaczymy naszych rodzinnych stron. Grzecznie dziekujemy i kontynuujemy wedrowke.
Coraz wiecej blota. To dobry znak, bo dzieki temu wiadomo, ze zblizamy sie do rzeki. Pierwszy obrazek, ktory zobaczylismy po dojsciu do rzeki, to stado dzikiego drobiu wedrujace w gore rzeki. Idziemy za nimi (sa tutejsze, wiec na pewno wiedza, co robia). Ku naszemu zdumieniu po dojsciu do zakretu drob wskoczyl do rzeki i zrobil sobie splyw w ekstremalnych warunkach (rzeka przybrala po dwudniowej ulewie).
Pokladalismy sie ze smiechu z racji absurdalnej sytuacji, az czekalismy, czy nie podejda znowu, zeby sobie urzadzic darmowa zjezdzalnie :D
Idziemy. Sciezka blotnista, ale sympatyczna.
Idziemy. Jestesmy juz upackani jak nieboskie stworzenia.
Idziemy.
Droga zablokowana...
Wiecie, co jest nagorsze? Dopoki szlismy pod gore, bylo jeszcze w miare wygodnie. Kiedy zaczelismy zlazic...
No wlasnie. Tak wygladalismy po :)

Moze i nie widzialam Mandian Waterfall, ale bawilam sie swietnie :)

No i mam nauczke - nastepnym razem ide z kims miejscowym, kto wie, ktore drogi dzialaja...

2008-10-12

...讓我怕的一個故事... :(

我已經在這裡一個多月. 已經習慣了這裡的天氣, 這裡的菜, 這裡的生活方式. 慢慢開始交朋友.
我認識了一個男人. 有一次我在校園散步時他對我是"你好, 你會講中文嘛?". 我們聊聊天, 我給他自己的電話號碼.
第一個約會我們到高級的餐廳吃飯. 我們一邊吃一邊談我就發現他很有禮貌. 他很會跟女人講話; 一直對我很客氣, 讓我覺得很舒服. 他在雲大畢業了, 是生意人, 比較有錢的.
我們天天都寫短新, 他常常給我打電話. 我們會一起看電影, 一起吃飯, 一起散步...
有一次他下了半我們就見了面. 他想換衣服, 所以我們到他的地方去. 他給我看他的房子, 他的書什麼的. 以後他應該去換衣服. 但是他忽然開始親吻我, 拉我到他的臥室!!!!... 我逃跑了.
後來這個男人還敢對我說: "我不是你想像的壞男人". 他沒有說對不起, 沒有說明他怎麼會這樣...

我覺得嘛...可能中國男人覺得白種女人都很快就會和誰性交吧... 可能他覺得嫖妓太貴太麻煩了, 所以他就想要隨便追女友... 我不知道我應該怎麼想. 我只知道我現在怕. 我不敢給誰自己的電話號碼, 因為在這裡這算是很危險的. 陌生男人對我說話的時候我開始考慮他是不是只想要跟外國女人做愛. 這個想法不好, 但是這是無可奈何的事, 我現在不會相信別人...
以前我希望在這裡多認識一些新朋友, 可能會交男朋友... 現在我覺得這是辦不到的...
我的心痛...

najważniejszy zabytek Jinghongu

To oczywiście buddyjska świątynia Wat Bajie. Styl inny od chińskiego, ale też to jest świątynia dajska... Kolorystyka jak widać :) Nie wolno robić zdjęć. Ale my byliśmy poza godzinami szczytu, dzięki czemu nie natrafiliśmy tam na nikogo. No i udało się cyknąć fotkę... Te dwa małe światełka żarzące się w dole to zapalone przeze mnie trociczki. Dobrze mi się tam modliło, atmosfera sprzyjała kontemplacji...
Światło jest tam po prostu nieprawdopodobne, odżyłam po nieco zamglonym Kunmingu.
I jak na całym świecie - świątynia odpicowana, a walące się budynki tuż obok nikogo nie wzruszają...

Jinghong 景洪




Moglabym tu mieszkac. Palmy... banany... pomelo... slonce... slonce... slonce... zero zimy... pomelo... pomelo... pomelo... :D monotematyczna jakas jestem, prawda? Ale pomelo stalo sie trescia mojego zycia... a palmy sa fajne...
Och, jakie mile byly te wakacje...

wesola kompania 2 :)

A kto powiedzial, ze jestem za stara, zeby sie wydurniac?


...i hustac?...

wesola kompania :)

To wlasnie ta banda swirow, z ktorymi wybralam sie w tropiki :) Od lewej: Johan, Renzo, Jens, moje male moi (znowu widac, jak nierowno jestem opalona), Martyna i Karin :) Wyglada to jak potrojna randka, ale tak naprawde tylko ci srodkowi maja sie ku sobie...

Jinghong, stolica regionu, nie jest kompletna dzicza - w jednej knajpie znalezlismy polski przewodnik po Chinach - NASI TU BYLI!!! :) Wlasciwie powinnam ten przewodnik ukrasc. Albo zamienic z moim Lonely Planet. Bo wiecie co? Zgodnym chorkiem moglismy krzyknac: Lonely Planet sucks!!! Ponad piecdziesiat procent tego, co tam jest nawypisywane, to kompletne bzdury. Marnowalismy forse jezdzac w opisywane przez nich miejsca, a przypadkiem trafialismy na cuda. Wiem, ze tak jest zawsze, ale ja naprawde mialam nadzieje, ze zaoszczedzimy troche czasu...

Talking about fish... for example :)

Wbrew wszelkim swinstwom, ktore Wam przychodza do glowy, NAPRAWDE rozmawialysmy o rybach :) Wiesz, Mamo, Karin tez wedkuje :) Nie jestes jedyna! :*

Wiecie... mam slaba orientacje w przestrzeni... Dlatego musze sie czegos trzymac, zeby sie nie zgubic ;)

Dobrze nam tam bylo razem :) Mieszkanie z Jensem w pokoju bylo milym doswiadczeniem, zwlaszcza dlatego, ze (w przeciwienstwie do Tajfuna) zabral on szampon ;)

miss Kunmingu '08 :)

Niestety. nie udalo mi sie uchwycic (po)twarzy, ale reszta jest ujmujaca. W skali od 1 do 10 ja daje 10+ :)

busiki :)

Kazdy z nas (chyba) jechal busem. Male toto, niewygodne, a poza tym rzadko ktory kierowca ruszy z miejsca, zanim pojazd nie wypelni sie po brzegi stojacymi na sobie nawzajem ludzmi. Brrr! Ohyda. O ile prosciej by bylo, gdyby busow kursowalo 5 razy wiecej, a w dodatku gdyby nie bylo w nich miejsc stojacych...
Chinczykom sie udalo: Kiedy my wsiedlismy do busa, zajelismy wlasciwe miejsca, ktore zreszta szczegolowo sprawdzila pani konduktor ;) (w kazdym busie jest bileterka). W trakcie drogi jednak kierowca zgarnial wszystko, co mu na drodze stalo. Ku mojemu zdziwieniu pod kazdym regulaminowym siedzeniem w busie tkwia male stoleczki przeznaczone dla tych, ktorzy sie dosiadaja. Zadnego stania. Jesli nie ma juz absolutnie zadnego miejsca siedzacego, kierowca po prostu sie nie zatrzymuje. Prawdza, jakie proste?

2008-10-10

roznice kulturowe

Oprocz wszystkich innych, dosc jawnych, jest jedna, o ktorej wiedza tylko Ci, ktorzy sami to przezyli. Mozna wysluchac miliona opowiadan o chinskich toaletach, ale to nigdy nie odda potwornych realiow. Realia sa takie: Instrukcja obslugi: wchodzi sie do wielkiej sali pozbawionej drzwi, za to zaopatrzonej w dwa rowy po przeciwnych stronach sali. Kazdy row posiada "miejsca parkingowe" oddzielone od siebie pionowymi przegrodami. Dla wygody sprzatajacych przegrody nie siegaja dna rowu, umozliwiajac zastosowanie slawetnej metody Herkulesa ze stajni Augiasza. Zreszta, jest wiecej podobienstw miedzy chinska wspolczesna toaleta, a przyslowiowa stajnia Augiasza - fetor... Albowiem jakkolwiek przy kazdej toalecie jest babcia klozetowa, ktora kaze placic, z rzadka bywaja te toalety sprzatane, tak na oko sadzac.
Kucamy wiec sobie nad rowem i zalatwiamy co trzeba. Zeby jednak sie nie nudzic w trakcie, mozemy porozmawiac z paniami z rowu naprzeciwko. Jak widac na zdjeciu, nic dwoch rowow nie odgradza (zdjecie bylo robione z przeciwnego rowu; akurat mialam pecha nie trafic na zadna interlokutorke, wiec z nudow zrobilam zdjecie ;)), tak wiec mozliwa jest nie tylko wymiana zdan, ale nawet pelna wizja lokalna! Z racji bycia biala bywalam bacznie obserwowana, zwlaszcza przez przedstawicielki starszych pokolen.
Oczywiscie, ze jest coraz wiecej "naszych" ubikacji. A nawet jesli sa to dziury w podlodze, zazwyczaj maja drzwi. Ale tak naprawde Chinczycy nie uwazaja tych czynnosci za prywatne. Szczerze? Ja tez nie rozumiem, dlaczego w Europie podnosi sie czynnosci biologiczne do rangi sacrum i dlaczego ubikacje bywaja lepiej urzadzone od pokojow. Jedyny argument, ktory mi przychodzi do glowy na obrone drzwi to obrona przed przeciagami, a wiec i przed chorobami nerek...

stypendium :)

Tajfun+stypendium=ksiazki. To prawda stara jak ja :D W Krakowie po otrzymaniu stypendium krazylam miedzy Zielona Sowa, Empikiem i Tania Ksiazka (Bracka i Grodzka). Zawsze cos wyhaczylam skosnego, czasem lepsze, czasem gorsze, ale i tak z luboscia wdychalam zapach papieru.
Wczoraj dostalam pierwszy przelew z ambasady. Mala rzecz, a cieszy ;) Zamiast wystawnego obiadu albo trzech par butow, kupilam oczywiscie ksiazki. Jakiez to arcydziela? "Telefon komorkowy" Liu Zhen-yuna (na podstawie powiesci powstal film pod tym samym tytulem; hit sezonu 2003, bo film zarobil 50 milionow yuanow...). Podobno niezla ksiazka :) Po drugie: romansidlo piora Yi Shu, najbardziej chyba znanej kongkongijskiej romansopisarki ;) Po trzecie: podrecznik do gry na hulusi moim ulubionym, czyli tzw. fletogruszce ;) Oprocz tego dwie ksiazki branzowe - czyli o yunnanskiej muzyce :) A na otarcie lez z racji tego, ze tych wszystkich powyzszych na razie nie rozumiem, machnelam anglochinskie wydanie Przeminelo z wiatrem... :D Uwazam, ze 斯卡利特.奧哈拉 (Sikalite Aohala czyli po ludzku Scarlett)) bije na glowe nawet 賈斯汀·提姆布萊克 (Jiasiding Timubulaike - no, kto zgadnie, co to za wspolczesny mocno popularny piosenkarz? Tak! To wlasnie Justin Timberlake!! :D:D:D:D).
A zeby nie bylo, ze jestem mol ksiazkowy, to kupilam sobie sweter i w zwiazku z tym jestem calkem zwyczajnym molem :P A moze raczej ciekawa hybryda - mol siedzacy w swetrze i jednoczesnie z nosem w ksiazkach... Ciekawe, czy mole maja nosy...

大使館終於給發九月十月獎學金的錢. 你們猜一猜小颱風用這些錢會做什麼呢? 對ㄚ, 就是去買書啊! 什麼書呢? 當然是中文書. 這就是最好學習語言的辦法, 對不對? :) 所以我就買了兩笨關於雲南民族音樂的書, 葫蘆絲教程, 亦舒的<<流金歲月>>和劉震雲的<<手機>>. 我還沒開始看; 肯定不會全部都看懂, 但是我還想要試試看喔...
還有我碰到便宜的英漢對照的<<票風>>. 我不得不買呀! 我愛這本書啊...

2008-10-09

gorace zrodla w Gasa 嘎洒溫泉

To nie basen. A raczej: to basen, ale wypełniony gorącą wodą o zapachu kanapki z jajkiem... To znaczy, ekhm... zapachu siarki. Od razu zaczynam tęsknić za rodzinnymi stronami ;) No i oczywiście za Yangmingshan... Ech, nie będę myśleć o Tajwanie. Pomyślę o nim jutro :P Wracając do basenu: głęboki tak, że da się od biedy pływać. Woda wystarczająco czysta, żeby widzieć własne ciało. Ale nie jest przezroczysta - udało mi się niepostrzeżenie zdjąć dolną część kostiumu kąpielowego i założyć go na właściwą stronę :D Tja... Ja po prostu nie powinnam się ubierać o 7 rano, to grozi różnymi dziwnymi rzeczami...
Cóż o tym zdjęciu rzec można? Nogami zakrywam fałdy na brzuchu :P I widać, jak mnie opaliło - niestety tylko w górnych partiach... Jak widać, na gorących źródłach poza nami, białasami, prawie nikogo nie ma. Dlaczego? Po pierwsze: temperatura powietrza była niewiele niższa niż temperatura wody. Po drugie: byliśmy w zabitej dechami dziurze, gdzie psy szczekają wiadomą częścią ciała. Po trzecie:... chciałam napisać, że za droga to zabawa, ale to byłby niesmaczny żart. Wizyta dowolnej długości w tym hot spring kosztowała 10 yuanów - czyli około 3 złote... Jak będziecie w Jinghongu - jedźcie do Gasa na gorące źródła! Koniecznie!

2008-10-07

Mekong 澜沧江

:) Bylam nad Mekongiem :)

A tak mnie opalilo slonce w tych moich ukochanych tropikach :)
Powrot do Kunmingu byl niemilym szokiem. Z trzydziestu kilku stopni zmiana na jakies pietnascie czy cos kolo tego - bo przyjechalismy bladym switem, o szostej... Nadal sie nie moge przyzwyczaic do tego, ze trzeba suszyc wlosy przed wyjsciem i ze krotkie spodenki to nie jest dobry pomysl...

2008-10-06

大象 slonie

Ze niby w Xishuangbanna to za kazdym rogiem. A juz przynajmniej za kazdym drzewem. Juz nie mowiac o Dolinie Dzikich Sloni (野象谷). Ze niby taki dziki region, Ksiega Dzungli i Dumbo w jednym. Ale jedyne slonie, na jakie trafilismy w tym regionie (poza nami samymi po tajskiej kolacji) to te:

除了這些石頭的大象之外別的都看不見啦... 人太多啦...

Aha. Trafilismy jeszcze na slonine, ale nie calkiem o to nam chodzilo...Brrr... Czasami lepiej nie wiedziec, jak sie to wszystko odbywa...