blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-09-16

szpital

Zaraz po przyjezdzie musialysmy pojsc do szpitala - wprawdzie w Polsce wykonalysmy wszystkie mozliwe badania, w dodatku ponoszac dodatkowe koszty zwiazane z tlumaczeniem wszystkiego na angielski, ale niech tam. Stwierdzilysmy z Martyna, ze bedziemy sie klocic. Wzielysmy specjalnie w tym celu zdjecie rentgenowskie, wykres ekg, wyniki HIVa i innych wenerykow, a takze kilogram innych papierow.
Pomijam fakt, ze Yunda (Yunnan Daxue, czyli moj uniwerek) ma swoj wlasny szpital uniwersytecki, a nam kazali sie tluc w okolice lotniska, czyli na koniec swiata. Pomijam to, ze w kolejce czeka sie godzinami. Pomijam, ze nawet ja bylam w stanie wytknac bledy w tlumaczeniach dwujezycznych formularzy (wersja angielska nijak sie nie miala do prawdziwego jezyka angielskiego). Sa jednak rzeczy, ktorych pominac nie moge.
Po pierwsze: pelna godzine zegarowa zajelo mi wyklocanie sie o to, zeby nie miec powtorki rentgena a takze ekg. Powtarzanie ekg nie jest niebezpieczne dla zdrowia, ale przeciez kazde badanie kosztuje, a ja juz za nie raz w Polsce placilam. W koncu przyjeli nasze zdjecia i wykresy. I wtedy sie zaczelo... Probowalysmy wymusic na nich przyjecie wynikow innych badan. Ze przeciez jest po angielsku, ze jest ilosc wszystkich typow krwinek i innych sladow krwi w moczu. Nie skutkowalo. Probowalysmy sie dowiedziec dlaczego. I wtedy spadl na mnie grom z jasnego nieba. Pani doktor, wyksztalcona kobieta, na oko nieglupia, wytlumaczyla nam powoli i wyraznie, ze nie przyjmie naszych wynikow, bo nie ma na nich czerwonej, okraglej pieczatki, a przeciez kazde dziecko wie, ze tylko swistek z czerwona, okragla pieczatka jest wazny. Probowalysmy tlumaczyc, ze kazda placowka w Polsce, ba, kazdy lekarz ma swoja wlasna pieczatke i ze kolory tudziez ksztalty tez sa rozmaite. Bezskutecznie. Poszlysmy na badania.
Wsadzili mnie z plecakiem i w komplecie ubran na wage, po czym autorytatywnie stwierdzili, ze waze tyle a tyle, a przeciez to w ogole zadna roznica, czy mam na sobie trzy kilo ubran czy nie. Wzrost tez zbadali na odczepnego. Pobrali krew - mieli jednorazowki, sprawdzalam! - nawet sprawnie. Zrobili usg. Ale potem weszlysmy do okulisty i mialysmy taka glupawe, ze zesmy zapomnialy zdjecia zrobic... Jest tylko jedno. Martyna pierwsza usiadla na stolku. Pani podala jej drewniana warzachew, ktora trzeba sobie bylo zaslonic oko. Wtedy Martyna spojrzala na tablice i...ryknela smiechem:
Niechinskojezycznym wytlumacze: ten znak to nie drukowane E, a chinski znak oznaczajacy gore 山 shan w roznych pozycjach. Pani pokazywala poszczegolne "gory", a my mialysmy mowic, ktora to gora :D Poniewaz nie wiedzialysmy, jak to powiedziec, pokazywalysmy reka tak jak nam sie wydawalo. Niestety, badanie nie bylo miarodajne. I to nie tylko dlatego, ze obie wylysmy ze smiechu przez cala wizyte, ale tez dlatego, ze nikt nas nie poprosil o zdjecie soczewek kontaktowych ani nawet nie pytal, czy nosimy...
Ostatnie bylo badanie moczu - lazienka, w ktorej ani jednych drzwi nie dalo sie zamknac ani nawet przymnknac + centymetrowe plastikowe miareczki , oczywiscie bez zamkniecia, ktore trzeba bylo przeniesc przez pol pietra... Tak, jak zesmy wyszly ze szpitala, tosmy mialy taka glupawe, ze do dzis, jak wspominamy okulistke, umieramy ze smiechu.
Co najlepsze: kiedysmy wreszcie dostaly ksiazeczki zdrowia, okazalo sie, ze nie stwierdzono zadnych chorob umyslowych. Do dzis sie zastanawiamy, czy nasza reakcja na drewniana lyzke i tablice pelna gor u okulisty aby na pewno swiadczy o zdrowiu psychicznym... A moze wszystkie biale dzikusy tak reaguja? :D

7 komentarzy:

  1. a ja nie rozumiem, co Was tak smieszylo w tej tablicy ;) w PL okulisci pokazuja "abc", Chinczykom co mieliby pokazywac? "dui" i "xie xie"? kto z wada wzroku dojrzalby te wszystkie kreseczki? na Tajwanie pokazuja okrag, trzeba powiedziec w ktora strone jest otwarty, w lewo, prawo, gora czy dol :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiscie masz racje, ze to nic smiesznego; wiadomo, ze to musza byc proste znaki. Chodzi tylko o ten szok kulturowy, kiedy nawet w stosunkowo dobrze znanym miejscu - gabinecie okulistycznym trafia sie na cos absolutnie niespotykanego. No i ta drewniana chochelka...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, ciekawe czy "odwrócona góra" też coś znaczy, jak z tą "odwróconą wiosną" ;)
    Uśmiałam się czytając. Te badania to od lat jakaś magia.
    Miłego. W Polsce nastała jesień i to taka błe - od soboty pada, dziś 6 stopni. Chlip!

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas pieknie, ale za to przed burza nie ma czym oddychac, bo caly tlen schodzi ponizej pasma naszych gor :( A poza tym codziennie chodze na zajecia na 8.30; kiedy wychodze z domu, jest jeszcze zimno, a gdy koncze szkole (w samo poludnie) mozna umrzec z przegrzania...
    Ale tak naprawde to narzekam tylko dlatego, zeby Ci smutno nie bylo, ze Cie tu nie ma. A propos: kiedy przyjezdzacie? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Usmialam sie bardzo :) Super blog :) Poza tym nostalgia mnie naszla jak czytalam o studiach filologicznych na UJ. Ja jestem po iberystyce, a teraz w Meksyku mieszkam i tak mnie na chinski naszlo teraz. Pewnie mi to 20lat zajmie przy tempie w jakim sie ucze, ale najwazniejsza jest przyjemnisc. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przy nauce chińskiego można się naprawdę dobrze bawić. Pewnie zresztą przy nauce każdego języka obcego - zależy to głównie od nastawienia i nauczycieli. Życzę powodzenia - wszystko jest możliwe, może Twoim następnym przystankiem będą Chiny? ;)

      Usuń
  6. Olu , życzę i trzymam kciuki !!!

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.