blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-09-29

火锅 huoguo czyli ogniowy kociołek

Po niedzielnych lekcjach poszliśmy (całe 14 osób) na huoguo. Zasady były jasne - mówimy tylko po chińsku i nie używamy łyżek nawet w najbardziej krytycznych sytuacjach. Biorąc pod uwagę, że połowa żarcia była nieprawdopodobnie śliska, nie dziwi, że jeden Francuz musiał błagać o pomoc... Ta starsza pani w czerwonym (王老师 - jej nazwisko to Król) to moja nauczycielka główna - czyli od podręcznika i tłumaczenia słówek oraz gramatyki. Jest świetna - każdy chiński znak traktuje jak zagadkę, którą trzeba rozwiązać. Dzięki temu znaki, które raz wpadną do głowy, już z niej nie wypadają. Po prawej zaś mój ulubieniec (朱辉 - Czerwony Blask) - nauczyciel mówienia, najbardziej otwarty Chińczyk świata. Poza tym nie jest Hanem, tylko Tujia - reprezentantem piątej największej mniejszości etnicznej Chin. Pochodzi z Hunanu, ale podczas jedzenia ostrego żarcia kropelki potu pojawiły się na jego czole, mimo iż hunańskie jedzenie jest jednym z najbardziej pikantnych w Chinach :) Strasznie lubię z nim gawędzić; jest taki łatwy w obsłudze! Przyzwyczaił się do dziwnych białasów i go nie szokuje fakt, że rozmawiamy z nauczycielami bez większego skrępowania. Mało tego, sam jest taką gadułą, że wystarczy znaleźć interesujący temat i już pół lekcji za nami... :D
Ciekawy garnek, prawda? To, co w środku, to prawie zwykły bulion, zjadliwy bo delikatny.To, co na zewnątrz, paliło mordę. Ale po piwku zaczęło mi nawet smakować... :D
A to jest parówka. Jak się ją wrzuci do gorącej zupy, to robi się z niej kwiatuszek (czego te Ruskie nie wymyślą ;)). Pycha!
A to pobojowisko zostawiliśmy trzy godziny później...
Kocham huoguo!

2 komentarze:

  1. Oo, ale wam tam fajnie. I jedzenie i śpiewanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam, zapraszam :) Moze jestem zbyt prosta w obsludze, ale jedzenie i spiewanie absolutnie wystarcza mi do zycia :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.