blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-08-26

找到了房子 mieszkanie znalezione

Mieszkanie znalezione! Jeśli chodzi o newsy - bawią mnie spojrzenia męskiej populacji Kunmingu, cieszy ilość pysznego żarcia, kocham Cuihu (moje własne, prywatne jezioro z lotosami), moim pojazdem jest słynny Perpedes, nie śpię z wrażenia i w ogóle życie jest piękne. A kawa kosztuje dwa-trzy razy więcej niż piwko. Chyba nie muszę mówić, że oduczam się powoli pić kawę...
Mieszkanie jest na razie tylko teoretycznie, wprowadzimy się 28 bm. Dziś uczelnia, bank, podpisanie umowy, kupno ręcznikow... Żarcie. Ale o tym to już nawet nie ma co wspominać, bo przedpotopowy komp w tym hostelu nie pozwala na załadowanie zdjęć z aparatu. Wszystko pojawi się później.
Jest pięknie, gdzie nas nie ma? NIE! Jest pięknie tam, gdzie właśnie jestem. Właściwie, to jest tak pięknie, że mogłabym tu sobie z rok pomieszkać ;)

没有空喔!这里太漂亮啦。 不要打电脑。搬家以后我再开始写我在昆明的故事。。。

2008-08-24

:) 我終於在亞洲! Nareszcie w Azji

親愛的朋友們! 為了電腦的問題我很長時間都沒有辦法在這裡寫中文文章. 抱歉ㄛ! 我知道你們想念我 ;)
縣在我在香港機場等到昆明的飛機. 對ㄚ! 我拿到了獎學近, 所以到明年七月我都會在中國. 我快樂極了! 如果有機會的話我想見你們的面. 如果你們有空請你門來我的地方找我. 如果我有時間, 如果我有錢的話, 我也想去找你們...
我有點怕...去亞洲留學夢想. 我卻還不知道我會不會喜歡雲南大學, 昆明環境, 那邊的菜什麼的. 希望我會在那邊找新朋友們. 希望我會愉快的...
我們保持聯繫吧!

Kochani!
Jestem juz w Azji. Nic mi nie jest. Jestem nakarmiona i gotowa do dalszej podrozy (trasa Hongkong - Kunming). Nakarmiona jestem dzieki zapobiegliwosci pewnej naturalizowanej Hongkongijki, ktorej niniejszym bardzo za opieke dziekuje :) Zdjecia co poniektorego jedzenia umieszcze pozniej - razem z kilkoma zdjeciami przeslicznych domkow spoza centrum HK. W ogole, w sumie wyszlo lepiej niz by moglo - bo i nocleg sie udal (znowu brawa dla owej Hongkongijki ;)), i jedzenie, a i pogaduchy do poduchy przyjemnosc wielka sprawily. Dobrze jest miec dla siebie caly swiat i jeszcze fantastycznych ludzi :)
Uwielbiam ryzowe ciastka.
Pierwszy raz w zyciu zetknelam sie z kandyzowanym ogorkiem.
Matko, jakze ja tesknilam za tofu!
I znowu przypomnialam sobie nadrzedny cel tej wycieczki - nazrec sie za wszystkie czasy. Studia? A komu one potrzebne?! :D
Na razie wszystko w porzadku. Temperatura niezla, zaledwie 29 stopni czy cos kolo tego. Jeszcze troche splywam, ale szybko sie przyzwyczaje. Zycie jest piekne :)
Do nastepnego!

2008-08-22

jutro wylot

:)
Zmieściłam się w tych 20 kilo. Wszystko wziełam, nawet buty na obcasach. No, wprawdzie musiałam się z tej okazji pozbyć ręcznika, ale ręcznik sobie w Azji kupie, a buty są jedyne i niepowtarzalne. To znaczy są do pewnego stopnia powtarzalne, ale i tak jeden jest lewy, a drugi prawy...
Żadnej gorączki przedwyjazdowej. Żadnych nerwów. Szeptem mogę Wam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że to już...
Nie mam dyplomu, wkurza mnie to nieprzytomnie, zabiłabym 90% administracji UJ, a reszta musiałaby zjeść kawałki, które by zostały.
Pukam się w czoło. Z nostalgii i przedwczesnej tęsknoty za książkami wróciłam do Krystyny, córki Lavransa zresztą. Krzaki mnie zaatakują już za całkiem niedługo. Ciekawe, kto wygra.
Pytają, czy trzymam kciuki za Polaków, czy za Chińczykow. Po prawdzie, to niewielu Polaków do trzymania kciuków zostało, więc... Nie, to było podłe. Nie trzymam kciuków, tylko biję brawo, jeśli ktoś jest lepszy od pozostałych. A że to moje skośnookie maleństwa wyprzedzają wszystkich jeśli chodzi o złoto...
I niektórzy są ładni. A może przygrucham sobie wreszcie jakiegoś Azjatę? :D Czego zresztą mi większość przyjaciół życzy.
Do zobaczenia w Azji!

2008-08-15

Czarus czy Czarka? :D

Mam kota. Jednego na punkcie Chin.
Drugiego, tego ryzego skur...czybyka, ktory potrafi ugryzc nawet wtedy, kiedy mruczy, tez mam. A teraz zeby bilans zoladkow sie w domu zgadzal, z okazji mojego wyjazdu wziela Mama dwumiesieczna przyblede, calkiem czarne dwumiesieczne kocie. Ladne. Ryby na surowo z kregoslupem i luskami wpieprza, nie tak jak te wczesniejsze rozbestwione krolewiatka. Na razie nie schodzi na podloge, bo sie boi psa (punkt dla psa). Pies nie odchodzi od kredensu, na ktorym kot siedzi, bo nie chce przegapic momentu zejscia (punkt dla kota). Ryza pierdola to wszystko olewa. Od razu mozna poznac, ze to kastrat :P
Dentysta orzekl, ze nie jest zle. Jestem juz zaszczepiona durowo i tezcowo. Czeka jeszcze zoltaczka. A za tydzien i dzien jeden poleeeeece....
Azjo: przybywam!

2008-08-07

Warszawa

podobno da sie lubic :P
Pewnie bym sie zgodzila, gdybym nie musiala tu zalatwiac formalnosci.
Fajnie, ze zalatwialismy formalnosci w osob kilka - inaczej zwariowac by mozna bylo. Zle, ze nie udalo sie zalatwic wszystkiego naraz. Zle, ze pogoda do kitu. Zle, ze z Michalem mi sie na dluzej spotkac nie udalo (ale za to nakarmil znajomych i mnie tak, ze bylismy szczesliwi :)). Moze sobie Jarek mowic, ze Wook przy Mariotcie jest niezazbytni, ale ja tam znam glownego kucharza i on zawsze potrafi zadbac o moj zoladek :)
Kilka milych spotkan. Na wiele zabraklo czasu/zdrowia, a na niektore ochoty. Coraz wieksza wprawa w zegnaniu sie z dotychczas znanym swiatem. Ciagle te same pytania: czy Ty stamtad wrocisz? Dlaczego akurat TAM (w tych wielkich literach kryje sie cala groza, trzesienia ziemi, tajfuny, Tybet, strach przed nieznanym i bogwicojeszcze)? Czy stoi za tym jakis mezczyzna (Tak! Miliard slodkich skosnookich ;))? Czy...?
A ja jeszcze nawet wizy nie mam. Niespakowanam. Nie wiem, gdzie mieszkac bede, choc moze zupelnym przypadkiem mam juz wspollokatorke ;) Duzo pytan, zero odpowiedzi. Ale jest nadzieja: ze bedac tam odkryje, czy to jest naprawde to, czego chce od zycia...

2008-08-01

przygotowania

Bez przerwy jezdze i cos zalatwiam. Lubie Instytut Konfucjusza. Nie lubie kungfuistow i taichichuanistow, ktorzy mi zycie utrudniaja. Lubie panie w BUWiWMie, ale na UJ bym sie najchetniej pogniewala i tupnela nozka.
Co jeszcze?
impreza imieninowa chyba sie udala (to znaczy, wszyscy narzekaja, ze sie przezarli, ale to o to tu chodzi :)). Spotkalam sie z Przyjaciolmi, wytesknionymi i tymi, co to prawie juz o nich zapomnialam. Przygotowuje sie mentalnie do wyjazdu - za miesiac zaczne nauke. Hurra! Bo bede juz w Chinach :) Wszystkim mowie, ze jak mi kasy zabraknie, to herbate bede zrywac (przeciez wlasnie po to wybralam Yunnan ;)). Wszystkim mowie, ze bede pisac, wszyscy mi mowia, ze beda paczki posylac. Niektorzy twierdza, ze juz Tam zostane. A ja nawet nie wiem, czy wytrzymam pierwszy miesiac. Czy rzeczywistosc sprosta oczekiwaniom? czy ja sprostam rzeczywistosci? Po cholere j sie tam w ogole pcham?!
Aha, dlatego, ze kocham chinski...