blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-07-03

kilka słów więcej o wyjezdzie

Jako studentka Katedry Bliskiego i Dalekiego Wschodu zlozylam podanie o stypendium. Nic nie pisalam, bo chetnych bylo duzo, a ja nie wierze w siebie :P Moja uczelnia po doglebnym przeanalizowaniu mojej sredniej, kompetencji jezykowych, aktywnosci i umiejetnosi organizacyjnych przeslala moje papiery dalej - czyli do Biura Uznawalnosci Wyksztalcenia i Wymiany Miedzynarodowej. Nawiasem mowiac, osoby marzace o wyjezdzie na stypendium winny strone BUWiWMu pilnie obserwowac :P Potem poszlo szybko. Ministerstwo zdecydowalo sie dac mi szanse i mnie zarekomenowac. Wybralam miasto (Kunming, bo tam cieplo), zrobilam badania, zebralam podpisy kadry o tym, jaka to jestem wspaniala, wyslalam i... czekam. Dlatego nie pisze. Bo niby wiem, ze moje papiery sa juz na uniwerku w Kunmingu, niby wiem, ze to czysta formalnosc, ale nadal nie dostalam potwierdzenia przyjecia na Yunnan Daxue - a co za tym idzie nie moge sie, na przyklad, starac o studencka wize. Mam juz kupiony bilet do HongKongu, ale jeszcze nie do Kunmingu, bo moga mi w ostatniej chwili wykrecic jakis numer i wyslac mnie do jakiejs dziury na Polnocy. Robie badania, chodze po lekarzach, pozbylam sie krakowskiego miejsca w mieszkaniu i wrocilam z tobolami na stare smiecie. Ale... tak naprawde to jeszcze nic nie wiadomo tak na 100%, wiec nie pisze.
No. To by bylo na tyle. Jak tylko dostane jakies PEWNE wiesci, dam znac :)
A poki co - tych, co sa pod reka, zapraszam na porzeczki :) A tym, co sa daleko mowie: do zobaczenia :)

5 komentarzy:

  1. trzymam kciuki zeby sie jednak udalo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Będziesz w HK wystarczająco długo, by się może obaczyć i poplotkować o skośnych sprawach? :)
    Czy tylko przesiadka?

    Trzymam kciuki!! Też czekam na papier, decydujący o mojej przyszłości, więc znam to uczucie pewnego dyskomfortu, że ktoś tam gdzieś decyduje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. ups, przez nieuwage skasowalam posta :)
    Dzieki za kciuki :)
    A co do HongKongu: moze sie udac :) Przylatuje o 16:40, a pierwszy bezposredni lot do Kunmingu mialabym dopiero nastepnego dnia o 11.25, wiec starczy czasu nawet na njdluzsze pogaduchy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, to podmejluj jak czas przyjdzie, to się umówimy na dobre, chińskie żarełko i pogaduchy w języku nieangielskim (och, uwielbiam miny miejscowych, gdy widzą "amerykanki" mówiące w jakimś dzikim języku :D).

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.