blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2008-02-18

Maraton "walentynkowy"

Dzieki interesujacym recenzjom (znam recenzentke osobiscie, wiec nie bede Jej obrazac publicznie) dowiedzialam sie, ze podczas chinskiego maratonu zostana zaprezentowane 3 chinskie komedie romantyczne. Nie sprawdzilam recenzji obcojezycznych (po co, skoro znam recenzentke i moge jej ufac?). Poszlam do kina. W kinie najpierw bylo opoznienie - siedzielismy jak balwanki i nikt nam slowa nie rzekl, kiedy to wszystko sie wreszcie zacznie. Nic to. Luksus siedzienia pojedynczo w calym rzedzie poniekad to zrekompensowal (tak, bylo okolo 20 osob, a maraton odbyl sie w najwiekszej chyba sali Arsu). Najpierw byla komedia romantyczna - wiedzialam, ze to na pewno komedia, bo juz ja widzialam :P Byla zabawna i miala calkiem dobrze zrobione napisy - choc wersja chinska byla smieszniejsza. Z tego, co mowi Tlumaczka, angielska wersja byla naprawde do... kitu, wiec i tak brawa dla Tlumaczki :)
Drugi film - Panna mloda z Shangrila. Hmmm... Z pewnoscia zawiera watek... no, moze nie do konca romantyczny, ale przynajmniej opowiada o malzenstwie. Z pewnoscia zawiera tez motywy komediowe. Ale przede wszystkim jest filmem obyczajowym, poniekad dramatem, bo rzecz dotyczy przelamywania tradycji i problemow z tego wynikajacych. Glowna bohaterke grala Zhang Jingchu, swietna, widzialam te osobke w Siedmiu Mieczach i tez byla slodka.
Trzeci film... Droga do domu (dokladne tlumaczenie z tytulu chinskiego: Moj ojciec i matka) nie no, to byla paranoja. I nie mowie o samej historii, nienajgorszej, o milosci (acz komedia to nie byla na pewno, zaczela sie slowami "moj ojciec umarl" i naprawde nie sa to 4 wesela i pogrzeb). Problem w tym, ze napisy przygotowal ktos, kto po pierwsze bardzo niestarannie je przetlumaczyl, a po drugie nie zadbal o najwazniejsze, czyli poprawne ich podlozenie pod obrazy. Coz. Tego tlumacza rowniez znam - i chetnie bym go za spartaczenie roboty publicznie wysmiala, ale bardziej po chrzescijansku bedzie spuscic na to zaslone milosierdzia :P Duza byla w tym filmie rola narratora i w ogole tekstu, wiec bylo to kosmicznie irytujace. Ja i tak mialam lepiej, bo rozumialam wiekszosc tekstu chinskiego, ale laicy musieli sie strasznie wynudzic.
Podsumowujac: klapa. Ciesze sie, ze poszlam, ale nie zaplacilabym za cos takiego 25 zeta :P

Sprostowanie: To, co czytalam przed maratonem na stronie Arsu, to byly streszczenia nie recenzje, a na przyporzadkowanie filmow do gatunku "komedia romantyczna" wpadl Ars, nie moja kolezanka. Tym niemniej czuje sie wystawiona do wiatru :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.